Zdaniem Olbrychskiego, Oscar należał się Andrzejowi Wajdzie, nie tylko za Katyń - ale także za wiele wcześniejszych filmów - zwłaszcza za "Ziemię Obiecaną". - Film nie miał wtedy konkurencji i przegrał w sposób zupełnie niesłychany - podkreślał.
- To, że "Potop" Hoffmana przegrał z "Amarcord" Felliniego, to, że "Panny z wilka" przegrały z "Blaszanym bębenkiem" mogę zrozumieć. Natomiast w przypadku "Ziemi obiecanej" Wajdę spotkała krzywda - mówił.
Zaznaczył też, że po Oscarze za całokształt twórczości, Andrzej Wajda może już nigdy nagrody amerykańskiej akademii nie dostać.
To film wybitny
Olbrychski cieszy się jednak już z samej nominacji: - Film to nie jest sport, to naprawdę rzecz subiektywna. Nie ma jednak takiej możliwości, żeby wśród nominowanych znalazł się film przypadkowy. To są wszystko filmy wybitne - stwierdził.
- Po premierze zadzwoniłem do Andrzeja i powiedziałem: "Ty robisz film na temat, który ciśnie ci łzy do oczu, ale ty nie chcesz tych łez pokazać". -I to mi się bardzo podobało. To stonowanie bez żadnych prób łapania za gardło - podkreślał Olbrychski.
Rosjanie chcą zobaczyć "Katyń"
Olbrychski, który często gości w Rosji, opowiadał też co o "Katyniu" mówi się za wschodnią granicą. -Rosjanie są bardzo ciekawi jak Wajda tę tragedię pokazał - mówił.
Katyń będzie pokazywany w Rosji w połowie marca.
Wajda zadowolony
Mimo że nie dostał Oscara, sam reżyser zapewnia, że ma powody do zadowolenia: - Jeżeli się gra, to można wygrać i przegrać - powiedział Andrzej Wajda. Tym razem wygrał ktoś inny. Oscara zdobył austriacki film "Fałszerze", a nie film Wajdy "Katyń". Reżyser zapewnia jednak, że nie jest rozczarowany.
Źródło: tvn24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24