"Nie wierzę w koronawirusa", "moje dziecko nie będzie nosiło maski". Dyrektorzy szkół bezradni wobec rodziców

TVN24 | Polska

Autor:
Justyna Suchecka
Źródło:
tvn24.pl
Piontkowski do uczniów: uczycie się w polskiej szkole, macie polskie obowiązkiTVN24
wideo 2/7
TVN24Piontkowski do uczniów: uczycie się w polskiej szkole, macie polskie obowiązki

Już w dniu rozpoczęcia roku szkolnego rodzice uczniów zaczęli przynosić oświadczenia do placówek, w których - powołując się na wolność i konstytucję - odmawiają między innymi mierzenia dzieciom temperatury, dezynfekcji rąk i noszenia przez nie maseczek. A MEN przyznaje, że wszystko to jest w szkołach właściwie nieobowiązkowe.

1 września, dzień rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Dyrektorka dużej szkoły ponadpodstawowej na Pomorzu za pośrednictwem e-dziennika dostaje nietypową wiadomość od rodziców. Prosi o niepodawanie danych szkoły, bo obawia się, że takich wiadomości może być więcej.

Rodzice: dziecko nie będzie stosowało się do procedur

O co chodzi? Nietypowa wiadomość to "oświadczenie dotyczące procedur bezpieczeństwa wprowadzonych w szkole". Rodzice nastolatka, powołując się na konstytucję i fakt, że "wolność człowieka podlega ochronie prawnej", informują dyrektorkę, że ich dziecko nie będzie stosowało się do szkolnych procedur.

Rodzice odmawiają "mierzenia temperatury, narzucania synowi obowiązku zakrywania ust i nosa, nadużywania płynu dezynfekcyjnego bezpośrednio na skórę zamiast wody z mydłem, przeprowadzania na synu jakichkolwiek testów, badań przesiewowych, pobierania wymazów, zamykanie syna w izolatce - bez naszej pisemnej zgody i obecności".

W swoim piśmie rodzice informują, że ich dziecko "nie jest osobą chorą, ani podejrzaną o zachorowanie na chorobę COVID-19". I podkreślają: "obowiązujące przepisy i wytyczne nie uprawniają do odmówienia przyjęcia do szkoły dziecka, którego rodzic nie zgadza się na pomiar temperatury". Dodają, że dziecko ma skłonności astmatyczne, które mogą przejawiać się suchym kaszlem i okresową dusznością.

Czy dzieci będą miały wyznaczone godziny przyjścia do szkoły, aby kolejno mieć pomiar temperatury?TVN24

Dyrektorzy: i co my mamy robić?

- I co ja mam zrobić? Nie mogę takiego ucznia nie wpuścić na lekcje, ale jaki to daje przykład? - wzdycha dyrektorka.

Oficjalnie odpisała, że w szkole ma ponad 800 uczniów, a wąskie korytarze utrudniają zachowanie dystansu, stąd prośba o zasłanianie ust i nosa. Zaleca też rękawiczki, jeśli dziecko ma uczulenie na płyny dezynfekujące. A swoje pismo kończy: "nawet jeśli Państwo podchodzicie poważnie do problemu i do szkoły będzie przychodził tylko zdrowy Państwa syn, nie oznacza się, że pozostałe kilkaset osób będzie równie odpowiedzialnych".

W przypadku części rodziców odwoływanie się do odpowiedzialności traci jednak sens. - Dziś usłyszałam, że rodzice nie wierzą w koronawirusa i mam im nie zawracać głowy - mówi dyrektor podstawówki z Poznania.

Wychowawca szkolny z miasteczka w Małopolsce dowiedział się od rodziców, że nie zgadzają się na maseczkę "ze względów religijnych". - Powiedzieli, że wszystko pozostawiają w rękach Boga - wzdycha nauczyciel.

Profesor Flisiak: jeżeli nie zakładasz maseczki, gdy jesteś wśród ludzi, jest to po prostu przejaw chamstwaTVN24

Konsultacje trwały kilkanaście godzin. To efekty

Tymczasem na forach internetowych rodzice wymieniają się wzorami podobnych pism, jest nawet miniwersja oświadczenia do noszenia w portfelu. - Widziałem już kilka wersji, nasi dyrektorzy już też je dostają - przyznaje Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, które zrzesza ponad 5 tysięcy dyrektorów i liderów oświatowych. - I rzeczywiście brakuje nam podstawy prawnej, bo ministerstwo edukacji większość kwestii związanych z koronawirusem uregulowało tylko w wytycznych, a nie w rozporządzeniach - dodaje. Zdaniem Pleśniara potrzebna jest zmiana prawa.

- Tak to się kończy, gdy konsultacje kluczowych przepisów w sprawie organizacji nauki w pandemii trwają kilkanaście godzin - komentuje posłanka Koalicji Obywatelskiej Katarzyna Lubnauer. I przypomina: - W czasie komisji sejmowych zgłaszaliśmy ministrowi, że nauczycielom i dyrektorom będzie brakowało podstaw prawnych, by zadbać o bezpieczeństwo w szkołach. I to się właśnie dzieje.

- Niestety rodzic czy opiekun ma prawo odmówić badania temperatury. Zostaje nam tylko edukować i nawoływać do troski o zdrowie i życie nas wszystkich - mówi Piotr Kowalczuk, wiceprezydent Gdańska odpowiedzialny za edukację.

Pleśniar: 1 września do szkół powinny pójść tylko najmłodsze dzieci, starsze - w drugiej połowie miesiącaTVN24

Ministerstwo: nic tu nie jest obowiązkowe

Wiadomość od rodziców z Pomorza przesłaliśmy do ministerstwa edukacji, by dowiedzieć się, co radzi dyrektorom w takich sytuacjach.

"Uprzejmie informuję, że wytyczne GIS, MZ i MEN w czasie pandemii COVID-19 nie stanowią ograniczeń wolności i praw obywateli wynikających z postanowień Konstytucji RP, ale wynikają z przepisów ustaw o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, a więc dotyczą zachowań prozdrowotnych i profilaktycznych dzieci, uczniów, nauczycieli i innych pracowników przedszkoli, szkół i innych placówek oświatowo-wychowawczych oraz rodziców" - wyjaśnia Anna Ostrowska, rzeczniczka MEN.

Jak to ma się do odmowy noszenia maseczki czy braku zgody na pomiar temperatury? "W wytycznych dla publicznych i niepublicznych szkół i placówek od 1 września 2020 r. nie ma obowiązku mierzenia temperatury uczniom. Jedynie zalecenia dla dyrektorów publicznych i niepublicznych szkół i placówek w strefie czerwonej/żółtej" - odpowiada Ostrowska.

Dla dyrektorów, którzy wprowadzili u siebie nakaz noszenia maseczek, też nie ma dobrych wiadomości. "Nie ma obligatoryjnego obowiązku zakrywania ust i nosa na terenie szkoły. Maseczki powinny być stosowane wtedy, gdy nie można zachować dystansu np. w czasie przerw w miejscach wspólnie użytkowanych, o ile nie jest zachowane zróżnicowanie czasowe w prowadzeniu zajęć". Nie podpowiada jednak, jak to egzekwować od rodziców.

Nikt nie zamyka dzieci w izolatkach

Płyn do dezynfekcji? Też jest nieobowiązkowy. "Na terenie szkoły obowiązuje zasada, aby regularnie myć ręce wodą z mydłem. Płyn do dezynfekcji rąk jest umieszczony przy wejściu do szkoły przede wszystkim dla osób trzecich" - tłumaczy rzeczniczka resortu.

Przypomina też, że wykonywanie testów, badań przesiewowych, pobierania wymazów zawsze wymaga zgody rodzica dziecka.

A co z izolacją? "Jeżeli pracownik szkoły zaobserwuje u ucznia objawy, które mogą sugerować chorobę zakaźną, w tym kaszel, temperaturę wskazującą na stan podgorączkowy lub gorączkę, powinien odizolować ucznia w odrębnym pomieszczeniu lub wyznaczonym miejscu, zapewniając minimum dwa metry odległości od innych osób. Następnie powinien on niezwłocznie powiadomić rodziców o konieczności pilnego odebrania ucznia ze szkoły. Nie jest to zamykanie dziecka w izolatce, a odizolowanie go od reszty uczniów w celu zminimalizowania potencjalnego zakażenia" - zwraca uwagę Ostrowska.

Izolatoria, zajęcia w jednej sali i maseczkiTVN24 Łódź

Gdzie są granice absurdu?

- Ocieramy się o granice absurdu, bardzo dziwi mnie odpowiedź ministerstwa - komentuje Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. - Przecież wytyczne Głównego Inspektora Sanitarnego mówią, że noszenie masek i zachowanie dystansu społecznego jest jednym z podstawowych sposobów zapobiegania zakażeniu. Tu potrzebna jest decyzja administracyjna, żeby rodzice nie mogli naruszać szkolnych zasad - dodaje. I przypomina, że choć dziecka nie można usunąć ze szkoły publicznej, to łamanie szkolnego regulaminu czy statutu można karać. - Tylko czy dziecko powinno mieć na przykład obniżaną ocenę ze sprawowania za przewiny rodziców? To niewychowawcze - komentuje.

Broniarz zastanawia się, czy rodzice, którzy nie chcą przestrzegać zasad, są gotowi też wziąć na siebie odpowiedzialność. - Bo co, jeśli to ich dziecko stanie się źródłem zakażenia? - pyta prezes ZNP. I dodaje: - Skoro minister edukacji niemal całą odpowiedzialność za kształcenie w pandemii zrzucił na dyrektorów szkół, a nie dał im nawet możliwości samodzielnego przechodzenia na edukację zdalną, to teraz powinien wspierać ich w egzekwowaniu zasad bezpieczeństwa - uważa Broniarz.

Rodzice mogą iść do sądu

We wtorek po południu Ministerstwo Edukacji Narodowej poinformowało za pośrednictwem PAP, że "nie ma podstaw prawnych do podpisywania przez rodziców w szkole 'oświadczeń o świadomości ryzyka i zrzeczeniu się ewentualnych roszczeń w przypadku zakażenia koronawirusem'".

Można było w nich przeczytać na przykład: "Oświadczam, że oddając dziecko pod opiekę szkoły działającej w czasie stanu pandemii COVID-19: jestem świadomy/świadoma istnienia licznych czynników ryzyka grożących zarażeniem się COVID-19: a) dziecku, b) rodzicom/opiekunom, c) innym domownikom, i w przypadku zachorowania nie będę wnosił skarg i zażaleń".

Takie oświadczenia rozdawano rodzicom 1 września w części szkół i przedszkoli, często wraz z regulaminem pracy placówek oświatowych w czasie pandemii. Rzeczniczka resortu wskazała jednak, że podpisanie ich nie pozbawia rodzica możliwości dochodzenia odszkodowania w razie zakażenia. - Ocena zasadności takiego roszczenia będzie każdorazowo przedmiotem rozstrzygnięcia właściwego sądu – poinformowała Ostrowska.

Autor:Justyna Suchecka

Źródło: tvn24.pl