Międzynarodowa Agencja Energii (MAE) opublikowała w piątek kompleksowy zestaw rekomendacji skupionych na stronie popytu, których celem jest złagodzenie skutków gwałtownego wzrostu cen energii dla gospodarstw domowych, przedsiębiorstw i całej gospodarki. Mamy zwolnić na autostradach, mniej latać, pracować zdalnie.
- To jest kierunek konieczny - ocenił ten ruch na antenie TVN24 w programie "Tak jest" Marek Józefiak, ekspert do spraw polityki ekologicznej, rzecznik prasowy Greenpeace. Jak zaznaczył, obecny kryzys energetyczny, "który już widzimy na świecie, jest głęboki".
Rzecznik Greenpeace: na razie politycy trochę lunatykują
Jak stwierdził dalej, "widzimy to już w cenach paliw na świecie". - Nawet w Stanach Zjednoczonych, które są największym na świecie producentem ropy, ceny poszybowały w górę. Mamy globalny rynek. Widzicie też, że na rynku gazu widzimy to w Europie, więc to jest mocno odczuwalne - zaznaczył gość Anny Jędrzejowskiej.
- Na razie wydaje się, że politycy trochę lunatykują i mają nadzieję, że po prostu uda się to przeczekać - stwierdził. Zaznaczył, że jednak "raczej to nie przejdzie bokiem". - Te zmiany zostaną z nami na dłużej, bo infrastruktura energetyczna jest celem ataków. To nie jest tak, że wystarczy odblokować cieśninę Ormuz - ocenił.
Ignacy Morawski, wicenaczelny i główny ekonomista "Pulsu Biznesu", podkreślił, że kraje azjatyckie, które czerpią bardzo dużo ropy z Zatoki Perskiej, już wprowadziły oszczędności. - Na przykład w Korei, która też zamroziła cenę paliw - tak jak my - rząd nakazał największym firmom zaprezentowanie planów oszczędności zużycia energii - powiedział. Zaznaczył, że do Europy "to dociera bardzo powoli".
- My jeszcze cały czas myślimy, że nic się zupełnie nie zmieni. Ale jeżeli ta cieśnina (Ormuz - red.) będzie zablokowana jeszcze przez kilka tygodni, to my też będziemy musieli w jakiś sposób ograniczyć zużycie paliw - stwierdził.
Kryzys podobny do tego z lat 70.
W jego ocenie obecny kryzys energetyczny, i związane z nim zaburzenia dostaw ropy, jest dość podobny do tego z lat 1973-1974, kiedy to kraje OPEC zablokowały eksport do krajów rozwiniętych w reakcji na wojnę Izraela z państwami arabskimi. Jak zaznaczył, i wtedy, i obecnie zaburzenia światowych dostaw ropy wynoszą około 5 procent.
- Natomiast dziś jest świat trochę lepiej przygotowany, ma większe zapasy, jest bardziej elastyczny - wskazał.