Napastnik nie żyje, a jedna osoba została ranna w wyniku strzelaniny pod Białym Domem z udziałem funkcjonariuszy Secret Service - podała telewizja CNN. Według Fox News co najmniej jedna z osób oddała strzały w kierunku Białego Domu.
Przebywający na terenie dziennikarze zostali szybko przeniesieni do sali konferencyjnej. Wewnątrz Białego Domu reporterom nakazano schować się, agenci Secret Service krzyczeli "na ziemię" i mówili o "strzałach" - relacjonuje CNN.
Selina Wang strzały usłyszała podczas nagrywana materiału. "Brzmiało to jak dziesiątki wystrzałów z broni. Powiedziano nam, żebyśmy pobiegli do sali konferencyjnej" - napisała.
Strzały miały paść w pobliżu 17th Street i Pennsylvania Avenue NW. Na miejscu pracują także agenci FBI - informował Kash Patel, dyrektor FBI.
Jak przekazał po godzinie 1 polskiego czasu jeden z funkcjonariuszy, podejrzany zbliżył się do punktu kontrolnego w pobliżu Białego Domu i oddał strzały do funkcjonariuszy. Żaden z nich nie został poszkodowany. Napastnik został postrzelony i przewieziony do szpitala, gdzie zmarł. Informacje o śmierci podejrzanego napastnika potwierdził rzecznik Secret Service cytowany przez Fox News i CNN. Mężczyzna miał być dobrze znany funkcjonariuszom z poprzednich incydentów i prób wejścia na teren Białego Domu. Miał cierpieć na zaburzenia psychiczne.
Jak podaje CNN ranna miała zostać jeszcze jedna osoba, jednak dotąd nie wiadomo, czy miała ona związek z napastnikiem, czy był to przypadkowy przechodzień. Jej stan ma być krytyczny.
Trump poinformowany o zdarzeniu
Prezydent Donald Trump przebywał w rezydencji i nie odniósł żadnych obrażeń. - Został poinformowany o incydencie przez Secret Service - poinformował urzędnik Białego Domu.
Lockdown Białego Domu, jaki wprowadzono tuż po strzelaninie, został odwołany.