Ataki dronów przy granicy polsko-ukraińskiej. "One nie są przypadkiem"

Lokomotywa uszkodzona w rosyjskim ataku dronów na stacji kolejowej Jagodyń, niedaleko granicy Ukrainy z Polską (13.09.2026)
Olech o eskalacji rosyjskich ataków
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Ukrzaliznytsia/AP/East News
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Rosja pokazuje, że im więcej wydamy Ukrainie elementów do obrony - a co więcej, do tego, żeby oni atakowali Rosję - tym bardziej odpowie - mówił na antenie TVN24 Aleksander Olech z Defence24. Odnosił się do niedzielnego ataku rosyjskich dronów na cele w zachodniej Ukrainie niedaleko polskiej granicy.

W niedzielę rano w zachodniej Ukrainie niedaleko polskiej granicy trafione dronami zostały stacja benzynowa oraz pociąg towarowy stojący na bocznicy.

- Eskalacja ze strony Federacji Rosyjskiej staje się faktem, a jej przykłady są coraz bliżej naszej granicy - powiedział na popołudniowej odprawie z udziałem ministrów i służb w siedzibie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa premier Donald Tusk.

Doktor Aleksander Olech z Defence24 został zapytany na antenie TVN24, jak wysoko atak na polsko-ukraińskie pogranicze położony jest na drabinie eskalacyjnej.

- Mam takie wrażenie, że wstaję i nie wiem kolejny miesiąc z rzędu - przyznał. Przypomniał, że we wrześniu miało miejsce przekroczenie polskiej przestrzeni powietrznej przez dziesiątki dronów. - Tu mamy [atak - red.] tuż przy granicy z Polską, więc nie mówiłbym o miesiącach albo o drabinie eskalacyjnej, bo ona się utrzymuje - ocenił.

Zwrócił też uwagę, że strona rosyjska mówiła o możliwych atakach na infrastrukturę kolejową. - Więc tutaj raczej nie pytałbym o Ukrainę, bo wrzesień, październik, listopad to jest nadchodząca zima i Rosja zrobi wszystko, żeby nikt Ukrainie nie pomagał. Bardziej martwiłbym się o to, co będzie w Polsce, bo my się nie zatrzymujemy na drabinie eskalacyjnej w postaci drona - zaznaczył. Dodał, że to w Polsce jest "kolejny wybuch, kolejny sabotaż, kolejne podpalenie, kolejny cyberatak".

- To będzie wszystko podtrzymane. Co mam na myśli? Kolejny atak tuż przy polskiej granicy? To się powtórzy. Kolejny wpadający dron? To się powtórzy. Kolejny wlatujący myśliwiec z naszą przestrzenią powietrzną? To się powtórzy. W przypadku tych ataków, no właśnie, one nie są przypadkiem. (...) To są wyselekcjonowane cele - podkreślił.

Lokomotywa uszkodzona w rosyjskim ataku dronów na stacji kolejowej Jagodyń, niedaleko granicy Ukrainy z Polską (13.09.2026)
Lokomotywa uszkodzona w rosyjskim ataku dronów na stacji kolejowej Jagodyń, niedaleko granicy Ukrainy z Polską (13.09.2026)
Źródło zdjęcia: Ukrzaliznytsia/AP/East News

Ekspert o celach rosyjskiego ataku przy granicy z Polską

Zapytany, jakie były cele ataku w pobliżu polskiej granicy, ekspert zwrócił uwagę na dwie kwestie. - Po pierwsze pomoc wojskowa, czyli cały transport wojskowy, który trafia na Ukrainę. To ma być pokazanie, że nie, nie dostarczacie kolejnego uzbrojenia. Drugi element. Wsparcie polityczne - wyjaśnił. Dopytany, czy ataki mają zniechęcić wsparcie polityczne, czy fizycznie zablokować dostawy broni dla Kijowa, ocenił, że jest to "kolejny etap".

- Gdyby wczoraj w tym drugim pociągu, w którym byli politycy czy ktokolwiek inny, doszło faktycznie do uderzenia, Rosja miałaby wytłumaczenie: my was ostrzegaliśmy, że do takiej sytuacji dojdzie. I teraz Ukraina bardzo potrzebuje obrony przeciwlotniczej i Rosja pokazuje, że im więcej wydacie im elementów do obrony - a co więcej, do tego, żeby oni atakowali Rosję - tym bardziej my odpowiemy - powiedział Olech.

Odniósł się on do składu, który zatrzymał się przed polską granicą. W pociągu ogłoszono ewakuację, jednakże po chwili odwołano ją. Na jego pokładzie znajdowali się między innymi były premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson i były szef szwedzkiej dyplomacji Carl Bildt.

Przypomniał też, że trasa przez Polskę pozostaje jedynym szlakiem transportowym dla pomocy kierowanej na Ukrainę. Podkreślił też, że jest to "sygnał przed tą zimą".

- Dlaczego zima jest decydująca? Mieliśmy negocjacje teraz Kijów-Moskwa, mieliśmy wizytę szefa CIA w Moskwie, mieliśmy przecież wizytę podsekretarza stanu w Warszawie. Więc to się wszystko zamyka, że powinniśmy rozmawiać i Rosja chce być na jak najwyższym poziomie tego, że dominuje, jest w stanie atakować nie tylko Ukrainę, ale i jej sojuszników. I ktokolwiek inny się włącza, również może być zaatakowany. Tutaj oczywiście chodzi o Polskę - zwrócił uwagę.

Ekspert powiedział też, że w jego ocenie Rosja nie będzie otwierała drugiego frontu teraz ani przez najbliższych kilkanaście miesięcy. - Estonia, kraje bałtyckie, gdzie mieszkam na co dzień, tego nie otwieramy. Rosja nie jest w stanie prowadzić takiej wojny, która zniszczy Ukrainę. Nie zajęła jej w ciągu tygodnia, dwóch, pięciu lat. Chodzi o to, że Rosja przez to, że atakuje w taki sposób, że my nie widzimy otwartej wojny, może skrzywdzić kraje NATO - dodał.

OGLĄDAJ: Trump bezradny wobec Putina?
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: TVN24
Czytaj także: