Zastępca komendanta głównego trafił do szpitala. Przeszedł poważną operację

TVN24

Generał Jan Lach został odwieziony do szpitala chwilę po zakończeniu się Marszu Niepodległościtvn24
wideo 2/5

Wiceszef policji generał Jan Lach trafił do szpitala wprost ze stanowiska kierowania w komendzie stołecznej, skąd nadzorował operację zabezpieczenia Marszu Niepodległości - dowiedział się tvn24.pl. Generał przeszedł poważną operację. Nie jest jasne, czy i kiedy lekarze pozwolą mu wrócić do służby.

Według naszych informacji generał został odwieziony do szpitala chwilę po zakończeniu się Marszu Niepodległości. - Nic po nim nie było widać. Z dużym spokojem nadzorował operację, od rana będąc na stanowisku kierowania w komendzie stołecznej policji - wyjaśnia w rozmowie z tvn24.pl jeden z policjantów, który również był w sztabie.

Poważna operacja

Fakt, że generał trafił do szpitala i przeszedł poważną operację, potwierdziliśmy oficjalnie w Komendzie Głównej Policji. Generał, który nadzoruje od trzech lat pion prewencji, największy liczbowo, odzyskał przytomność, ale nadal przebywa na oddziale intensywnej terapii.

- Mogę powiedzieć, że ostatnie tygodnie kosztowały wszystkich nas bardzo dużo. Pracy i zdrowia - podkreśla jeden z oficerów komendy głównej.

Operacja zabezpieczenia uroczystości państwowych i samego marszu była przeprowadzona znacznie mniejszymi policyjnymi siłami, niż zakładały to początkowe plany. Wielu funkcjonariuszy nie było jeszcze w służbie, nie zdążyło wrócić ze zwolnień lekarskich.

Kolejna operacja

Półtora roku temu, w maju 2017 roku, generał Lach również trafił do szpitala. Doznał zatoru podczas podróży służbowej do USA. Choć już wtedy amerykańscy lekarze ratowali mu życie, bardzo szybko wrócił do pracy.

- Aktualnie ścisłe kierownictwo policji liczy dwie osoby. To komendant główny nadinspektor Jarosław Szymczyk i jego zastępca, nadzorujący dotąd piony kryminalne, Andrzej Szymczyk. Zawsze to były cztery osoby - mówi tvn24.pl doświadczony urzędnik ministerstwa spraw wewnętrznych i administracji.

Nadzór nad 120-tysięczną policją powinien pełnić komendant główny wraz z trzema zastępcami. Tradycyjnie jeden z nich nadzoruje pion prewencji i drogówkę, kolejny piony operacyjne i dochodzeniowo-śledcze, a trzeci zajmuje się inwestycjami, płacami oraz zakupami.

Wakat logistyka

Tymczasem od lipca, gdy niespodziewanie o odwołanie poprosiła generał Helena Michalak, jest wakat na stanowisku policyjnego logistyka. - Śmiejemy się, że to najbardziej widoczny przykład głównego problemu naszej firmy, czyli braku policjantów do służby - mówi tvn24.pl oficer pracujący w tym pionie.

Aktualnie podział obowiązków w dwuosobowym kierownictwie policji wygląda tak, że komendant główny nadzoruje dodatkowo logistykę, a jego zastępca - Andrzej Szymczyk - oprócz pionów kryminalnych, także pion prewencji. To on też będzie odpowiadał za przygotowania do gigantycznej operacji podczas szczytu klimatycznego w Katowicach, w pierwszej połowie grudnia.

Inni nasi rozmówcy wskazują, że przeciągający się brak nominacji dla logistyka świadczy o tarciach między szefami komendy głównej a kierownictwem ministerstwa spraw wewnętrznych. A także o tym, że kolejni kandydaci przedstawiani przez nadinspektora Jarosława Szymczyka nie znajdują uznania w oczach nadzorującego policję wiceministra Jarosława Zielińskiego.

Wśród kandydatów na fotel zastępcy komendanta głównego za faworyta wiceszefa MSWiA uchodzi Daniel Kołnierowicz, który dziś kieruje podlaską policją.

Przeciwko grabieniu liści

Kołnierowicz nie zbiera jednak dobrych recenzji swojej pracy, a w jednej z nadzorowanych przez niego komend podczas ostatniego protestu odnotowano jedną z najwyższych absencji chorobowych. W komendzie policji w Sokółce do pracy nie stawiło się niemal 80 proc. funkcjonariuszy.

Według oficjalnego oświadczenia rzecznika prasowego białostockiej policji Tomasza Krupy, "absencja w Sokółce co prawda przekroczyła 50 procent stanu zatrudnienia", ale "absencja chorobowa w całym garnizonie podlaskim była najniższa w kraju".

Na forach policyjnych funkcjonariusze z tamtej jednostki tłumaczyli, że jest to protest przeciw wysyłaniu ich na przykład do grabienia cmentarza przed uroczystościami, w których miał wziąć udział wiceminister Zieliński.

Rzecznik Krupa poinformował również, że "funkcjonariusze porządkowali groby (a nie grabili cmentarz) żołnierzy poległych w bitwie niemeńskiej w czasie wolnym. Porządkowanie grobów związane było z uroczystościami rocznicowymi bitwy a nie wizytą wiceministra Zielińskiego".

Autor: Robert Zieliński //now / Źródło: tvn24