"Przemoc sięgnęła granic". Ponad 1100 osób zatrzymanych na Białorusi

TVN24 | Świat

Autor:
ads//now,
mtom
Źródło:
PAP
Zatrzymania podczas protestów na BiałorusiTUT.BY
wideo 2/33
TUT.BYZatrzymania podczas protestów na Białorusi

W niedzielę w czasie protestów na Białorusi zatrzymano ponad 1100 osób, w tym dziennikarzy - poinformowało centrum praw człowieka Wiasna, które na bieżąco aktualizuje listę zatrzymanych. Manifestacje odbywały się pod hasłem "Wychodzę". To odniesienie do ostatnich słów, jakie napisał na czacie Raman Bandarenka, pobity na śmierć 31-latek.

Na Białorusi od 9 sierpnia trwają akcje protestacyjne, których uczestnicy domagają się odejścia Alaksandra Łukaszenki i rozpisania nowych, uczciwych wyborów.

Ponad 1100 zatrzymanych, wśród nich dziennikarze

W niedzielę protesty odbyły się pod hasłem "Wychodzę". To odniesienie do ostatnich słów, jakie napisał na czacie Raman Bandarenka, pobity na śmierć 31-latek. W wielu miastach tworzone są miejsca upamiętniające mężczyznę, na które ludzie przynoszą znicze i kwiaty.

Znaczna większość osób została zatrzymana w Mińsku, ale zatrzymania przeprowadzono też w innych miastach, między innymi w Bobrujsku, Nowogródku, Witebsku, Homlu, Swietłahorsku, Grodnie, Mołodecznie.

Niezależne Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy (BAŻ) podało, że zatrzymano tego dnia 21 dziennikarzy: w Mińsku, Witebsku, Grodnie, Pińsku. Część z nich została już zwolniona.

Portal Nasza Niwa przekazał, że wśród zatrzymanych są dwie dziennikarki pracujące dla Biełsatu: Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa, które prowadziły relację z Placu Przemian, gdzie w środę wieczorem zamaskowani mężczyźni pobili Bandarenkę.

Uczestnik protestu zatrzymany przez milicjęEPA/STR

"Przemoc OMON-u i milicji sięgnęła granic"

Zgromadzonych na tym placu zatrzymano, niektórych przy użyciu brutalnej siły. Plakaty i kwiaty usunięto z miejsca pamięci. Portal TUT.by poinformował o przeszukaniach w pobliskich budynkach. W mediach pojawiło się też nagranie, na którym widać, jak funkcjonariusze biją ludzi i dokonują zatrzymań przy sklepowych kasach.

Media poinformowały o użyciu przez milicję gazu łzawiącego, granatów hukowych i broni gładkolufowej wobec demonstrujących. Rzeczniczka MSW Wolha Czemadanawa potwierdziła wykorzystanie środków specjalnych.

Opozycyjna Rada Koordynacyjna odniosła się w Telegramie do niedzielnych wydarzeń. "Przemoc OMON-u i milicji dzisiaj sięgnęła granic. Ludzie, którzy powinni nas ochraniać, wdzierają się na klatki schodowe, do sklepów, aptek" - napisała. Próbują zakazać nam wspominać zmarłych, a przemoc to jedyna broń, która im została wobec naszych kwiatów" - dodała.

"Władze przygotowywały się do tego, że będzie ostra akcja, masowe wsadzanie"

Andrzej Poczobut, dziennikarz i działacz związku Polaków na Białorusi, mówił w TVN24, że w niedzielę padł "smutny rekord - największa liczba zatrzymanych".

- Dzień wcześniej białoruskie resorty siłowe wywoziły więźniów, którzy byli przetrzymywani w aresztach do innych miast, zwalniając miejsca dla nowych aresztowanych - przekazał dziennikarz. - Władze przygotowywały się do tego, że będzie ostra akcja, masowe wsadzanie - dodał.

Poczobut: władze przygotowywały się na masowe aresztowaniaTVN24

Autor:ads//now, mtom

Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: