"Rzeczpospolita" opublikowała w sobotę na swoich stronach internetowych stenogram z informacji o skali podsłuchów i prowokacji, którą minister sprawiedliwości przedstawił posłom w piątek podczas utajnionego posiedzenia Sejmu (PRZECZYTAJ STENOGRAM).
Komorowski zapowiedział, że "uaktywni" gremia mniejsze niż cały Sejm, m.in. Komisję ds. Służb Specjalnych, aby w przyszłości tam posłowie zapoznawali się z materiałami niejawnymi. Marszałek powiedział również, że chociaż istnieją możliwości ograniczenia wycieków informacji z tajnych posiedzeń Sejmu, to chciałby je stosować tylko w przypadkach nadzwyczajnych. - Takie działanie stawia pod znakiem zaufania wiarygodność posłów, co nie jest rzeczą dobrą, a na pewno bardzo z tym nie do twarzy marszałkowi Sejmu - powiedział.
"Maksymalnie ograniczę liczbę tajnych posiedzeń"
Śledztwo prokuratury jest niezbędneMarszałek podkreślił, że ma nadzieję, iż zostaną potwierdzone informacje, które posiada, że przeciek stenogramu nie nastąpił z Kancelarii Sejmu. W ocenie Komorowskiego, wynika to z tej "prostej przyczyny", że protokół z utajnionego posiedzenia miał być przygotowany dopiero w poniedziałek - trudno ujawnić coś, czego nie ma - podsumował.
Macierewicz: to nie musiał być poseł
Z kolei zdaniem Antoniego Macierewicza na tajnym posiedzeniu Sejmu były osoby nieupoważnione. Zdaniem posła PiS marszałek Sejmu wpuścił na zamknęte obrady osobę, która może być źródłem przecieku. Macierewicz nie chciał jednak zdradzić, kogo ma na myśli.
Macierewicz: na tajnym posiedzeniu była osoba nieupoważniona
Ćwiąkalski: Postępowanie jest tajneMinister sprawiedliwości potwierdził, że Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła z urzędu postępowanie sprawdzające w sprawie ujawnienia stenogramu. Stwierdził, że śledczy mają ustalić czy przeciek pochodzi z kancelarii tajnej Sejmu (CZYTAJ WIĘCEJ). - Jeśli to źródło zostanie wyeliminowane, to będzie jasne, że przeciek pochodzi od posłów - stwierdził Zbigniew Ćwiąkalski.
Źródło: TVN24, Fakty TVN
Źródło zdjęcia głównego: TVN24