Państwo płaci za Raport Macierewicza

TVN24

Aktualizacja:
TVN24W toku jest jeszcze 15 spraw w związku z raportem.

Odszkodowania wypłacane przez MON w związku z tzw. raportem Macierewicza wyniosły dotąd 150 tys. złotych - wylicza "Rzeczpospolita". Jak dodaje, to dopiero początek, bo w toku jest jeszcze 15 spraw w związku z raportem.

Pierwszy wyrok dotyczył Jerzego Marka Nowakowskiego. Sąd nakazał MON przeprosiny za podanie nieprawdy w raporcie, gdzie napisano, że Nowakowski jako konsultant WSI w 2002 roku informował m.in. o swoim zaangażowaniu w działalność SKL i PiS i o spotkaniach przedstawicieli PiS z PO przed wyborami samorządowymi w 2002 roku.

Nowakowski twierdził jednak, że był konsultantem w latach dziewięćdziesiątych, ale wyłącznie w sprawach wojskowych. Sąd przyznał mu 30 tys. zadośćuczynienia. Niedawno w prasie pojawiły się przeprosiny.

Również 30 tys. odszkodowania otrzymał Marek O. oraz były poseł SLD Jan Sieńko, o którym napisano w raporcie, że był organizatorem sprzedaży cystern kolejowych radzieckiemu agentowi.

MON przeszkadza sądom?

Posłowie opozycji uważają, że MON może utrudniać pracę sądów poprzez utrudnianie dostępu do materiałów źródłowych Wojskowych Służb Informacyjnych. - Trzeba sprawdzić, dlaczego tak się dzieje. Może być tak, że MON, który przejął dokumenty z komisji weryfikacyjnej, odmawia sądom dokumentów źródłowych WSI z powodu jakiejś zemsty personalnej - powiedział "Rz" poseł PiS Jarosław Zieliński z Sejmowej komisji ds. Służb Specjalnych. - Komisja zajmie się tą sprawą - zapowiada Zieliński.

W warszawskich sądach toczą się również sprawy przeciwko autorowi raportu. Są to pozwy cywilne i prywatne akty oskarżenia. Jednak Macierewicz w większości przypadków jest górą, gdyż sąd stwierdza, że pozew ws. raportu nie może dotyczyć jego jako osoby fizycznej. W takich właśnie okolicznościach umorzono m.in. proces karny jaki Macierewiczowi wytoczył wiceszef Orlenu Krzysztof Kluzek.

Wojskowe Służby Informacyjne zostały zlikwidowane jesienią 2006. Raport dotyczący rozwiązania tych służb opublikowano pół roku później. Prokuratura w Warszawie bada, czy przy jego powstawaniu nie doszło do naruszenia praw.

Źródło: Rzeczpospolita

Źródło zdjęcia głównego: TVN24