Premium

Generałowa Rasputica uderza pierwsza

Zdjęcie: ullstein bild/Getty Images

Jak błoto wygrywa z czołgami? Jak gazeta może uratować stopy przed odmrożeniami i dlaczego nie należy lekceważyć pogody? Dobrze przekonali się o tym niemieccy żołnierze, którzy 80 lat temu ruszali na podbój Wschodu. "Wszystko wydawało się zimne, niegościnne i nastawione przeciwko nam" - pisał jeden z nich, a drugi dodawał: "Ziemia także ma swoją broń. Traktowana przez obcego, posłużyła się swym odwiecznym orężem; broniła się i mściła".

Brytyjski dziennik "Daily Mirror" na stronie trzeciej w numerze z 17 listopada 1941 roku wydrukował rysunek satyryczny. Widać na nim niemieckiego żołnierza stojącego w głębokim śniegu obok flagi ze swastyką, pod spodem podpis: "Kolejny składnik zamrożonych aktywów". Na pierwszy rzut oka jeden z wielu podobnych rysunków i karykatur, którymi komentowano w ówczesnej prasie sytuację na wschodnim froncie. W kontekście ostatnich wydarzeń w Ukrainie aż za bardzo dosłowny, nie tylko w odniesieniu do "zamrożonych aktywów", które mogą budzić skojarzenia z obecną sytuacją finansową Rosji.

"Kolejny składnik zamrożonych aktywów". Rysunek satyryczny z "Daily Mirror" z 17 listopada 1941 roku"Daily Mirror"

"Wczesna wiosna to zły czas na inwazję na Ukrainę" - zwracał uwagę doktor Spencer Meredith, analityk strategii i wykładowca akademicki, w artykule opublikowanym przez Modern War Institute amerykańskiej akademii wojskowej West Point. Tekst ten ukazał się na stronie akademii 19 lutego tego roku, czyli pięć dni przed rosyjskim atakiem. Podsumowywał mocne i słabe punkty zamiarów Moskwy. Pogoda była jednym z tych słabszych, bo - jak zwracał uwagę doktor Meredith - rosyjskie natarcie w kierunku na Kijów lub na północny zachód od Donbasu skupiałoby się wzdłuż trzech głównych tras, "zwykle w połowie lutego pokrytych warstwami ubitego lodu i śniegu", które w kolejnych dniach jednak szybko zaczną topnieć. "Grozi to zamienieniem dróg w rozmokłą papkę, a pól w błoto" - ostrzegał analityk.

Czym to się skończyło dla rosyjskich kolumn ciężkiego sprzętu, można było zobaczyć na nagraniach udostępnianych przez ukraińską armię. Pojazdy pancerne, zamiast nacierać szerokimi zagonami przez otwarte przestrzenie, musiały przeciskać się gęsiego po wąskich asfaltowych szosach, przez co stanowiły łatwy cel dla ukraińskich ataków, a zdjęcia utopionych w błocie czołgów stawały się obiektem internetowych żartów. Na grząskim gruncie o wiele lepiej radziły sobie maszyny rolnicze, nie dziwiły też filmiki przedstawiające Ukraińców holujących traktorami porzucone rosyjskie wozy bojowe.

Zjawisko, na które zwracał uwagę amerykański analityk, nie jest niczym nowym i zdążyło już zaznaczyć swoją obecność w historii wojen prowadzonych na wschodzie. Ukraińcy i Rosjanie mają na nie wspólne określenie "rasputica". Jest to pora zamieniająca dwa razy w roku drogi gruntowe i pola dosłownie w morze błota - wiosną na skutek roztopów i jesienią z powodu intensywnych opadów. Mogli się o tym przekonać nie tylko Rosjanie, którym między innymi z powodu odwilży nie wyszedł błyskawiczny szturm Kijowa wiosną 2022 roku, lecz także niemieccy żołnierze nacierający ponad 80 lat wcześniej na Moskwę. Zwłaszcza ci drudzy odczuli to wyjątkowo boleśnie.

"Czarne, niestabilne trzęsawisko"

Chirurg Hermann Türk, żołnierz 3. Dywizji Pancernej, zanotował w osobistym dzienniku pod datą 8 października 1941 roku: "Ciągle tu tkwimy. Drogi są teraz nieprzejezdne. Właśnie teraz, gdy tak dobrze posuwaliśmy się naprzód". Jego jednostka, jako jedna z wielu biorąca udział w operacji "Barbarossa", mającej na celu błyskawiczne pokonanie Związku Radzieckiego, zdołała dotrzeć jedynie do miasta Orzeł nad Oką, 400 kilometrów od Moskwy. Tam została wstrzymana przez jesienne ulewy zamieniające wszystko wokół w lepkie błoto.

Doktor Türk, niczym wytrawny dokumentalista, na wojnę do Rosji zabrał ze sobą nie tylko notes, lecz także aparat fotograficzny. Zostawił po sobie zdjęcia przedstawiające kampanię na wschodzie i szereg plastycznych opisów pokazujących, jak armia niemiecka musiała walczyć nie tylko z Rosjanami, ale przede wszystkim z rosyjską pogodą. "Gdyby tylko przyszedł mróz!" - notował z nadzieją w październiku. "Nie przejadą nawet opancerzone wozy bojowe i ciągniki artyleryjskie. To chyba coś znaczy. Jeśli przejedzie się choćby tylko kilkaset metrów, samochód jest cały pokryty błotem, a szyby jego grubą warstwą. Dobrze, że Sowieci nie stawiają tutaj żadnego oporu".

Czytaj bez ograniczeń

premium

Uzyskaj dostęp do tego artykułu i innych treści specjalnych. Za darmo