Jesienią zeszłego roku Sejm wprowadził zakaz hodowli zwierząt na futra, a na początku grudnia podpisał ją prezydent. Do końca 2033 roku przedsiębiorcy będą zobowiązani zamknąć fermy futrzarskie. A tych w naszym kraju jest ponad 300. Rocznie zabijane są na nich ponad trzy miliony zwierząt, czyli ponad osiem tysięcy każdego dnia. Polska pod tym względem jest druga na świecie - po Chinach.
Czy po zmianie prawa cokolwiek się zmieniło? I czego przedsiębiorcy nie chcą pokazać w telewizji? Jak wygląda rzeczywistość na fermach futrzarskich, pokazała Olga Mildyn w "Rozmowach o końcu świata".
"Futrzany biznes. Cena luksusu" - dostępny na TVN24+, a także w sobotę o godzinie 21 w TVN24.
Za zamkniętymi drzwiami
W rozmowie w TVN24 Olga Mildyn podkreśliła, że nakręcenie reportażu nie było łatwe, ponieważ hodowcy zwierząt futerkowych nie chcą pokazywać obrazków z ferm. Jednocześnie, jak mówiła, właściciele ferm twierdzą, że biznes futrzarski "nie jest krwawy".
- Oni mówią, że nikt nie kocha zwierząt tak jak hodowcy zwierząt futerkowych - powiedziała Mildyn. Jak mówiła, "chcieliśmy więc tą miłość do zwierząt pokazać, ale niestety nikt nas nie wpuścił".
- Co więcej, kiedy prosiliśmy o to, żeby nam pokazali zdjęcia swoich ferm, to okazywało się, że te zdjęcia ferm są, ale niekoniecznie to są te fermy. Niektóre zdjęcia pochodziły z Danii na przykład, z nieistniejących już miejsc - opowiadała.
Podkreśliła przy tym, jak ważna w tym kontekście jest działalność organizacji prozwierzęcych, którym udaje się wejść na fermy i zebrać materiały. - Otwarte Klatki zrobiły świetną pracę. To oni doprowadzili w ogóle do takiego polskiego myślenia, że to jest okrutne i złe i z tą branżą trzeba skończyć - powiedziała.
Liczą na zmianę prawa
Olga Mildyn mówiła też, że mimo wprowadzenia rekompensat dla przedsiębiorców za wcześniejsze zamknięcie działalności, wielu planuje działać do 2033 roku. - Mówią, że będą wykorzystywać całe to osiem lat, bo może prawo się jednak zmieni, ich zdaniem. Są takie propozycje od Konfederacji, że być może będzie jakiś nowy projekt - mówiła.
Jak podkreśliła, każdy miesiąc działalności przynosi pojedynczej fermie ogromne zyski. - Żeby wyprodukować taki płaszcz potrzebne jest powiedzmy 10 zwierząt. Za skórę jednego zwierzęcia płaci się od 15 euro do 45 mniej więcej - opowiadała.
Zaznaczyła przy tym skalę przemysłu futrzarskiego w Polsce. - Ponad trzy miliony zwierząt rok w rok ginęły na polskich fermach. A i tak jest teraz tendencja spadkowa, bo jeszcze kilka lat temu ginęło nawet osiem milionów - mówiła.
Życie w cierpieniu, śmierć w cierpieniu
Olga Mildyn opowiedziała też o standardach, w jakich trzymane i zabijane są zwierzęta. - Norki są wrzucane do mobilnych komór gazowych. Po prostu są tam gazowane - mówiła. Jak zaznaczyła, jest to śmierć "bolesna, ale szybka". - Ale nie zawsze tak jest. Otwarte Klatki pokazywały filmy, gdzie norki cierpiały przez wiele minut, a nawet wyciągnięte z takich komór gazowych ciągle się ruszały - opowiadała.
- Lisy natomiast zabija się prądem. W pysk i w odbyt wkłada się elektrody, zamyka się obieg - opowiadała, podkreślając, że między teorią a praktyką często jest duża różnica. - Nie zawsze udaje się takiemu szarpiącemu się zwierzęciu zainstalować ten system (...), co oczywiście potęguje cierpienie - mówiła Mildyn.
Podkreśliła przy tym dramatyczne warunki życia zwierząt na fermach. - Lisy, które rodzą się w klatkach, w tych samych klatkach umierają. Te klatki są podwieszone w powietrzu, powyżej ziemi. Zwierzęta, które normalnie pokonują ogromne areały w naturze, nigdy nie dotykają nawet ziemi - opowiadała. - Norki, które są zwierzętami wodnymi, nigdy nie mają kontaktu z wodą, nie mogą popływać - podkreślała.
Jak mówiła, życie w takich warunkach doprowadza zwierzęta do zaburzeń psychicznych - Są zwierzęta, które potrafią w kółko w klatce biegać non-stop, bo nie potrafią sobie z tą niewolą poradzić - powiedziała Mildyn.
Autorka/Autor: Mikołaj Gątkiewicz
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock