Do zdarzenia doszło w sobotę we wsi Cierpisz, kilkanaście kilometrów od Rzeszowa. Jak przekazał starszy brygadier Marcin Betleja, rzecznik prasowy Podkarpackiego Komendanta Wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej, strażacy dostali zgłoszenie o godzinie 15.50.
- W momencie, gdy na miejsce przyjechali strażacy, okazało się, że w okolicach Rzeszowa, niedaleko (miejscowości - red.) Malawa, na trudno dostępnym terenie, runął śmigłowiec typu Robinson R44. Strażacy dogasili płonącą maszynę, w środku znaleźli ciała dwóch osób - przekazał Betleja w rozmowie z TVN24.
Dodał, że najprawdopodobniej był to śmigłowiec prywatny. Betleja mówił też, że o sprawie została poinformowana Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. - Specjaliści określą i wyjaśnią przyczyny, które doprowadziły do tej tragedii - dodał.
We wraku maszyny odnaleziono ciała dwóch mężczyzn, które zostały zabezpieczone do badań sekcyjnych.
"Odeszli młodzi, przedsiębiorczy ludzie"
W niedzielę na Facebooku starosta przeworski Dariusz Łapa udostępnił nekrolog. "Z głębokim smutkiem i żalem przyjąłem wiadomość o tragicznej śmierci braci śp. Mariusza i Krzysztofa Supersonów, mieszkańców powiatu przeworskiego, właścicieli firmy SupFol" - napisał.
"Odeszli młodzi, przedsiębiorczy ludzie, aktywnie zaangażowani w życie lokalnej społeczności, pozostawiając po sobie wiele dobra i życzliwości" - dodał Łapa, składając kondolencje rodzinie i bliskim zmarłych.
Pogoda przyczyną tragedii?
Maszyna, która rozbiła się na Podkarpaciu, to Robinson R44. Śmigłowiec produkowany jest w USA od początku lat 90. - Bardzo wiele egzemplarzy tego śmigłowca wyprodukowano, one latają na całym świecie, są bardzo często wybierane przez prywatnych właścicieli, ale także przez szkoły pilotażu - mówił na antenie reporter TVN24 Adam Krajewski.
Jak dodał, prywatni właściciele decydują się na te śmigłowce, bo są względnie tanie - koszt używanej maszyny to około milion złotych - i łatwe w obsłudze. To śmigłowiec jednosilnikowy, ma dwie łopaty wirnika głównego, cztery miejsca na pokładzie.
Ze względu na jeden silnik takie śmigłowce nie mogą latać nad centrami dużych miast, nie wszystkie są przystosowane do lotów nocnych, czy w pogodę z ograniczoną widocznością. - Z pewnością analizowanie przyczyn tej katastrofy będzie analizowane przede wszystkim pod kątem złej pogody. Widzieliśmy wczorajsze zdjęcia tuż po katastrofie, ale także dzisiejsze zdjęcia, na których widzimy, że tam wciąż jest bardzo gęsta mgła, to jest pagórkowaty, trudny teren, więc lot w takich warunkach pogodowych śmigłowce, który ma ograniczone możliwości jest pewnym ryzykiem - mówił Krajewski.
- Mamy dwie zasady, kiedy wykonujemy loty. Jest to lot z widocznością, albo lot według przyrządów - wskazał na antenie TVN24 pilot Krzysztof Zdanowski. - To, czy lot odbywa się według jednych lub drugich zasad, zależy od kilku czynników. Ciężko mi powiedzieć, czy akurat ten pilot, ten lot mógł być wykonywany według przyrządów, czy tylko z widocznością ziemi, natomiast co do zasady loty, które są wykonywane dość nisko - tu mówimy o locie na wysokości kilkuset metrów - są zazwyczaj lotami z widocznością ziemi - powiedział na antenie TVN24 pilot Krzysztof Zdanowski.
Teren, na którym doszło do wypadku, jest pagórkowaty. To sprawia, że w jednym miejscu może być mgła, a w innym już nie. Podstawa chmur może być miejscami bardzo niska, więc pilot, któremu się wydaje, że widzi ziemię, nagle może w tę mgłę wlecieć i orientację stracić.
Komentarz ministra infrastruktury
Do katastrofy odniósł się w sobotę minister infrastruktury Dariusz Klimczak.
"W okolicach Malawy pod Rzeszowem rozbił się śmigłowiec Robinson R44. Na miejscu pracują służby. Przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Tomasz Kuchciński poinformował mnie, że natychmiast oddelegował zespół do wyjaśnienia przyczyn tragedii oraz okoliczności zdarzenia" - napisał na X.
Autorka/Autor: MAK, ms/mjz,js
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: KW PSP w Rzeszowie