Tuż przed bramką, huknął nad nią. Francuzi mogą mówić o cudzie

Urugwaj przegrał z Francją 0:2 i na ćwierćfinale zakończył swoją przygodę w mistrzostwach świata. Rewelacyjnie spisująca się do piątkowego spotkania ekipa z Ameryki Południowej miała swoje okazje. Najlepszej nie wykorzystał Diego Godin, który fatalne pudło zaliczył jeszcze w pierwszej połowie.

Jest obrońcą. Wybitnym, co udowodnił chociażby podczas tego turnieju. Nikt nie wymaga od niego, żeby wyręczał napastników i strzelał gole dla swojego zespołu, ale on sam nie raz pokazał, że robić to potrafi.

Szans szuka przy stałych fragmentach gry. Zaskoczeniem nie było więc, gdy w pierwszej połowie, przed rzutem wolnym, podreptał w pole karne Francuzów z nadzieją, że doprowadzi do remisu.

Sytuacja wydawała się być wymarzona. Po strzale głową Martina Caceresa i kapitalnej interwencji bramkarz Hugo Llorisa piłka spadła mu pod nogi. Obrońcy naciskali, w ostatnim momencie przeszkadzał też francuski bramkarz, który jakimś cudem zdążył się podnieść. Godinowi rzucił się pod nogi, więc ten był zmuszony szukać luki między jego rękami a poprzeczką. Przesadził z siłą. W bramkę nie trafił.

To była najlepsza okazja Urugwaju w tym spotkaniu. Po przerwie Francuzi otrzymali w prezencie drugiego gola po fatalnym błędzie bramkarza Fernando Muslery, który przepuścił do siatki uderzenie w środek Antoine'a Grizemanna. O awans Trójkolorowi byli już spokojni.

"Walczyli jak lwy"

Urugwajczycy żegnają turniej. Dla kilku zawodników ich złotego pokolenia było to ostatnie spotkanie mistrzostw świata w karierze. Należy do nich już 32-letni Godin. Po spotkaniu kapitan Urugwajczyków podziękował swoim partnerom z zespołu za całe mistrzostwa.

- Byliśmy drużyną, która dawała z siebie wszytko, zarówno podczas przygotowaniach jak i w samych meczach. Jestem za to swoim kolegom wdzięczny. I dumny, bo walczyli jak lwy - przyznał po końcowym gwizdku.

Autor: TG / Źródło: sport.tvn24.pl

Czytaj także: