Propozycja, zdrada, masakra. Co się kryje za ofertą debalcewskiego "korytarza"?

Świat

Ciężkie walki w rejonie debalcewskim trwają od około miesiącaEUROPA NEWS | Youtube
wideo 2/36

Rebelianci oferują ukraińskim żołnierzom w Debalcewem korytarz, którym Ukraińcy mogliby wyjść z obleganego miasta. Bez broni, ale na wolność. Podobna historia miała jednak już miejsce w ostatnich dniach sierpnia w kotle iłowajskim. Wtedy Ukraińcy wpadli w pułapkę - zostali zaatakowani podczas ewakuacji, choć wcześniej dostali od przeciwnika gwarancje bezpieczeństwa.

- Zaproponowaliśmy otwarcie korytarza, żeby mogli złożyć broń i wyjść. Nawet nie sugerujemy, by zostali jeńcami - miał oświadczyć Eduard Basurin, "wiceminister obrony" tzw. Donieckiej Republiki Ludowej.

Bitwa debalcewska

Ukraińcy mieliby złożyć broń i wycofać się bezpiecznie na tyły frontu. Nie wiadomo, którędy dokładnie miałby biec korytarz, ale tak naprawdę jedyna możliwość to droga E40 (M03) do Artemiwska.

Ukraińskie dowództwo odrzuciło jednak propozycję, podkreślając, że zgodnie z mińskim porozumieniem rejon debalcewski "jest ich".

Broni się tam kilka tysięcy Ukraińców: zarówno żołnierzy regularnego wojska, jak i członków ochotniczych batalionów.

W rejonie debalcewskim broniło się kilka tysięcy Ukraińców

Już w niedzielę ich kapitulacji i wyjścia z miasta żądał "premier" tzw. Donieckiej Republiki Ludowej, Aleksandr Zacharczenko. Rebelianci twierdzą, że uzgodnione w Mińsku wstrzymanie ognia nie dotyczy tego rejonu, bo jest on "wewnętrznym terytorium DRL".

Już w trakcie rozmów w stolicy Białorusi Petro Poroszenko i Władimir Putin spierali się o to, kto ma taktyczną przewagę w Debalcewem. Także wprowadzenie rozejmu dopiero kilka dni po podpisaniu deklaracji w Mińsku miało dać czas rebeliantom i oddziałom rosyjskim na likwidację występu debalcewskiego.

Kocioł iłowajski

Podobny "korytarz" do tego, który proponują dziś, rebelianci już raz Ukraińcom zaoferowali - latem ubiegłego roku, podczas walk w rejonie Iłowajska.

Pod koniec sierpnia, gdy siły ATO były w ofensywie i zamykały pierścień okrążenia wokół Doniecka, do Donbasu wkroczyły regularne oddziały rosyjskie. Ukraińskie oddziały nacierające na Donieck od południowego wschodu i prowadzące ciężkie boje o Iłowajsk zostały zaatakowane z tyłu i same znalazły się w okrążeniu - w sumie kilka tysięcy ludzi.

Oddziały w kotle iłowajskim bohatersko broniły się przez kilka dni, ale nie doczekały się posiłków. Uderzenie Rosjan na południu - na kierunku mariupolskim, zajęcie Nowoazowska - odciągnęło wszelkie możliwe rezerwy ukraińskie.

Krwawa pułapka

W tej sytuacji część żołnierzy bombardowanych w Iłowajsku postanowiła skorzystać z zaoferowanego przez rebeliantów "korytarza humanitarnego", który okazał się pułapką.

Podczas przejazdu kolejnych kolumn przez "korytarz" Ukraińcy zostali ostrzelani przez artylerię i rosyjskich desantowców. Wśród zabitych i rannych byli nie tylko żołnierze ukraińscy, ale też rosyjscy jeńcy. Większość wychodzących z "kotła" poszła w niewolę. Dowódca batalionu Donbas Semen Semenczenko przyznał, że polecił swoim ludziom poddawać się w razie zagrożenia życia. W jeden dzień Rosjanie wzięli do niewoli nawet 200 Ukraińców - donosiła 1 września niezależna telewizja Dożd. Do szpitala wojskowego w Dniepropietrowsku trafiło wtedy 85 rannych podczas wychodzenia z "kotła iłowajskiego" tzw. korytarzem humanitarnym.

Autor: //gak / Źródło: tvn24.pl

Tagi:
Raporty: