Irańskie władze przyznały się do zabójstw demonstrantów. "Zginęli w starciach"

TVN24


Irańskie władze po raz pierwszy przyznały we wtorek, że siły bezpieczeństwa użyły ostrej amunicji wobec antyrządowych demonstrantów, z których część straciła życie. Nie podano jednak oficjalnej liczby ofiar śmiertelnych. Wcześniej organizacja Amnesty International informowała, że według potwierdzonych relacji w zamieszkach zginęło 208 osób, ale bilans ofiar jest prawdopodobnie wyższy.

- Uczestnicy zamieszek byli uzbrojeni w noże i broń. Brali ludzi jako zakładników, na niektórych obszarach blokując wszystkie drogi. Siły bezpieczeństwa nie miały innego wyjścia, jak stanowczo się im przeciwstawić - podała we wtorek irańska telewizja państwowa. Jak dodała "uczestnicy zamieszek zginęli w starciach" z funkcjonariuszami.

Kilka godzin wcześniej prezydent USA Donald Trump powiedział, że Irańskie władze "w tej chwili prawdopodobnie zabijają tysiące ludzi".

Amnesty International o 208 ofiarach śmiertelnych

Teheran nie podał oficjalnej liczby ofiar, ale w poniedziałek Amnesty International poinformowała, że udokumentowano śmierć co najmniej 208 demonstrantów. Jak twierdzi organizacja, bilans prawdopodobnie nie uwzględnia kilkudziesięciu osób, które zginęły w mieście Szahrijar w prowincji Teheran. Według AI to najkrwawsze rozruchy w Iranie od czasów Rewolucji Islamskiej w 1979 roku.

- Ponieważ władze Iranu dowiodły już wcześniej, że nie mają zamiaru przeprowadzić bezstronnego, niezależnego i skutecznego dochodzenia dotyczącego bezprawnych zabójstw i innych form arbitralnego użycia siły wobec protestujących, wzywamy wspólnotę międzynarodową, by pomogła nam ustalić fakty - zaapelował dyrektor organizacji Amnesty International na Bliski Wschód i Afrykę Północną Philip Luther.

Jak pisze Reuters, powołując się na irańską stację, rzecznik irańskiego wymiaru sprawiedliwości odrzucił we wtorek liczby przedstawiane przez "wrogie grupy", nazywając je "zwykłymi kłamstwami".

Amnesty International: rodziny zabitych zastraszano

Według relacji, do których dotarła Amnesty, rodziny osób, które zginęły podczas demonstracji były zastraszane i ostrzegane, by nie rozmawiały z mediami.

Niektórzy krewni zabitych musieli zapłacić haracz, aby wydano im zwłoki bliskich - twierdzi Amnesty. Organizacja wyjaśnia, że czerpie informacje ze zweryfikowanych nagrań wideo, relacji dziennikarzy, aktywistów i rodzin osób zabitych lub prześladowanych, stara się też w miarę możliwości porównywać te relacje z informacjami z innych źródeł.

W niedzielę przewodniczący irańskiego parlamentu Ali Laridżani odmówił podania informacji na temat liczby osób zabitych podczas zamieszek. Wcześniej władze w Teheranie potwierdziły śmierć pięciu osób: czterech funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa i jednego "podżegacza".

Niejasny bilans ofiar

19 listopada Amnesty International opublikowała wstępny bilans tych ofiar, który wtedy wynosił 143 osoby. Niemal całkowita blokada internetu, którą podczas zamieszek wprowadziły władze Iranu, bardzo utrudniała dostęp do jakichkolwiek wiarygodnych informacji na temat demonstracji i reakcji rządu w Teheranie.

Oficjalna wersja irańskich władz głosi, że 200 tys. osób wzięło udział w antyrządowych protestach, które wybuchły 15 listopada po podwyżce cen benzyny. Według najwyższego przywódcy Iranu ajatollaha Alego Chameneia, "ludzie dali się wciągnąć w szeroko zakrojony i niebezpieczny spisek", za którym stały Stany Zjednoczone i inni "wrogowie kraju".

Ostatnie demonstracje to - jak pisze Reuters - prawdopodobnie największy ruch kontestacji w Iranie, odkąd na przełomie 2017 i 2018 roku w około 80 miastach i miasteczkach odbyły się protesty przeciwko złym warunkom bytowym. W zamieszkach zginęły wtedy 22 osoby, zaś aresztowano około 1,7 tys. demonstrantów.

Autor: ft/adso / Źródło: PAP