W serialu mieli pokazać Łódź. Popłyną tylko urzędnicy?

 
Łódzki Plac Wolności z lotu ptaka
Źródło: TVN24
Kiedy kilkanaście dni temu Łódź ogłaszała przetarg na wypromowanie miasta w serialu telewizyjnym, autorzy pomysłu mówili o bezprecedensowym sukcesie. Ale dzisiaj idei w bardzo szybkim tempie przybywa przeciwników. Radni z PO drwią, że efekt już został osiągnięty, bo o mieście zrobiło się głośno. Nagłośnić sprawę chcą też członkowie komisji promocji. Zamiast do telewizji wybierają się oni jednak do CBA.

Przetarg na wypromowanie Łodzi w serialu telewizyjnym urzędnicy magistratu ogłosili 17 lipca. W mediach zawrzało. Głównie za sprawą kwoty, jaką miasto gotowe było zapłacić za taką formę reklamy (chodzi o kilkaset tysięcy złotych). Oferty można było składać do 27 lipca. Chętnych nie zabrakło.

Ale okazuje się, że - kontrowersyjnemu od samego początku - pomysłowi coraz mniej przychylni są radni i łodzianie, którzy nie godzą się na taką rozrzutność urzędników. Członkowie komisji promocji chcą, by sprawą przetargu zajęli się śledczy. – Na najbliższym posiedzeniu komisji będziemy rekomendować przewodniczącemu rady złożenie wniosku do prokuratury – mówi w rozmowie z "Polską" Dariusz Joński, radny Lewicy. – Niefrasobliwość, z jaką miasto wydaje publiczne pieniądze na promocję, jest przerażająca. I nikt nie ma nad tym kontroli - dodaje.

Faworyci? "Nieee"

Ale rozrzutność to tylko jeden problem. Przeciwnicy "serialowej promocji" podkreślają, że warunki przetargu były tak sformułowane, by wygrał konkretny serial - "Londyńczycy" (emisja w telewizji publicznej). - Skąd tak dokładne wyliczenie scen i lokalizacji w mieście, które mają zagrać w filmie? – pyta radny PO Mateusz Walasek.

Sprawą już zainteresowało się Centralne Biuro Antykorupcyjne. Gra idzie o niemałą kwotę. W sumie urzędnicy z wydziału promocji miasta będą mogli w tym roku przeznaczyć na promocję aż 27 mln zł, nie licząc kwot porozrzucanych po wydziałach kultury i przedsiębiorczości. Przy okazji kontrowersyjnego pomysłu na serial-reklamę okazało się, że te pieniądze są wyjątkowo słabo monitorowane.

"O tym, że wydatki na promocję trudno kontrolować, na początku roku przekonała się Rada Miejska. Radni, zaniepokojeni niejasnością zapisanych w budżecie miasta wydatków na promocję, domagali się od Dominiki Ostrowskiej-Augustyniak, szefowej biura promocji, szczegółowych wyliczeń, ile i na co wyda. Ale nic nie wskórali" - przypomina "Polska".

Magistrat odpiera zarzuty i kontratakuje, że oskarżenia radnych mają charakter pomówień.

Źródło: "Polska", tvn24.pl

Czytaj także: