Artur Chodziński to były agent CBA - miał być jednym z łączników między światem polityki i giełdą kryptowalut. Nie za darmo, bo za swoje usługi brał 15 tysięcy euro miesięcznie i to od Przemysława Krala.
- To były faktury wystawiane przez blisko rok na ponad pół miliona złotych i te faktury skończyły się dopiero, kiedy giełda zaczęła upadać i pan Chodziński próbował jeszcze wyciągać więcej pieniędzy - powiedział dziennikarz "Superwizjera" TVN Michał Fuja.
Artur Chodziński przede wszystkim miał zajmować się sprawami sądowymi Krala. Miał sporządzić dla niego szczegółowe raporty zawierające adres oraz wrażliwe dane dziennikarza "Superwizjera", który ujawniał tajemnice giełdy, oraz siostry zaginionego szefa giełdy Sylwestra Suszka.
- Prawo i Sprawiedliwość wyhodowało agenta specjalnej troski, który okazał się agentem w ich szeregach, który lobbował za rozwiązaniami, które dotyczyły przestępców - powiedział wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Chodziński miał zbierać haki i załatwiać wpływy
Mariusz Błaszczak z Prawa i Sprawiedliwości przyznał, że "mamy do czynienia z postacią, która zachowuje się w sposób dwuznaczny". - Ale takich postaci mamy wiele - zastrzegł.
Według ustaleń dziennikarzy, Artur Chodziński miał obiecywać, że skontaktuje się z Przemysławem Czarnkiem, że pomoże w wykupie giełdy przez węgierskiego oligarchę, ale też miał zapewniać o swoich kontaktach w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Według autorów śledztwa, część tych działań może nosić znamiona płatnej protekcji.
Michał Fuja wyjaśnił, że chodzi o "zbieranie haków, załatwianie wpływów i branie pieniędzy powiązanych z grupą przestępczą".
Teraz wydaje się, że mało kto znał byłego agenta. - Póki nie było artykułów, nie wiedziałem, jak wygląda i jak ma na nazwisko. To postać marginalna - stwierdził Bartosz Kownacki z PiS. - Nie mieszajmy tutaj tych, którzy gdzieś tam się pojawili na obrzeżach całej sprawy i być może jest to naganne. Ja sam jestem jak najdalej od środowiska pana Ziobry - dodał przewodniczący Rozwoju Plus Mateusz Morawiecki.
Kariera Chodzińskiego w CBA
Artur Chodziński przez lata był pupilem w CBA, kiedy na czele stał tam duet Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik. Za czasów nowego szefa Pawła Wojtunika został wyrzucony po skandalu. Artur Chodziński został przywrócony do służby, kiedy do władzy wrócił PiS, a sprawa została umorzona przez prokuratorów Ziobry.
Oglądaj najnowsze wydania programu "Polska i Świat" >>>
Artur Chodziński miał zdobyć zaufanie w Prawie i Sprawiedliwości. To on był później łącznikiem Zbigniewa Ziobry z Przemysławem Kralem. To właśnie za jego pomocą przyjął 450 tysięcy od szefa Zondacrypto.
- Jedyną osobą, która ze mną rozmawiała w tej sprawie, był pan Artur Chodziński, który był funkcjonariuszem CBA i co do którego uczuciowości jestem przekonany - przyznał Zbigniew Ziobro.
Chodziński zarzuca dziennikarzom kłamstwo
Nazwisko Chodzińskiego pojawiło się przy okazji wycieczki posła PiS Michała Moskala na Ibizę w ubiegłym roku. Wyszło na jaw, że razem spotkali się tam z Przemysławem Kralem. Potem poseł zaczął zajmować się branżą krypto.
- Skoro z taką łatwością Chodziński powołuje się na wpływy w PiS, to znaczy, że być może służył PiS albo liczył, że jeśli ten proceder zostanie ujawniony, nie poniesie odpowiedzialności - stwierdził Adrian Witczak z Koalicji Obywatelskiej.
Sam Artur Chodziński pisze, że to, że jego wynagrodzenie było zapłatą za wpływy, to kłamstwo, które obalają dokumenty. Zapewnia, że jest w kontakcie z prokuraturą. Gdy reporterzy "Superwizjera" i WP zaczęli zadawać mu pytania, Chodziński w ciągu miesiąca miał zmienić wersję w aż 11 kwestiach.