Polska

Czego chciała OBWE, a co w kodeksie wyborczym uchwaliło PiS

Polska

[object Object]
Projektem nowego kodeksu wyborczego, przyjętym przez komisję, wkrótce zajmie się Sejmtvn24
wideo 2/6

Złagodzenie kryteriów tego, jak oceniać ważność głosu, ale też możliwość wydania nowej karty do głosowania w zamian za zniszczoną. Rozszerzenie głosowania listownego i przestrzeganie tajności wyborów - to najważniejsze zalecenia dla Polski sformułowane przez OBWE. Posłowie pracujący nad nowym kodeksem wyborczym często powoływali się na te wytyczne, choć - jak się ostatecznie okazało - część przepisów uchwalili wbrew OBWE.

Obserwatorzy Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) analizowali przebieg wyborów parlamentarnych w Polsce w 2015 roku.

Przyjrzeliśmy się, jak brzmiały zalecenie formułowane wtedy pod adresem Polski, a co wstępnie przyjęli posłowie z sejmowej komisji nadzwyczajnej ds. nowego kodeksu wyborczego.

OBWE: łagodniej oceniać ważność głosów. PiS: można zamazywać kratki

Właśnie zaleceniami OBWE tłumaczył poseł Łukasz Schreiber, przedstawiciel wnioskodawców (PiS), potrzebę uznawania za ważne kart do głosowania, na których wyborcy czynią dopiski wchodzące w obręb kratek.

Przepis, wstępnie uchwalony przez komisję 7 grudnia mówi, że nie wpływają na ważność głosu skreślenia i dopiski "na karcie do głosowania, w tym w kratce lub poza nią".

Obecnie obowiązujący przepis mówi, że głos jest ważny pod warunkiem, że dopiski i skreślenia znajdują się "poza kratką". Kratki więc muszą pozostać nienaruszone, oczywiście poza tą jedną, w której wyborca znakiem X popiera swego kandydata.

Ten rygorystyczny przepis miał być dla każdego wyborcy swoistą polisą od fałszerstwa. Jest to "zabezpieczenie przed ewentualnym dostawieniem przez inne osoby znaku X przy nazwisku innego kandydata i zamazywania postawionych znaków X" - tłumaczy Państwowa Komisja Wyborcza.

OBWE w 2015 roku stwierdziła, że w Polsce "kryteria oceny ważności głosów nadal pozostają rygorystyczne, co skutkuje m.in. nieuznawaniem głosu w przypadku, gdy na karcie postawiono znak inny niż X (dwie przecinające się linie), albo gdy znak X postawiono poza wskazanym polem, nawet kiedy intencja wyborcy jest oczywista".

"Przepisy dotyczące ważności głosu powinny zostać zrewidowane i zliberalizowane, aby ważności nie traciły głosy, w przypadku których intencja wyborcy jest jasna i jednoznaczna" - zalecało Polsce OBWE.

Posłowie PiS uważają, że proponowana przez nich zmiana polegająca na odejściu od bezwzględnego wymogu "nieskalania" kratek wychodzi naprzeciw zaleceniom organizacji.

- Rozwiązanie to powinno przyczynić się do zmniejszenia liczby głosów nieważnych oraz przypadków manipulacji głosem wyborcy - uważa Łukasz Schreiber z PiS.

Tyle, że taki kształt przepisu, jak uchwaliła komisja, rodzi kolejne niebezpieczeństwa. Jeżeli zamazanie kratki nie wpłynie na ważność głosu, to - jak alarmuje Państwowa Komisja Wyborcza - ktoś może zamazać znak X postawiony przez wyborcę, dostawić swój w innym miejscu i głos nadal będzie ważny.

"Zmiana sposobu ustalania ważności głosu umożliwia niezauważalne manipulowanie głosami wyborców" - pisze Państwowa Komisja Wyborcza.

- Taki przepis to ogromne ryzyko, wręcz zachęta do fałszerstw. Zwłaszcza w małych miejscowościach, gdzie nie będzie mężów zaufania i gdzie monitoring będzie bardzo ograniczony - starał się ostrzegać posłów ekspert komisji prof. Marek Chmaj. Bezskutecznie, bo zmianę proponowaną przez PiS posłowie wstępnie przyjęli.

Choć OBWE przyznaje, że obecny system uznawania ważności głosów jest w Polsce zbyt rygorystyczny, to nie podaje gotowych rozwiązań, jakie zmiany należy wprowadzić.

Czy możliwe jest wprowadzenie w życie zaleceń OBWE w inny sposób niż uchwalili to posłowie PiS? Takie pytanie zadaliśmy dziś profesorowi Chmajowi.

- Jeżeli zmiany mają iść kierunku zmniejszenia liczby głosów nieważnych, to uważam za wystarczające to, co wcześniej przyjęła komisja w sprawie wielostronicowych kart do głosowania, tak zwanych książeczek. Jeżeli na początku będą one zawierały spis treści i instrukcję, jak głosować, to eliminuje to ryzyko, że część wyborców błędnie potraktuje każdą stronę książeczki jako osobną kartę do głosowania - powiedział nam konstytucjonalista.

Państwowa Komisja Wyborcza potwierdza, że obecnego wymogu, iż kratki na kartach wyborczych bezwzględnie powinny pozostać czyste (poza jedną), zmieniać nie należy.

"Podczas spotkania z delegacją OBWE/ODIHR w dniu 28 marca br. PKW za niewłaściwe uznała propozycje, umożliwiające swobodną ocenę ważności głosu przez obwodową komisje wyborczą, zawarte w zaleceniach OBWE/ODIHR" - przypomina Anna Godzwon z biura prasowego Krajowego Biura Wyborczego.

OBWE: za zniszczoną kartę trzeba wydać nową. PiS tematu nie podejmuje

OBWE zawarła w swym raporcie dla Polski jeszcze inną rekomendację: "należy rozważyć możliwość ponownego wydania karty do głosowania tym z wyborców, którzy zniszczyli swoją kartę". Gdyby taka możliwość istniała, wyborca, który się pomylił, mógłby przedrzeć kartę, oddać ją komisji i poprosić o nową. Takiej zmiany jednak poselski projekt kodeksu wyborczego nie przewiduje.

OBWE: poszerzyć głosowanie korespondencyjne. PiS je likwiduje

Inna zmiana dokonana w Kodeksie wyborczym przez komisję nadzwyczajną, nie tylko nie wypełnia rekomendacji OBWE, ale wręcz czyni jej wbrew. Chodzi o głosowanie listowne. Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie sugerowała, aby Polska w większym stopniu umożliwiła swoim obywatelom wysyłanie głosów pocztą. Ma to korzystny wpływ na frekwencję i ułatwia życie niepełnosprawnym.

"Należy rozważyć zniesienie konieczności głosowania przez pełnomocnika w związku z rozszerzeniem możliwości głosowania drogą pocztową. Pozwoliłoby to także w pełni dostosować przepisy do zobowiązań wobec OBWE i do innych norm międzynarodowych w zakresie demokratycznych wyborów" - napisano w rekomendacji.

Tymczasem projekt posłów PiS czyni dokładnie na odwrót. Całkowicie likwiduje głosowanie korespondencyjne, a rozszerza głosowanie przez pełnomocnika.

"Głosowanie korespondencyjne w istotny sposób zwiększa ryzyko nieprawidłowości. Wyborcy powinni oddawać swój głos poprzez akt osobistego uczestnictwa w procesie wyborczym. Prawo do głosowania przysługujące osobom, które z powodów od siebie niezależnych nie będą mogły udać się do lokalu wyborczego zostanie zagwarantowane poprzez instytucję głosowania przez pełnomocnika" - napisali wnioskodawcy w uzasadnieniu.

OBWE: komisje obwodowe nie dla rodzin kandydatów. PiS wycofuje się z wcześniejszych planów

Kolejna sprawa, opisywana w raporcie OBWE, nie ma wprawdzie mocy oficjalnej rekomendacji, ale z dokumentu można wyczytać, że Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie pozytywnie oceniła, jako "zwiększający zaufanie" przepis obecnego kodeksu wyborczego, który zabrania zasiadania w obwodowych komisjach wyborczych członkom rodzin kandydatów startujących w wyborach. Jeżeli na przykład ktoś kandyduje na radnego czy posła, to jego żona, dzieci, rodzice, rodzeństwo nie mogą zasiadać w komisjach wydających karty i liczących głosy.

Projektodawcy z PiS początkowo chcieli wykreślić ten zakaz, co doprowadziłoby do sytuacji, w której bracia, siostry, żony, dzieci kandydatów na radnych, posłów czy senatorów mogliby liczyć głosy, co rodziłoby podejrzenia o konflikt interesów.

Dopiero w czasie ostatniego z siedmiu posiedzeń komisji nadzwyczajnej posłowie PiS wycofali się z pomysłu, aby umożliwić liczenie głosów rodzinom kandydatów.

- Pierwotnie chcieliśmy go usunąć jako przepis w dużej mierze martwy - przyznał wiceprzewodniczący komisji nadzwyczajnej Marcin Horała (PiS). - Ponieważ budzi to duży opór, przychylamy się. Ze zrozumieniem podchodzimy do uwag zgłoszonych w dyskusji i odstępujemy od tej propozycji.

OBWE: tajność wyborów musi być ściśle przestrzegana. PiS określił w ustawie, co jest tajnością

Komisja wyszła natomiast naprzeciw postulatowi OBWE, aby organy wyborcze w Polsce bardziej pilnowały tajności głosowania. W raporcie czytamy m.in., że obserwatorzy wyborów w 2015 r. "zauważyli powtarzający się wzór jawnego i grupowego głosowania, który jest sprzeczny z fundamentalną zasada tajnego głosowania.(...) W lokalach wyborczych często znajdowały się stoliki z długopisami poza kabinami, co zdawało się stanowić zachętę do głosowania jawnego".

OBWE wytyka Polsce, że zgodnie z międzynarodowymi standardami tajność głosowania powinna być przestrzegana do tego stopnia, że przewodniczący obwodowej komisji powinien interweniować nawet wtedy, gdy z wyborcą do kabiny wchodzi ktoś z jego rodziny.

Posłowie postanowili więc dopisać do obecnego Kodeksu wyborczego (ogólnie mówiącego, że wybory są tajne), przepis tłumaczący, na czym tajność polega. Brzmi on następująco:

"Art. 156 a: Tajność głosowania zapewnia się w szczególności przez przygotowanie w lokalu wyborczym odpowiedniej liczby łatwo dostępnych miejsc umożliwiających każdemu wyborcy nieskrępowane zapoznanie się z kartą do głosowania oraz jej wypełnienie bez styczności z innymi osobami obecnymi w lokalu wyborczym i w sposób niewidoczny dla tych osób".

Dlaczego OBWE interesują polskie wybory

Przypomnijmy, obserwatorzy OBWE przyjechali do Polski niemal równo rok po wyborach samorządowych w 2014 roku, które przeszły do historii za sprawą wyjątkowo długiego oczekiwania na wyniki i rekordowo wysokiego odsetka głosów nieważnych.

Od 2014 roku politycy Prawa i Sprawiedliwości konsekwentnie twierdzą, że tamte wybory zostały sfałszowane. Począwszy od prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który w grudniu 2014 roku powiedział wprost: "Te wybory zostały sfałszowane" i wytłumaczył, że przez fałszerstwo ma na myśli odrzucanie przez władzę ułomnych przepisów dotyczących wyborów, ukrywanie problemów z liczeniem głosów i dezawuowanie argumentów tych, którzy mówią, że doszło do fałszerstwa. Skończywszy zaś na wielokrotnie powtarzanych sugestiach o fałszerstwie wyborów w 2014 roku na posiedzeniu sejmowej komisji pracującej nad zmianami kodeksu wyborczego. Również w pisemnym uzasadnieniu do projektu znajduje się stwierdzenie, że wynik wyborów z 2014 roku został "zafałszowany", a zgłaszane do sądów protesty opisywały konkretne "fałszerstwa".

OBWE - w swoim raporcie - również odniosła się do sprawy wyborów z 2014 r. Nie mówi w nim jednak o fałszerstwie, aczkolwiek stwierdza, że problemy z liczeniem głosów doprowadziły do kryzysu zaufania.

"Wyborom samorządowym z listopada 2014 r. towarzyszył błąd elektronicznego systemu zliczania głosów, który spowodował znaczne opóźnienie w ogłoszeniu ostatecznych wyników wyborów. Według rozmówców misji OBWE/ODIHR NAM incydent ten poskutkował spadkiem zaufania do administracji wyborczej" - czytamy w raporcie.

Wybory parlamentarne z 2015 roku OBWE oceniła pozytywnie. Sformułowała jednak kilkanaście zaleceń dla Polski.

Autor: jp/adso / Źródło: tvn24.pl

Pozostałe wiadomości