W środę wieczorem przy stacji łączności satelitarnej firmy Starlink w Woli Krobowskiej (Mazowieckie) wybuchł pożar. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski powiedział, że "mamy do czynienia z podpaleniem" i dostrzegł w tym modus operandi rosyjskich służb. Premier Donald Tusk zaznaczył, że nie ma pewności, czy mamy do czynienia z sabotażem, ale "źle to wygląda".
- Mając informacje ze służb, mogę powiedzieć, że z wysokim prawdopodobieństwem uważamy to za celowe podpalenie - powiedział w "Jeden na jeden" w TVN24 minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. Jak dodał, został przeanalizowany monitoring.
- Wszystkie wątki, że to była jakaś awaria elektryczna, raczej są nieprawdopodobne. To było celowe działanie - mówił.
Siemoniak: system Starlinków daje Ukrainie ogromne możliwości
Siemoniak zwrócił też uwagę, że potrzeba dowodów, aby wiarygodnie stwierdzić, iż podpalenie było działaniem na zlecenie rosyjskich służb. - Będziemy informowali o postępach tego śledztwa. Sprawa jest niewątpliwie poważna - zaznaczył.
Ocenił, że pożar stacji Starlinków pokazuje też, że "coraz to nowe rzeczy mogą się dziać na zlecenie obcych służb". - Zaczęło się od składów farb, składów meblowych, potem było centrum Marywilska, były tory, były elementy infrastruktury krytycznej na celowniku, a teraz mamy do czynienia z czymś, co zapewne rosyjskie służby bardzo denerwuje - mianowicie cały system Starlinków, który daje Ukrainie ogromne możliwości normalnego działania w warunkach wojennych - zauważył minister.
Siemoniak o naruszeniach polskiej przestrzeni powietrznej
Siemoniak był też pytany o to, gdzie powinna być granica tolerowania między innymi takich sytuacji jak niedawne krótkotrwałe naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjski śmigłowiec Mi-8. Według niego "każdy z tych przypadków jest przypadkiem odrębnym".
- Jeśli chodzi o samoloty przelatujące blisko naszych wód terytorialnych czy trochę naruszające nasze wody, to jest codzienność od 25 lat. To się zdarza co jakiś czas. Ja tego nie relatywizuję, nie minimalizuję, ale wlot rakiety, która może przenosić środki bojowe na kilkadziesiąt kilometrów na terytorium Polski, jest absolutnie złą nową jakością - powiedział Siemoniak.
Nawiązał w tym kontekście do wydarzeń z końca lipca, gdy w pobliżu wsi Tarnawa-Kolonia w powiecie biłgorajskim spadła rosyjska rakieta Ch-101. Minister zapewnił też, że myśliwce F-16 "działały w tym kierunku, żeby tę rakietę zestrzelić" i gdyby nie spadła, "to z pewnością kwestią sekund czy minut było to, że byłaby zestrzelona". - Wojsko (...) zmieniło też zasady co do tego, żeby ta decyzja o zestrzeleniu była niesłychanie krótka i szybka i tak naprawdę podejmowana przez wojskowych czy pilotów - dodał.