Dziecko udławione smoczkiem - pielęgniarka przed sąd

 
Taki smoczek - tylko do karmienia....
Źródło zdj. gł.: sxc.hu
Pielęgniarka, która nieomal doprowadziła do śmierci noworodka wciskając mu w usta smoczek od butelki, stanie przed sądem. 55-latka jest oskarżona o nieumyślne narażenie noworodka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślne spowodowanie średnich obrażeń ciała.

Do wypadku doszło 4 czerwcu tego roku. Prokuraturę zawiadomił o nim dziadek dziecka, a później także dyrektor szpitala.

Kilkudniowy noworodek po urodzeniu trafił z matką na oddział patologii noworodka do szpitala im. Madurowicza w Łodzi.

Chciała je uspokoić

Według prokuratury feralnego dnia pielęgniarka Krystyna G., aby uspokoić płaczące dziecko, podała mu rano smoczek od butelki, czyli taki, jakiego w takich przypadkach nie powinno się podawać. Okazało się, że był w nim także niewielki kawałek gazy. Noworodek połknął smoczek i udławił się, gdy ten utkwił mu w przełyku.

Po zdarzeniu pielęgniarka próbowała wraz z jedną z lekarek ratować dziecko, ale smoczka nie udało się wyjąć. Usunęli go dopiero lekarze ze szpitala przy ul. Spornej, gdzie chłopczyk trafił w ciężkim stanie. Dziecko wymagało intensywnej terapii.

Mimo zagrożenia życia dziecka i długotrwałego pobytu w szpitalu, nie doszło do ciężkich uszczerbków na zdrowiu. Powołany w tej sprawie biegły ocenił obrażenia noworodka jako średnie, które naruszały czynności ciała dziecka na okres powyżej siedmiu dni. Jednak w ocenie biegłego podanie dziecku smoczka niezgodnie z przeznaczeniem stwarzało bezpośrednie zagrożenia dla jego życia i zdrowia.

Pielęgniarka oskarżona

Akt oskarżenia w tej sprawie Prokuratura Rejonowa Łódź-Polesie skierowała w piątek do łódzkiego sądu rejonowego. Pielęgniarce przedstawiono zarzut nieumyślnego narażenia noworodka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślnego spowodowania średnich obrażeń ciała.

- Krystynie G. grozi grzywna, kara ograniczenia wolności lub do roku więzienia - poinformował rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania. W śledztwie kobieta nie przyznała się do zarzucanego jej czynu i odmówiła składania wyjaśnień.

55-letnia kobieta jest doświadczoną pielęgniarką, w służbie zdrowia pracuje od lat. W szpitalu im. Madurowicza była zatrudniona na stanowisku starszej pielęgniarki. Po zdarzeniu została odsunięta od pracy do czasu wyjaśnienia sprawy.

Źródło: PAP, lex.pl

Czytaj także: