Sikorski: dopóki jestem ministrem, Korwin-Mikke nie ma wstępu do MSZ

Polska

Aktualizacja:
tvn24Korwin-Mikke spoliczkował Michała Boniego podczas spotkania zorganizowanego przez MSZ

Dopóki jestem ministrem, noga europosła Janusza Korwin-Mikkego nie postanie na terenie MSZ - oświadczył w poniedziałek szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski. Zawiadomienie MSZ w sprawie spoliczkowania Michała Boniego przez Janusza Korwin-Mikkego najprawdopodobniej we wtorek trafi do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie. "Za pośrednictwem prokuratury apelacyjnej zostanie wyznaczona prokuratura, która poprowadzi tę sprawę" - powiedział PAP prok. Maciej Kujawski z PG.

Minister skomentował w ten sposób fakt spoliczkowania europosła Michała Boniego (PO) przez europosła Janusza Korwin-Mikkego (Kongres Nowej Prawicy). Do incydentu doszło w piątek podczas spotkania polskich europosłów, zorganizowanego przez MSZ. Radosław Sikorski potwierdził, że "skandaliczny incydent", w czasie którego "jeden z europosłów użył przemocy fizycznej wobec innego europosła" miał miejsce na terenie Pałacyku MSZ. - Jak państwo wiecie, sprawa została już oddana przez MSZ do prokuratury, ale ja mogę zadeklarować w imieniu własnym, że tak długo, jak jestem ministrem spraw zagranicznych, noga pana europosła Janusza Korwin-Mikkego tutaj nie postanie - oświadczył Sikorski na konferencji prasowej po spotkaniu z szefem węgierskiej dyplomacji Tiborem Navracsicsem.

MSZ już w piątek poinformowało, że kieruje w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Zawiadomienie to najprawdopodobniej we wtorek trafi do stołecznej prokuratury apelacyjnej - poinformowała Prokuratura Generalna.

- Za pośrednictwem prokuratury apelacyjnej zostanie wyznaczona prokuratura, która poprowadzi tę sprawę - powiedział zastępca rzecznika Prokuratora Generalnego Maciej Kujawski.

Boni: Korwin-Mikke uderzył mnie w twarz

Michał Boni, relacjonując incydent napisał w piątek na Twitterze: "Powiedziałem 'dzień dobry' posłowi Korwin-Mikkemu, uderzył mnie w twarz. To nie jest normalne!!". Korwin-Mikke powiedział, że spoliczkował Boniego, bo tak obiecał. - Kiedy w czasie debaty w sprawie ustawy lustracyjnej (w 1992 roku) Boni wypierał się, że był agentem SB i wyzywał mnie od idiotów, dałem mu słowo i go dotrzymałem. Przyznał się potem, że był agentem, od początku miałem rację - lider Kongresu Nowej Prawicy.

Boni zaznaczył, że za różne rzeczy już przepraszał. "Z pokorą przyjmuję ataki! Ale jest granica!" - podkreślił.

W 1992 roku Boni znalazł się na tzw. liście Macierewicza, czyli liście posłów i wyższych urzędników państwowych, zarejestrowanych jako współpracownicy SB, którą Sejmowi dostarczył ówczesny szef MSW Antoni Macierewicz. Stało się to w wyniku uchwały sejmowej, przyjętej na wniosek ówczesnego posła Janusza Korwin-Mikkego. Boni w 1992 roku zaprzeczał, że współpracował z SB. Dopiero 31 października 2007 roku, gdy otrzymał propozycję wejścia do rządu Donalda Tuska, poinformował, że podpisał pod wpływem szantażu w 1985 r. deklarację współpracy z SB, choć samej współpracy nigdy nie podjął.

Autor: db//rzw/kwoj / Źródło: PAP