Organista i lekarz na ławie oskarżonych. Poszkodowanych osiem osób

Obrońcy oskarżonych nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami
Prokurator Aleksandra Marańda o zarzutach zawartych w akcie oskarżenia
Źródło zdj. gł.: TVN24
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Proces dwóch 48-latków oskarżonych w sprawie afery pedofilskiej w Turku będzie się toczył za zamkniętymi drzwiami - tak zdecydował sąd. Na ławie oskarżonych zasiadają lekarz i organista. Obu grozi nawet 12 lat więzienia.

W poniedziałek w Sądzie Rejonowym w Turku rozpoczął się proces Artura Z. i Krzysztofa A. Mężczyźni oskarżeni są o wykorzystywanie seksualne nieletnich. Sędzia Beata Szumińska po odczytaniu aktu oskarżenia wyłączyła jawność dalszej części rozprawy. To oznacza, że dziennikarze musieli opuścić salę.

Sędzia Beata Szumińska w Sądzie Rejonowym w Turku
Sędzia Beata Szumińska w Sądzie Rejonowym w Turku
Źródło zdjęcia: TVN24

Osiem osób poszkodowanych, dwie są już dorosłe

Aleksandra Marańda z Prokuratury Rejonowej w Koninie oskarżyła Artura Z., byłego ordynatora w szpitalu w Koninie, o łącznie dziewięć przestępstw seksualnych wobec nieletnich: wielokrotne doprowadzenie ich do poddania się "innym czynnościom seksualnym", inicjowanie kontaktów z nieletnimi przez komunikator internetowy w celu popełnienia przestępstw oraz posiadanie dziecięcej pornografii.

Czyny, zdaniem śledczych, miały być popełnione w latach 2011-2013, 2018-2020 i 2022-2025 głównie w Turku, ale również podczas wyjazdu sylwestrowego z jednym z poszkodowanych do Gdyni oraz w Zagórowie (Wielkopolska).

Obrońcy oskarżonych nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami
Obrońcy oskarżonych nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami
Źródło zdjęcia: TVN24

Krzysztof A., były organista, oskarżony został o wielokrotne doprowadzenie małoletnich do "innych czynności seksualnych" w latach 2011-2013 w Turku.

Poszkodowanych w sprawie jest łącznie osiem osób. Dwie z nich są już pełnoletnie.

Nie są przestraszeni tylko zdenerwowani

Szczegóły przestępstw nie zostały w poniedziałek ujawnione. Zarówno obrona, jak i oskarżyciele wnioskowali o wyłączenie jawności rozprawy. Sędzia Beata Szumińska przychyliła się do wniosku oskarżycieli, zezwalając na odczytanie w obecności mediów jedynie aktu oskarżenia i wyłączając jawność dalszej części rozprawy.

Wszystkie strony postępowania chciały, by proces toczył się zamkniętymi drzwiami
Wszystkie strony postępowania chciały, by proces toczył się zamkniętymi drzwiami
Źródło zdjęcia: TVN24

Prokurator Marańda w rozmowie z dziennikarzami zaznaczyła, że nie będzie ujawniać szczegółów sprawy, by chronić pokrzywdzonych przed "podwójną wiktymizacją".

Pełnomocnik dwóch pokrzywdzonych mecenas Artur Nowak powiedział mediom, że jego klienci zdecydowali się na zgłoszenie sprawy, ponieważ widzieli na platformie społecznościowej kontakty jednego z oskarżonych z młodymi ludźmi.

- To wszystko do nich wróciło i postanowili zrobić z tym porządek. (...) Dla ludzi, którzy konfrontują się z przeszłością, bardzo ważne jest, żeby ktoś z zewnątrz, a takim organem na pewno jest sąd, ustalił co się zdarzyło - powiedział mecenas Nowak.

Jak tłumaczył, pokrzywdzeni chcieli w ten sposób chronić potencjalne kolejne ofiary. Dodał, że działanie "dało im dużą otuchę", a obecnie nie są przestraszeni, ale raczej zdenerwowani, że przez tyle lat nic z tym nie zrobili.

- Chodzili z takim poczuciem, że brali w czymś złym udział, ale to jest chyba oczyszczone, bo to jest teraz taki moment zdrowych nerwów wobec sprawców - powiedział mecenas Nowak.

"Był bardzo związany z kościołem"

Mecenas Ewelina Maciejewska, reprezentująca kolejnego z pokrzywdzonych, powiedziała, że jej klient po zgłoszeniu się do prokuratury spotkał się z negatywnym zachowaniem środowiska kościelnego.

- Pojawiały się sugestie, że nie jest osobą mile widzianą w tych kręgach i faktycznie od momentu, kiedy ta sprawa została nagłośniona nie może pełnić funkcji, którą pełnił wcześniej, co dla niego jest ogromną krzywdą, bo był bardzo związany z Kościołem. Takie stanowisko nie zostało wyartykułowane wprost do mojego klienta, ale na pewno pośrednio - powiedziała TVN24 mecenas Maciejewska.

Zaapelowała również do lokalnej społeczności, by "uszanowała dobro pokrzywdzonych".

Nie chcieli komentować

Obrońca Artura Z. mecenas Maciej Lenart nie chciał komentować szczegółów sprawy ze względu na wyłączenie jawności rozprawy. Przekazał jedynie mediom, że jego klient nie przyznaje się do winy. Obrońca Krzysztofa A. odmówił komentarza.

48-latkom grozi od dwóch do dwunastu lat więzienia. Obaj mężczyźni od kwietnia ubiegłego roku są aresztowani.

Źródło: PAP, TVN24
Czytaj także: