11 września 2001 roku 19 członków Al-Kaidy porwało cztery samoloty pasażerskie. Dwa uderzyły w wieże World Trade Center w Nowym Jorku, trzeci w Pentagon pod Waszyngtonem, a czwarty rozbił się w Pensylwanii po próbie odzyskania kontroli nad maszyną przez pasażerów. W najbardziej śmiercionośnym zamachu terrorystycznym w historii USA zginęło 2996 osób, a tysiące zostały ranne.
Piątek będzie w Stanach Zjednocznych dniem obchodów 25. rocznicy zamachów. Prezydent Donald Trump wygłosi przemówienie przed Pentagonem, a wiceprezydent J.D. Vance weźmie udział w uroczystościach w Nowym Jorku. Tego samego dnia Rada Bezpieczeństwa ONZ przeprowadzi debatę na temat walki z terroryzmem.
W przededniu rocznicy nad nowojorskim portem drony odtworzyły sylwetkę dwóch wież. Emerytowany nowojorski policjant James Smith, którego żona - funkcjonariuszka NYPD Moira Smith - zginęła w zamachach, powiedział, że ten hołd stanowi również przypomnienie o wspólnym poczuciu straty. - Tamtego dnia straciłem nie tylko żonę. Straciłem też przyjaciół i współpracowników - stwierdził.
Szefowa Komisji Europejskiej: 11 września przypomniał o znaczeniu sojuszy i bezpieczeństw
"25 lat temu świat stanął w miejscu. Przyklejeni do ekranów obserwowaliśmy z przerażeniem i niedowierzaniem, jak zawaliły się Bliźniacze Wieże" - napisała szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w opublikowanym w czwartek oświadczeniu.
"Dzisiaj wspominamy prawie trzy tysiące osób, które tego ranka wyszły z domu i nigdy nie wróciły. Strażaków, policjantów i ratowników, którzy wbiegli w dym i pył i uratowali niezliczone ludzkie istnienia. Rodziny, które od ćwierćwiecza znoszą ciężar straty" - dodała.
Szefowa KE oceniła, że 11 września był wydarzeniem o największym znaczeniu na przełomie wieków, które przypomniało też o znaczeniu sojuszy i bezpieczeństwa zbiorowego.
Polityczka podkreśliła, że 25 lat temu Europa niezwłocznie stanęła po stronie USA, a NATO po raz pierwszy i jedyny w swojej historii uruchomiło art. 5, czyli klauzulę sojuszniczą. "Atak na jednego był atakiem na wszystkich. Stanęliśmy ramię w ramię w obronie zasad, które łączą nas po obu stronach Atlantyku: wolności i demokracji" - oświadczyła.
Jak dodała, ci, którzy przeprowadzili ataki, chcieli szerzyć strach daleko poza Nowym Jorkiem, Wirginią i Pensylwanią, ale im się nie udało. "Nasze demokracje przetrwały. Nasze społeczeństwa pozostały wolne. A ideologii terroru nie udało się zapanować nad naszym światem" - napisała von der Leyen.
Reakcja władz USA i krajów NATO na atak terrorystyczny
Podobnie jak wielu Amerykanów, były ambasador USA w Polsce Daniel Fried dokładnie pamięta, gdzie był i co robił w momencie kiedy samoloty porwane przez zamachowców al-Kaidy uderzyły w wieże World Trade Center. Jako ówczesny dyrektor Rady Bezpieczeństwa Narodowego (NSC) ds. Europy brał udział w rutynowym spotkaniu NSC przewodzonym przez doradczynię prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Condoleezzę Rice.
Jak wspomina, uderzenie pierwszego samolotu nie wywołało nadmiernego poruszenia, on sam uznał to za wypadek. Dopiero po uderzeniu w drugą z wież WTC wszyscy zrozumieli co się stało: Ameryka została zaatakowana przez terrorystów.
Mała grupa pracowników NSC udała się do Situation Room, część - w tym Fried - została ewakuowana z Białego Domu wiceprezydent Dick Cheney został niemal "wyniesiony" przez Secret Service do bunkru.
- Ludzie pod presją zachowali się właściwie. Dokładnie tak, jak człowiek by sobie tego życzył - opowiedział. Fried wspomniał, że wzorowa była też wówczas odpowiedź sojuszników z NATO, którzy następnego dnia zaproponowali uruchomić - po raz pierwszy i dotąd jedyny w historii - artykuł 5. Paktu Północnoatlantyckiego o wzajemnej obronie.
Fried przypomniał, że sojusznicy dotrzymali obietnic - także ci, których obecny prezydent USA regularnie atakuje, jak Dania i Kanada.