Premium

Bez szczepienia nie było zaświadczenia, a bez zaświadczenia biletu na pociąg

Zdjęcie: Archiwum Państwowe we Wrocławiu

Najpierw dobrowolne, później powszechne i obowiązkowe. Ci, którzy chcieli wymigać się od strzykawek, musieli liczyć się z karami grzywny, a nawet więzienia. W krótkim czasie na rynek trafiły miliony dawek szczepionki. Tylko w pierwszych dniach zaszczepiło się 180 tysięcy osób. Bo chciało. W sumie miliony.

"Kiedy w Polsce Ludowej, w 1963 roku wybuchła epidemia we Wrocławiu, w trzy dni zaszczepiono 125 tysięcy osób. W kilka tygodni szczepionka dotarła do milionów Polaków. Zjednoczenie Wytwórni Surowic i Szczepionek w Warszawie było w stanie w sprinterskim tempie wyprodukować kilka milionów szczepionek. Na Dolnym Śląsku zaszczepiono 2,5 mln ludzi. I epidemię wygaszono" – napisał niedawno w mediach społecznościowych Adrian Zandberg, lider partii Razem, przypominając o epidemii czarnej ospy, która wybuchła niemal 58 lat temu w stolicy Dolnego Śląska. Polityk przyznał: "Oczywiście – wirus jest inny, technologie też. Ale sama organizacja szczepień to nie jest lot na Marsa. To niestety można porównywać".

Czy rzeczywiście da się to porównywać? I jak faktycznie wyglądała akcja szczepień przeciw ospie przeprowadzona latem 1963 roku w Polsce? Sprawdziliśmy.

Prawdziwa, a nie zwykła

Czarna ospa we wrocławską służbę zdrowia uderzyła jak grom z jasnego nieba w lipcu 1963 roku. Pacjentem "zero" był agent służb specjalnych, który dopiero co wrócił z Indii. Medycy znali się na wielu chorobach, ale nie specjalizowali się w tych tropikalnych. U mężczyzny zdiagnozowano więc malarię. Diagnozę potwierdzono nawet w Zakładzie Medycyny Tropikalnej w Gdańsku. W międzyczasie pacjent wyzdrowiał i zakończył hospitalizację. Kilka dni później z objawami ospy wietrznej do lekarzy zgłosiła się salowa, która sprzątała izolatkę agenta. Z ospą wietrzną lekarze mieli do czynienia nie od dziś, a więc nikt sprawą nie przejął się bardziej niż zazwyczaj. Jednak z dnia na dzień chorych przybywało. Ospę wietrzną potwierdzono u członków rodziny kobiety i u lekarza, który pierwszy się nią zajmował. Jednak zaniepokojenie wzbudziło dopiero powtórne – w krótkim czasie – zachorowanie kilkuletniego chłopca. Dlaczego? Bo podwójne przejście ospy wietrznej to rzadka sprawa. Wtedy na jaw wyszło, że to nie zwykła ospa, a jej groźna odmiana: variola vera, czyli czarna ospa, nazywana też prawdziwą. Sprawa była poważna, bo śmiertelność nieszczepionych osób sięgała nawet 80 procent. A chorych przybywało. Czytaj więcej o epidemii czarnej ospy we Wrocławiu w Magazynie TVN24

Doktor Michał Sobków wspomina epidemię czarnej ospy we Wrocławiu
Doktor Michał Sobków wspomina epidemię czarnej ospy we Wrocławiu15.07| W 1963 roku mieszkańcy Wrocławia stanęli w obliczu epidemii czarnej ospy. W ciągu dwóch miesięcy zachorowało 99 osób, z których siedem zmarło. Epidemię wspomina doktor Michał Sobków, który wtedy pracował w pogotowiu.M.Walczak | TVN24 Wrocław

180 tysięcy osób zaszczepionych w pięć dni. Bo chciały

Wrocław rozpoczął walkę z epidemią. Nie było czasu do stracenia, bo wirus po mieście krążył od kilkudziesięciu dni. Jak pisze Grażyna Trzaskowska z Archiwum Państwowego we Wrocławiu, "już na początku akcji profilaktycznej władze uznały szczepienia za podstawowy środek ochronny, a ich powszechność za warunek konieczny zlikwidowania ospy w Polsce". Dokładnie w połowie lipca ogłoszono alarm epidemiczny, a Wrocław otoczono kordonem sanitarnym.

O przebiegu walki z epidemią dziennikarze informowali codziennie i zachęcali do akcji szczepień. Ta, rozpoczęta 17 lipca, początkowo była dobrowolna. Pojawienie się czarnej ospy zaskoczyło wszystkich, a więc pojawił się problem z brakiem preparatu, który mógłby uchronić przed zakażeniem.

W lipcu zapasy szczepionki oszacowano na 155 tysięcy sztuk. Szczepić się miał więc tylko ten, kto chciał. A chciało wielu. W pierwszych trzech dniach w samym Wrocławiu zaszczepiły się 124 tysiące osób. Dwa dni później zaszczepionych było już 180 tysięcy mieszkańców stolicy Dolnego Śląska. Szczepić niektórzy chcieli się więcej razy, niż było to potrzebne. "Słowo Polskie" relacjonowało: "bardzo często osoby, które szczepiły się przeciw ospie, doszedłszy do wniosku, iż szczepionka nie przyjęła się, zgłaszają się już po kilku dniach do ponownego szczepienia. Pośpiech ten jest nieuzasadniony".

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo