Chodzi o zdarzenie z 7 lutego w Niewistce w powiecie brzozowskim na Podkarpaciu. Do szpitala w Brzozowie trafił wtedy mężczyzna z ranami na rękach, które - jak twierdził - miały być efektem ataku wilków podczas spaceru w lesie. Badanie alkomatem wykazało u niego około promila alkoholu. Obrażenia okazały się niegroźne, a następnego dnia został wypisany ze szpitala.
Sprawa rzekomego ataku "watahy wilków" zyskała rozgłos po publikacjach posła Konfederacji Andrzeja Zapałowskiego, który w mediach społecznościowych domaga się wprowadzenia "odstrzału redukcyjnego" tych drapieżników.
Jednak ani policja, ani ekspert Polskiej Akademii Nauk nie potwierdzili wersji mężczyzny. Komenda Powiatowa Policji w Brzozowie nie znalazła dowodów na udział wilków, a profesor Rafał Kowalczyk z Instytutu Biologii Ssaków PAN - po analizie dokumentacji zebranej przez funkcjonariuszy i RDOŚ w Rzeszowie - uznał, że obrażenia z dużym prawdopodobieństwem spowodował niewielki pies lub kilka psów.
Ekspert przebadał fragmenty ubrań
Ekspertyzę dotyczącą analizy śladów DNA na odzieży mieszkańca Niewistki, który miał zostać pogryziony przez zwierzę, przygotował dr Maciej Szewczyk - adiunkt w Katedrze Ekologii i Zoologii Kręgowców Wydziału Biologii Uniwersytetu Gdańskiego.
Badaniu poddano ubrania - bluzę i spodnie - zabezpieczone przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Rzeszowie. Celem analiz było ustalenie, jakie zwierzę pozostawiło na nich ślady biologiczne.
- Ponieważ poszkodowany mieszkaniec Niewistki zeznał funkcjonariuszom policji, że został pogryziony przez wilki, moim zadaniem była weryfikacja, czy rzeczywiście zaatakowały go te drapieżniki - wyjaśnił ekspert.
Jak podkreślił, badania przeprowadził, wykorzystując kilkunastoletnie doświadczenie w analizach genetycznych populacji wilków w Polsce, obejmujących nieinwazyjne próbki - takie jak ślina, sierść, mocz, odchody, krew oraz tkanki martwych osobników.
Obrażenia poszkodowanego znajdowały się głównie na prawej ręce i prawym barku, dlatego próbki do badań pobrano przede wszystkim z prawego rękawa bluzy oraz fragmentu materiału między rękawem a kołnierzem. Aby zwiększyć skuteczność izolacji DNA, materiał zabezpieczono równolegle dwiema metodami: wykonano wymazy z fragmentów bluzy o wielkości około 3 na 3 centymetry przy użyciu wymazówek zamoczonych w sterylnym buforze oraz wycięto niewielkie fragmenty tkaniny o średnicy 4-5 milimetrów z użyciem sterylnych, jednorazowych narzędzi - pęsety i skalpela. Łącznie pobrano osiem próbek: cztery wymazy i cztery skrawki materiału.
Na odzieży wykryto DNA psa, nie wilka
Analiza próbek materiału genetycznego pobranych z odzieży poszkodowanego wykazała, że wszystkie przebadane próbki zawierały identyczną sekwencję mitochondrialnego DNA (mtDNA). Badacz porównał uzyskany materiał z haplotypami, czyli charakterystycznymi sekwencjami DNA, występującymi u europejskich populacji wilków. Okazało się, że żadna ze znanych sekwencji wilczych nie była w stu procentach zgodna z uzyskanym wynikiem.
Co więcej, najczęściej spotykane w Karpatach haplotypy wilków znacząco różniły się od sekwencji stwierdzonej w badanych próbkach. Dopiero porównanie uzyskanej sekwencji z bazą danych NCBI wskazało pełną zgodność z DNA psów domowych - między innymi ras takich jak owczarek niemiecki.
"W próbkach pobranych z odzieży poszkodowanego nie stwierdzono wilczego DNA, natomiast z większości z nich wyizolowano DNA psa" - przekazał dr Maciej Szewczyk.
Zastosowana metodyka nie pozwala jednoznacznie określić, czy chodzi o jednego psa, czy kilka osobników. Wiele zwierząt może mieć identyczną sekwencję mitochondrialnego DNA.
