W Poznaniu na Osiedlu Maltańskim eksmitowano jedną z mieszkanek - Sandrę Mayer.
"Dzisiaj przewidywana jest eksmisja i pozbawienie mnie domu rodzinnego. Mimo że mieszkam tu 33 lata i nie wyczerpałam wszystkich możliwości prawnych związanych z obroną miejsca zamieszkania, Parafia Jana Jerozolimskiego za Murami zdecydowała się na wezwanie komornika i wszczęcie eksmisji" - informowała kobieta w oświadczeniu, które trafiło do mediów.
Jak przekazała, we wtorek zaproponowano jej, że jeśli natychmiast opuści dom, zostanie jej opłacony roczny pobyt w hotelu robotniczym. "Taka propozycja równa jest bezdomności" - oceniła.
Dodała też, że ma pod opieką dziecko, które nie może przebywać w hotelu robotniczym.
Nieco inną wersję przedstawia spółka Komandoria, wynajęta do przygotowania terenu pod inwestycje. "Komandoria zaproponowała sfinansowanie przez 12 miesięcy najmu mieszkania, które mogła wskazać spółka albo wybrać sama pani Mayer, po uzgodnieniu warunków najmu. Propozycja obejmowała również przesunięcie terminu wydania nieruchomości do 21 września, aby umożliwić spokojne znalezienie i przygotowanie lokalu. Pobyt w hotelu miał być rozwiązaniem wyłącznie przejściowym - na czas od opuszczenia parceli do udostępnienia wybranego mieszkania, gdyby nie udało się przygotować go do 21 września" - napisali w oświadczeniu.
Jak dodali, rozumieją, że konieczność zmiany miejsca zamieszkania "jest trudnym i obciążającym doświadczeniem".
Cześć mieszkańców zgodziła się na porozumienia
Mecenas Jacek Masiota poinformował, że z panią Sandrą próbowali się z kontaktować od stycznia kilkunastokrotnie. Według niego, często do spotkań ostatecznie nie dochodziło, bo pani Sandra nie przyjeżdżała.
- W dniu wczorajszym pojawiła się pani Sandra Mayer razem ze swoim pełnomocnikiem. Byliśmy pełni nadziei, że uda się dojść do porozumienia - mówił Masiota. Tak się jednak nie stało.
Adwokat podkreślił, że wszystkie decyzje dotyczące czynności egzekucyjnych podejmuje deweloper, który jest obecnym właścicielem nieruchomości. Poinformował, że dotąd podpisanych zostało ponad 120 porozumień z dotychczasowymi mieszkańcami parceli na osiedlu. - Ponad 200 parceli jest już objętych porozumieniami bądź są to parcele puste. Około 80 parceli jest jeszcze formalnie nieobjętych porozumieniami. Często są to parcele będące działkami. Często są to parcele, gdzie są lokale podnajmowane na przykład rodzinom ukraińskim, ale często są to też parcele zamieszkałe przez mieszkańców od kilku pokoleń - powiedział. Mecenas Masiota podkreślił, że wszystkie obiekty stojące na nieruchomości to samowole budowlane nienadające się do zamieszkania. - Istnieje w Poznaniu pewien konsensus co do tego, że stan tego osiedla powinien ulec zmianie. Staramy się to osiedle opróżnić w możliwie najlepszy dla mieszkańców sposób. Rozumiemy, że to jest ich życie - często od pokoleń, że to jest dla nich duży problem. Często są to ludzie, którzy z problemami życia radzą sobie trudniej niż przeciętny człowiek. Mamy tę świadomość - powiedział adwokat.
Policja pomaga komornikowi
Eksmisję zaplanowano na godzinę 10. Od rana komornikowi w czynnościach starały się przeszkodzić osoby sprzeciwiające się eksmisji. "Gdzie jest Jaśkowiak?", "Jaśkowiak do dymisji", "Nie macie prawa do przeprowadzenia tej eksmisji", "Koniec eksmisji, Jaśkowiak do dymisji", "Gestapo!" - krzyczeli.
