Pogrzeb na dnie Bałtyku. Urna z prochami na wraku zatopionego liniowca

Pogrzeb na dnie Bałtyku
Pogrzeb na dnie Bałtyku
Sławek Packo
Sławek PackoProchy złożone na wraku

Na dnie Morza Bałtyckiego, na wraku "Wilhelma Gustloffa" złożono urnę z prochami Heinza Schöna. Niemiec przeżył katastrofę zatopionego w styczniu 1945 r. liniowca.

Zgodę na złożenie prochów zmarłego na podwodnym cmentarzysku wydał Urząd Morski w Gdyni na prośbę konsulatu niemieckiego. – Pierwszy raz się do nas zwrócono z taka prośbą. Konsul niemiecki zwrócił się przedstawiając osobę zmarłego, jako pasażera "Gustloffa", którego ostatnia wola było po śmierci wrócić do swoich – mówi Andrzej Królikowski, dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni.

Podwodne cmentarzysko

Przed wydaniem zgody, dyrektor Urzędu Morskiego konsultował się z ministerstwem. – Wrak leży w strefie ekonomicznej, która przylega do terytorium Polski i obowiązują tam przepisy polskiego prawa. Generalnie zabrania się pochówku poza cmentarzami, ale uznaliśmy, że w tym przypadku możemy wydać zgodę - tłumaczy Królikowski.

Podczas nurkowania zachowano ceremoniał pogrzebowy. W uroczystości uczestniczył polski statek i polscy nurkowie.

W 1994 roku Polska uznała wrak MS "Wilhelm Gustloff" za mogiłę wojenną, w związku z czym zakazane jest nurkowanie na wrak i w promieniu 500 metrów od niego. Wrak "Wilhelma Gustloffa" leży na głębokości 47 metrów.

Przeżył największą katastrofę

Heinz Schön, był jednym z około 10 tys. pasażerów, którzy brali udział w rejsie "Wilhelma Gustloffa".

Jak pisze portal Gazeta.pl, Schön jako młody chłopak urodzony 3 czerwca 1926 r. na Dolnym Śląsku, uważał Hitlera za największego z Niemców. Sam nazywał siebie "rozentuzjazmowanym hitlerowskim chłopcem". Marzył o marynarce i dalekich podróżach. W lutym 1944 roku dostał się na statek, otrzymał posadę zastępcy ochmistrza i pojedynczą kajutę.

Heinz Schön jako nieliczny z ocalałych postanowił zachować pamięć o ostatnim rejsie opisując “Tragedię Gustloffa”. To historia na podstawie osobistych przeżyć opowiadająca dramatyczną walkę o przetrwanie w ostatnich chwilach "Wilhelma Gustloffa". Przez lata zbierał wspomnienia ocalałych, sam z nazisty stał się pacyfistą i krytykiem III Rzeszy.

Zginęły tysiące osób

"Wilhelm Gustloff" został zwodowany w 1937 roku przy obecności Adolfa Hitlera. Nadano mu imię zamordowanego w 1936 członka NSDAP, Wilhelma Gustloffa. Miał 208,5 m długości, liczba miejsc pasażerskich wynosiła 1465 w jednej klasie, załoga liczyła ok. 500 osób. Był to statek pasażerski, wycieczkowy, potem przekształcony w statek okręt i w końcu w okręt, z którego korzystało wojsko.

Do 1945 roku cumował w Gdyni. Potem miał posłużyć jako transportowiec do ewakuacji niemieckiej ludności i zdrowych oraz rannych żołnierzy z Gdyni przed nacierającymi wojskami radzieckimi.

Wśród około 10 tys. pasażerów na pokładzie "Gustloffa" byli m.in. około tysiąca oficerów i marynarzy, a także 400 kobiet – telegrafistek, telefonistek czy pielęgniarek. Było tam również 162 rannych żołnierzy Wermachtu oraz tysiące uciekinierów.

W ostatni rejs jednostka wyruszyła 30 stycznia 1945 roku. Późnym wieczorem "Wilhelm Gustloff" został trafiony 3 torpedami, wystrzelonymi przez radziecki okręt podwodny S-13. Szacuje się, że liczba ofiar sięga 9600 osób. Z wody wyciągnięto tylko kilkaset osób.

Autor: ws/par / Źródło: TVN24 Pomorze

Źródło zdjęcia głównego: www.stachuraphoto.com | Tomasz Stachura

Pozostałe wiadomości