"Przeprowadzona przez mnie analiza nie potwierdziła wersji poszkodowanego o ataku wilków. Z bardzo wysokim prawdopodobieństwem można uznać, że został on pogryziony przez psa lub psy" - podsumował ekspert.
Szczęka też wskazała na psa
To kolejna ekspercka opinia w sprawie rzekomego ataku "watahy wilków" w Niewistce na Podkarpaciu. 12 marca opublikowaliśmy opinię profesora Rafała Kowalczyka z Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk. Ekspert przeanalizował dokumentację zebraną przez policję w Brzozowie i RDOŚ w Rzeszowie.
Profesor Rafał Kowalczyk ocenił, że ślady pogryzień widoczne na ciele poszkodowanego mają cechy charakterystyczne dla niedużego psa. Jak wskazał, odciski kłów i siekaczy są stosunkowo niewielkie - rozstaw ich śladów wynosi od 24 do 29 milimetrów. Dla porównania, u dorosłych wilków rozstaw kłów sięga 46-54 milimetrów, a u dziesięciomiesięcznych osobników 40-42 milimetrów.
W jego ocenie należy więc wykluczyć możliwość, by pogryzienia zostały spowodowane przez wilki, ponieważ rozstaw ich zębów jest niemal dwukrotnie większy niż ten widoczny na obrażeniach.
"Charakter (...) obrażeń jak i rozmiary ran wskazują na znacznie mniejsze zwierzę, prawdopodobnie niewielkiego psa lub psy, które dokonały wielokrotnych ugryzień poszkodowanego" - ocenił profesor Kowalczyk.
Atak wilka wykluczyła też policja
Zgromadzony przez policję w Brzozowie materiał dowodowy również nie potwierdził, iż mężczyznę zaatakowały wilki. Starsza aspirant Joanna Baranowska, oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Brzozowie, przekazała nam, że podczas prowadzonych czynności 56-latek nie był w stanie wskazać dokładnego miejsca, w którym miał zostać zaatakowany, ani ostatecznie określić, jakie zwierzęta brały w tym udział, choć przesłuchiwany po raz pierwszy wskazywał, że były to wilki - dorosłe z młodymi.
- Zgromadzony w tej sprawie materiał dowodowy nie potwierdził, że mężczyznę zaatakowały wilki - podkreśliła w rozmowie z tvn24.pl st. asp. Baranowska. Jak dodała, w ostatnim czasie na terenie powiatu brzozowskiego policjanci nie otrzymali żadnego zgłoszenia dotyczącego agresywnego zachowania wilków.
Dwa udokumentowane przypadki
W Polsce, od zakończenia II wojny światowej, udokumentowano zaledwie dwa przypadki pogryzienia człowieka przez wilka.
Pierwszy wydarzył się w czerwcu 2018 roku w Bieszczadach. W Wetlinie, na jednym z pól namiotowych, wilk lekko pogryzł turystkę. Kilka dni później to samo zwierzę zaatakowało dwoje dzieci w pobliskim Przysłupiu.
Drugi incydent odnotowano miesiąc później - w lipcu 2018 roku - w miejscowości Trzebicz w województwie lubuskim, na skraju Puszczy Noteckiej. Tam wilk, dokarmiany wcześniej resztkami mięsa wyrzucanymi z pobliskiej posesji, przyzwyczaił się do obecności ludzi. W pewnym momencie sam upomniał się o pożywienie i ugryzł osobę, która wcześniej go karmiła.
W obu przypadkach chodziło o tzw. wilki zhabituowane, czyli zwierzęta, które w wyniku kontaktów z ludźmi utraciły naturalny lęk przed człowiekiem - zwykle na skutek dokarmiania. Po uzyskaniu stosownych zezwoleń od Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska oba osobniki zostały odstrzelone.
Wilki pod ochroną
Wilki objęte są w Polsce całkowitą ochroną na terenie całego kraju od 1998 roku. Zabronione jest ich zabijanie, okaleczanie, chwytanie, płoszenie, niepokojenie, przetrzymywanie, niszczenie nor i wybieranie z nich szczeniąt, a także przechowywanie i sprzedaż skór i innych fragmentów martwych osobników. Za zabicie wilka grozi do pięciu lat więzienia.
Chcesz podzielić się ważnym tematem? Skontaktuj się z autorką tekstu: martyna.sokolowska@wbd.com
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: GDOŚ