Wśród obrońców znaleźli się m.in. Piotr Ikonowicz, działacze partii Razem, anarchiści z poznańskiego Rozbratu, był też mężczyzna, który rzucił tortem w prezydenta Jacka Jaśkowiaka czy dyspozytorka przychodni, zwolniona po tym jak poinformowała media, że funkcjonowała tam "kolejka" VIP.
Na miejscu było też kilkudziesięciu policjantów. Funkcjonariusze sukcesywnie i konsekwentnie siłą rozdzielali, odsuwali i wynosili osoby blokujące wejście do domu pani Sandry.
"Proszę o dobrowolne opuszczenie miejsca" - przez megafon apelował jeden z policjantów. Aktywiści siedzieli tuż przed wejściem do domu, trzymali się za ręce. Każda osoba, którą funkcjonariusze próbowali odsunąć głośno krzyczała.
Jednej z osób trzeba było udzielić pomocy medycznej, na miejsce wezwano karetkę pogotowia ratunkowego.
Około godziny 12.45 policjantom udało się dotrzeć do pani Sandry, która wciąż przebywa w swoim domu. Kobieta po chwili w towarzystwie policjantów opuściła miejsce, w którym mieszkała 33 lata.
Reporterka TVN24 chciała porozmawiać z kobietą, ale ta odmówiła.
Sprzedali działkę, a wraz z nią domy mieszkańców
Osiedle Maltańskie to atrakcyjne tereny tuż obok poznańskiego Jeziora Maltańskiego. Dawne ogródki działkowe, która Parafia pod wezwaniem Świętego Jana Jerozolimskiego za Murami udostępniała biednym rodzinom w latach 30. XX wieku. Tereny miały służyć tylko uprawie warzyw. Z czasem na działkach, przy cichym zezwoleniu władz, powstały też domy. Zmienił się ustrój, w PRL ziemię przejęło państwo.
Kiedy w 1994 roku Kościół - konkretnie Parafia św. Jana Jerozolimskiego - odzyskał prawa do nieruchomości, funkcjonowało już na niej Osiedle Maltańskie, wybudowane wbrew regułom sztuki budowlanej i zamieszkane przez kilkaset osób. Na terenie osiedla brakowało odpowiedniej infrastruktury, w tym zapewniającej prawidłową gospodarkę nieczystościami.
W styczniu 2026 roku kuria przejęła działkę od parafii i sprzedała ją za ponad 420 milionów złotych JHM Development. Jak ustaliła "Uwaga!" TVN, mieszkało tam wtedy około stu rodzin.
Sprzedaż Osiedla Maltańskiego postawiła mieszkające tam rodziny w trudnej sytuacji, bo nowy właściciel rozpoczął dążenia do odzyskania terenu pod inwestycje. Dla lokatorów oznacza to koniec dotychczasowego status quo i konieczność walki o odszkodowania lub lokale zamienne od miasta. Choć część osób zapowiada batalie sądowe o zasiedzenie, ogromny kapitał inwestora i nieuregulowany status prawny domów sprawiają, że mieszkańcom grozi przymusowa wyprowadzka z miejsca, które od pokoleń nazywali domem.
Poznańska kuria informowała wcześniej, że parafia św. Jana Jerozolimskiego za Murami była właścicielem terenu przynajmniej od końca 1883 r. Przed wojną teren ten został udostępniony niezamożnym osobom, by mogły uprawiać tu warzywa i owoce. Po II wojnie światowej zarząd nad terenem przejęły Pracownicze Ogródki Działkowe "Wolność", które nie wypowiedziały kontraktu parafii. Użytkownicy działek uiszczali stosowne składki członkowskie do POD za użytkowanie działek.
Ogrody działkowe funkcjonowały na tym terenie do końca 1993 roku. Po rozwiązaniu POD "Wolność" w 1993 r., począwszy od 2002 r., około 260 (na łącznie 286 działek) użytkowników działek lub osób, które odkupiły od poprzednich użytkowników nakłady na gruncie, zawarło z parafią umowy dzierżawy gruntu. Część działek zajmowana była bezumownie.
ZOBACZ: Ponad 100 rodzin sprzedanych deweloperowi – z ziemią i domami, w których żyją od lat.