|

Anatomia wycieku. "Kto dostanie dane medyczne, może zrobić wszystko"

Większość informacji o przebiegu ataku na bazę MyDr i skali przejętych danych pochodzi od hakerów
Większość informacji o przebiegu ataku na bazę MyDr i skali przejętych danych pochodzi od hakerów
Źródło zdj. gł.: Antonina Długosińska
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Miesiąc temu wyciekły dane medyczne niemal 19 milionów osób. Połowa Polaków mogła stracić poczucie bezpieczeństwa i intymności. Wciąż nie wiedzą, jakie dane, recepty i informacje z ich wizyt lekarskich znalazły się w rękach hakerów. Analiza sytuacji ujawnia skalę zaniedbań ze strony państwa. A rozsyłane do poszkodowanych SMS-y dowodzą, że zostali pozostawieni sami sobie. Artykuł dostępny w subskrypcji

29 sierpnia, ostatnia sobota wakacji. Internetowa kolejka do opublikowanej właśnie w serwisie bezpiecznedane.gov.pl bazy liczy kilka tysięcy osób. Wszyscy chcą sprawdzić, czy ich numer PESEL znalazł się w wycieku danych medycznych firmy MyDr. Opinia publiczna dowiedziała się o incydencie 12 sierpnia.

Szanse, a raczej pech, że dany PESEL był w skradzionej bazie, są duże. Właściwie pół na pół. Wyciek dotyczy bowiem danych niemal połowy Polaków.

Kilka godzin od publikacji na rządowej stronie w kolejce do sprawdzenia wciąż czeka jakieś półtora tysiąca osób. "To i tak szybciej niż na NFZ" - żartują internauci.

To czarny humor, bo sprawa jest poważna.

Czerwona ikonka ostrzega Kamila, że jego dane znalazły się w skradzionej bazie.

Czujesz dym - zakładaj, że się pali

- Wyobraź sobie, że biorę do ręki twój telefon - mówi Kamil Porembiński, ekspert do spraw cyberbezpieczeństwa (tak, między innymi jego to dotknęło). - Aparat zostawiłaś odblokowany, nie jesteś w stanie sprawdzić, co zobaczyłem w twoich zakładkach i aplikacjach. Zakładasz więc, że widziałem wszystkie SMS-y, zdjęcia i wiadomości. Tak właśnie powinien zareagować MyDr. Jeśli czujesz dym, zakładasz pożar - tłumaczy.

Jemu i milionom innych Polaków minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski radzi na konferencji prasowej 12 sierpnia: - Wystarczy wyjąć aplikację mObywatel i zastrzec swój numer PESEL.

I dodaje, że jeśli ktoś aplikacji nie ma, "niech idzie do urzędu".

- Mój PESEL jest jawny. Jestem przedsiębiorcą. PESEL jest tu najmniejszym problemem. Ja chcę wiedzieć, od którego lekarza moje dane wyciekły. Ktoś coś wie, a ja nie wiem, co on wie i skąd. Ani w jaki sposób to wykorzystuje - denerwuje się Kamil.

Ilość danych, jaką zgromadziła firma MyDr, wielu zaskoczyła
Ilość danych, jaką zgromadziła firma MyDr, wielu zaskoczyła

Dane medyczne to nie tylko PESEL. To adres zamieszkania. Numer telefonu. Adres mailowy. Recepty. Leki. Skierowania. Historia wizyt, w tym tych dotyczących chorób, o których nie chcemy innych informować.

Dlatego rada "zastrzeż PESEL" to żadne rozwiązanie w tym wypadku. Jak zastrzec diagnozy, recepty, historię wizyt?

Na te pytania nikt Kamilowi do dziś nie odpowiada.

Pozostało 87% artykułu
Czytaj także: