Wiceprezes Naczelnej Izby Aptekarskiej: nastawmy się, że problem z dostępem do leków się nasili

TVN24

Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Izby Aptekarskiej, był gościem "Wstajesz i wiesz" TVN24tvn24
wideo 2/27

Jeżeli pacjent nie dostaje swojego leku, który jest mu potrzebny do codziennej terapii, to tłumaczenie, że sytuacja jest pod kontrolą albo coś ktoś analizuje, nie rozwiązuje problemu - powiedział w programie "Wstajesz i wiesz" Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Izby Aptekarskiej. Komentując kolejne sygnały o braku leków w aptekach, dodał, że tę sytuację widać było od miesięcy i w najbliższej przyszłości się ona nie zmieni.

W ostatnich dniach pacjenci i farmaceuci informują, że aptekach w całym kraju brakuje leków. Nie ma nawet tych, z dostępnem do których do tej pory nie było większych problemów. Chorzy z cukrzycą, nadciśnieniem czy astmą mają duże problemy.

Naczelna Rada Aptekarska napisała do ministra zdrowia, że "sytuacja pogarsza się z dnia na dzień".

Brakuje euthyroxu, metformaxu, lista jest długa. "Jadę do apteki do Czech lub Niemiec"

JAKICH LEKÓW BRAKUJE U WAS? POINFORMUJCIE KONTAKT24

"Te problemy pojawiły się w kilku ostatnich miesiącach i ewidentnie widać, że się nasilają"

- Z naszego punktu widzenia ta skala nawet nie jest duża. Jest ogromna, dlatego że do leków brakujących - oprócz kilkuset leków, których brakuje od kilku lat - dołączyła grupa blisko 200 pozycji niezwykle popularnych, bardzo szeroko stosowanych przez pacjentów w cukrzycy czy chorobach tarczycy - tłumaczył w programie "Wstajesz i wiesz" skalę problemu z dostępnością leków w aptekach wiceprezes Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Jako przykład podał jeden z leków, którego "miesięczne zapotrzebowanie sięga 650 tysięcy opakowań", co oznacza, że jest brany przez setki tysięcy pacjentów. Dodał, że takich produktów jest bardzo wiele.

Tomków wskazał, że "te problemy pojawiły się w kilku ostatnich miesiącach i ewidentnie widać, że się nasilają".

"Ta skala nie jest duża, jest ogromna"
tvn24

- Przede wszystkim dlatego, że mimo tego, że te leki mają swoje zamienniki, to one też się kończą. Problem staje się coraz poważniejszy nie tylko z punktu widzenia pacjentów, ale również z punktu widzenia aptek czy lekarzy, którzy muszą po raz kolejny przyjmować tych pacjentów i wystawiać kolejne recepty. Wygląda to już naprawdę nieciekawie - zaznaczył.

Tłumaczył, że jedną kwestią jest brak leków oryginalnych, "które były wywożone za granicę nielegalnie". Dodał jednak, że na tym polu "w ciągu ostatnich kilku miesięcy mamy bardzo dużą zmianę, ponieważ wprowadzono ustawę, która za dotknięcie (wywiezienie - red.) leków z tak zwanej czarnej listy (leków, których nie wolno wywozić - red.) - to jest około 300 pozycji - przewiduje karę pozbawienia wolności nawet do lat 10".

- Natomiast to (problem z dostępnością - red.), co pojawiło się w ciągu ostatnich kilku miesięcy, to są leki tanie, które nie są wywożone. Jedną z przyczyn - jak podają media, bo oficjalnego komunikatu ze strony ministerstwa zdrowia nie mamy - może być to, że 80 procent leków dostępnych na europejskim rynku, produkowanych jest na bazie substancji czynnych, pochodzących z Chin. A ponieważ Chiny w tej chwili zamykają swoje fabryki produkujące substancje czynne, siłą rzeczy odbija się to na braku leków. Problem nie dotyczy tylko Polski, ale całej Europy, przez co na pewno nie będzie łatwy do rozwiązania w ciągu najbliższych kilku czy kilkunastu tygodni - podkreślił wiceprezes Naczelnej Izby Aptekarskiej.

- Wiemy, że opóźniają się dostawy tych substancji czynnych, z których produkowane są najpopularniejsze leki. Krótko mówiąc, możemy się raczej nastawiać na to, że problem będzie nam się nasilać, niż na to, że będzie samoczynnie wygasać - wskazał Tomków.

"Piłeczka jest trochę po stronie ministerstwa zdrowia"
tvn24

"Dla nas najważniejsza jest informacja"

Zdaniem wiceprezesa Naczelnej Izby Aptekarskiej, to ministerstwo zdrowia należy pytać, czy prowadzony był monitoring dostępności leków. - W sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, pewnie można zrobić wiele rzeczy, natomiast jednej absolutnie zrobić nie wolno, czyli udawać, ze problemu nie ma - wyjaśnił.

Tomków wskazał na pewną "niespójność komunikacyjną" ze strony ministerstwa zdrowia, które w zeszłym tygodniu zdecydowało się dopisać do listy produktów objętej zakazem wywozu jeden z popularnych leków, a kilka godzin później ogłosiło, że ten produkt jest dostępny w setkach tysięcy opakowań.

- Dla nas najważniejsza jest informacja. My (farmaceuci - red.) mamy kontakt codziennie z blisko dwoma milionami pacjentów we wszystkich aptekach w Polsce. Musimy wiedzieć, kiedy będą planowane dostawy, w jakich wielkościach, jak mamy przygotować na to pacjentów, jakie maksymalne zapasy mogą realizować, i tak dalej. A więc na pewno piłeczka trochę jest po stronie Ministerstwa Zdrowia. Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie, żeby udało się rozwiązać ten problem poprzez odgórne decyzje bez współpracy z farmaceutami. Myślę, że to jest najwyższy czas, żeby powiedzieć, co się będzie robiło, zarówno w tym krótkofalowym okresie, a więc zaspokojenie bieżących potrzeb, jak i w tym długofalowym, a więc chociażby dywersyfikację dostaw - tłumaczył.

Tomków zwrócił uwagę na fakt, że "w ciągu ostatnich kilku miesięcy wdrożone zostały bardzo potężne narzędzia" - systemy monitorujące obrót każdego leku na terenie kraju. - Te narzędzia są w tej chwili w rękach ministra zdrowia, podobnie jak informacje, narzędzia prawne, które wynikają nie tylko z ustawy refundacyjnej, ale też prawa farmaceutycznego. Jeżeli zostaną mądrze wykorzystane i ta współpraca ze środowiskiem farmaceutów, lekarzy czy techników farmaceutycznych będzie wyglądała prawidłowo, spróbujemy z tego problemu wybrnąć. Jesteśmy gotowi na tę współpracę, ponieważ musimy przede wszystkim wiedzieć, jak pracować z pacjentami - wskazał. Dodał, że "widać niepokój po stronie pacjentów", których jest coraz więcej.

"Analizujemy, rozmawiamy" niczego nie wyjaśnia

Gość programu podkreślił, że jeżeli farmaceuci mają "chociażby zapanować nad emocjami" pacjentów, które "wynikają z tego, że brakuje podstawowych leków", to powinni wiedzieć "przynajmniej kilka kroków wcześniej, co będzie planowane".

- Sytuacja jest trudna dla wszystkich. Problem polega na tym, że jeżeli będziemy udawać, ze ten problem nie istnieje, to on będzie się tylko i wyłącznie nasilać - podkreślił. Tomków wskazał, że problem dotyczy setek tysięcy osób przewlekle chorych między innymi na cukrzycę czy choroby tarczycy, którzy nie mogą przerwać terapii, gdyż w takiej sytuacji muszą być niejednokrotnie hospitalizowani.

- Należy sobie zdawać sprawę ze skali tego zjawiska. Nie widzimy informacji dotyczącej pełnej przyczyny i tego, jaka jest propozycja wyjścia z tej trudnej dla wszystkich sytuacji - powiedział.

Tomków: jeżeli będziemy udawać, ze ten problem nie istnieje, to on będzie się tylko i wyłącznie nasilać
tvn24

Tomków mówił, że trudno mu oceniać ostatnie decyzje Ministerstwa Zdrowia, jednak "jako farmaceuta może powiedzieć, że stoimy w bardzo krótkim dystansie" z pacjentem. - Proszę mi wierzyć, jeżeli pacjent nie dostaje swojego leku, który jest mu potrzebny do codziennej terapii, to tłumaczenie, że sytuacja jest pod kontrolą albo coś ktoś analizuje, nie rozwiązuje sytuacji. Jeżeli będę w stanie powiedzieć pacjentowi, że jego lek będzie za tydzień i on będzie za tydzień, wówczas mamy szansę na normalne rozwiązanie tego kłopotu. Natomiast stwierdzenie: "analizujemy, rozmawiamy", tak naprawdę niczego nie wyjaśnia - wskazał Tomków.

- Przez kilka lat radzimy sobie z brakami najpoważniejszych leków oryginalnych, stosowanych przy nowotworach, bardzo drogich insulin, robimy to z pełnym poświęceniem. Problem praktycznie nie jest rozwiązany od 2012 roku. Te leki, brane przez niewielką grupę pacjentów, są z naszej strony jeszcze do ogarnięcia. W przypadku tych, branych przez setki tysięcy osób, jeśli nie będziemy współpracy ze strony Ministerstwa Zdrowia, absolutnie sobie nie poradzimy. Przede wszystkim nie poradzą sobie pacjenci - zaznaczył.

"Nie widzimy żadnej konkretnej propozycji rozwiązania"

Wiceprezes Naczelnej Izby Aptekarskiej przypomniał, że "kilka miesięcy temu został wprowadzony tak zwany ZSMOPL - Zintegrowany System Monitorowania Obrotu Produktami Leczniczymi". - Długa nazwa, ale codziennie wszystkie apteki, hurtownie i producenci raportują wszystkie swoje stany leków, jakie mają. Wnioski, które z takich danych można wyciągnąć, są oczywiste. W tym systemie są planowane dostawy przez producentów, co już z wyprzedzeniem wskazuje, których leków będzie brakować - tłumaczył. - Trzeba też wiedzieć, że zwiększenie produkcji leków w firmie farmaceutycznej, to nie jest kwestia 24 godzin tylko dłuższego okresu - dodał.

- Co można powiedzieć pacjentom? Będziemy starać się zdobywać te leki z każdego możliwego miejsca. Będziemy korzystać z informacji, które wymieniają pomiędzy sobą sami farmaceuci w bezpośrednim kontakcie - wymieniał Tomków. Dodał, że o ile farmaceuci mogą odsyłać pacjentów do innych aptek, jeżeli te posiadają dany lek, tak w przypadku, gdy dany produkt nie jest w ogóle dostępny, to farmaceuci wobec tego faktu pozostają bezradni.

- Nie widzimy żadnej konkretnej propozycji rozwiązania czy ze strony polityków, czy ze strony ministerstwa - podsumował. - Chcemy być jak najdalej od polityki, dlatego uważamy, że ten problem musi stać się problemem merytorycznym, nie politycznym, tak jak była mowa o wywozie leków i wszyscy posłowie głosowali jednogłośnie - dodał.

Cała rozmowa z Markiem Tomkowem
tvn24

Autor: tmw/adso / Źródło: tvn24