Premium

Artykuł 165, paragraf 1. Wyszli z domu, idą siedzieć

Bezrobotna Karolina L. z Torunia siedziała w areszcie pięć miesięcy. Piłkarz Jan P. z Krakowa - miesiąc. Oboje odpowiadali z tego samego paragrafu. Emerytki Zofii P. z Częstochowy sąd nie posadził ani na jeden dzień i na koniec uniewinnił, chociaż ona też wyszła z domu, będąc zakażona. W sądach powszechnych zapadają wyroki za łamanie zasad izolacji.

Nie ma dobrej pamięci z powodu epilepsji. Ale to pamięta.

Otworzyła drzwi i... ręce do tyłu. Kajdanki. Komisariat gdzieś w Toruniu. Kazali oddać biżuterię, pasek, sznurowadła. Normalna procedura, ale jej "jeszcze nikt tak brzydko nie potraktował". Była ubrana w dżinsy i koszulkę z krótkim rękawem, nie miała czym się przykryć, nie pamięta koca, pamięta zimno i zapewnienia, że wróci do domu.

Następnie przewieziono ją do zakładu karnego w Potulicach pod Bydgoszczą (urządzono tam izolatorium dla zakażonych koronawirusem aresztantów z całego kraju). Dwuosobowy pokój z łazienką, współlokatorka, która tak jak ona wyszła z domu w czasie izolacji, pielęgniarki przychodzące rano i wieczorem z termometrem i myśl, że wróci do domu, gdy tylko wyzdrowieje.

Po miesiącu negatywny wynik na koronawirusa i transport do zakładu karnego w Grudziądzu. Tam spacery w kółko, nie chciała wychodzić. Czasopisma, gry planszowe, nie miała do tego głowy. Chciała tylko do domu. Piętrowe łóżka, ciasno i sześć kobiet, które opowiadały.

- Jedna, że zabiła swoje dziecko, druga dźgnęła męża nożem, trzecia siedziała za grupę przestępczą - powtarza mi Karolina L. - Jedna pani robiła mi straszne przykrości. Docinała, że nie umiem prać w misce. Ona siedziała o wiele dłużej niż ja, a ja nigdy nie byłam w takich warunkach. Boże święty. Nie chcę nawet powtarzać tych wyzwisk.

- Jest nieporadna życiowo - mówi o pani Karolinie adwokat Mariusz Lewandowski, który został jej przydzielony z urzędu. Prócz epilepsji kobieta ma także zdiagnozowaną depresję.

Nie wiedziała, jak długo tam będzie. Wyszła po pięciu miesiącach. - Nie była człowiekiem - mówi ojciec pani Karoliny. - Krzyczała w nocy, nie można było jej uspokoić. Do tej pory wstaje i krzyczy, że ją zamkną.

Oskarżona Karolina L.: musiałam do apteki iść po leki
Oskarżona Karolina L.: musiałam do apteki iść po leki27.01| Karolina L. wiedziała o pozytywnym wyniku testu na koronawirusa, a mimo to wychodziła z mieszkania. Przez pięć miesięcy przebywała w areszcie, a w środę stanęła przed sądem. Grozi jej osiem lat więzienia.TVN24

Bo mama była w szpitalu

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo