Minister edukacji: sklejanie mnie z aferą PCK jest insynuacją

TVN24

Anna Zalewska o tak zwanej aferze PCKtvn24
wideo 2/5

Z dużą przykrością wysłuchuję tego rodzaju insynuacji, tej całej nagonki. Nie mam z żadnymi aferami nic wspólnego - powiedziała w "Rozmowie Piaseckiego" minister edukacji Anna Zalewska. Odniosła się do tak zwanej afery PCK.

Prokuratorzy z Wrocławia badają sprawę nieprawidłowości w dolnośląskim oddziale Polskiego Czerwonego Krzyża. Sprawdzają, jak doszło do wyłudzenia ponad miliona złotych, a także to, jak zniknęło 46 ton żywności przeznaczonej dla potrzebujących. Jak podała pod koniec lutego "Gazeta Wyborcza", według świadka "rozdawano ją przy okazji kampanii wyborczej polityków PiS".

"To bardzo bolesne insynuacje"

Minister edukacji Anna Zalewska została zapytana we wtorek w "Rozmowie Piaseckiego", czy "dopuszcza możliwość, że jej kampanie wyborcze były zasilane pieniędzmi czy materiałami pochodzącymi z okradania PCK". Odparła, że "to bardzo bolesne insynuacje".

- Wielokrotnie to oświadczałam. Zresztą prokurator umorzył postępowanie, wskazując, że absolutnie łączenie mnie z tak zwaną aferą jest po prostu niedopuszczalne - przekonywała. - Jestem również w procesie sądowym z Grzegorzem Schetyną - podkreśliła.

W marcu ubiegłego roku przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna na konferencji prasowej oświadczył, że "wszystkie tropy, wszystkie ślady prowadzą do zaangażowania PiS w okradanie PCK i finansowanie kampanii wyborczych PiS z pieniędzy PCK". Dodał, że "w wielu tych enuncjacjach pojawia się nazwisko minister Anny Zalewskiej". Zalewska zapowiadała wówczas pozew przeciw Schetynie.

"Nie jest moim współpracownikiem"

W "Rozmowie Piaseckiego" we wtorek szefowa resortu edukacji przyznała, że zna Jerzego G., który ma w tej sprawie postawione zarzuty. - To był radny z mojego okręgu, natomiast nie jest moim współpracownikiem - tłumaczyła. - Z dużą przykrością wysłuchuję tego rodzaju insynuacji, tej całej nagonki - powiedziała. - Nie mam z żadnymi aferami nic wspólnego - zapewniła Zalewska. Dodała, że "sklejanie jej z aferą (PCK) jest po prostu insynuacją".

Minister "dwukrotnie minęła się z prawdą"?

Dziennikarz wrocławskiej "Gazety Wyborczej" Jacek Harłukowicz po emisji wywiadu napisał na Twitterze, że minister "dwukrotnie minęła się z prawdą".

"1. Jerzy G. wbrew zaprzeczeniom do momentu aresztowania był jej najbliższym współpracownikiem. 2. Umorzony został watek śledztwa dot. finansowania kampanii nie jej, ale właśnie Jerzego G." - wskazał.

Zwróciliśmy się w tej sprawie z pytaniami do Ministerstwa Edukacji Narodowej. Czekamy na odpowiedź.

Śledztwo w sprawie nieprawidłowości w PCK

Śledztwo prowadzone przez wydział II do spraw przestępczości gospodarczej Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu obejmuje lata 2014-2017.

"Gazeta Wyborcza" w ubiegłym roku pisała, że w latach 2014-2017 pracownicy dolnośląskiego oddziału PCK werbowani przez Jerzego G. - byłego dyrektora organizacji oraz radnego obecnej kadencji sejmiku wojewódzkiego - mieli kraść odzież z kontenerów przeznaczoną dla najuboższych, a następnie - za pośrednictwem firmy zarejestrowanej na "słupa" - sprzedawać je w zaprzyjaźnionych hurtowniach i lumpeksach. Gazeta podała, że część pozyskanych w ten sposób pieniędzy miała być przeznaczana na kampanie wyborcze polityków partii rządzącej, m.in. byłego posła PiS Piotra Babiarza i minister edukacji Anny Zalewskiej.

11 września 2018 roku wrocławska prokuratura umorzyła wątek śledztwa ws. nieprawidłowości w dolnośląskim oddziale PCK, który dotyczył nielegalnego finansowania kampanii wyborczej lokalnych polityków PiS w wyborach samorządowych w 2014 r. Dotychczas w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w dolnośląskim oddziale PCK zarzuty postawiono siedmiu osobom. Główny podejrzany to wybrany z list PiS radny Sejmiku Województwa Dolnośląskiego Jerzy G. W lutym 2018 roku trafił do aresztu. Przebywał tam kilka miesięcy.

Zniknęło 46 ton żywności

"Gazeta Wyborcza" opublikowała pod koniec lutego br. informację o nowych wątkach w tej sprawie. "Z dolnośląskiego oddziału PCK, którym kierowali politycy PiS, wyprowadzano nie tylko pieniądze, ale także przekazywane dla ubogich jedzenie. Śledczy nie mogą doliczyć się 46 ton darów. Według świadka rozdawano je przy okazji kampanii wyborczej polityków PiS" - napisał dziennik. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu Małgorzata Klaus mówiła, że w sprawie tej "w najbliższym czasie" zostanie przesłuchana Anna Zalewska.

W mailu przesłanym do redakcji TVN24 prokuratura potwierdziła, że wątek zaginionej żywności jest badany. Śledczy z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu nie zdradzają jednak, ile żywności miało zniknąć ani czy była ona faktycznie wykorzystywana jako paczki żywnościowe w trakcie kampanii wyborczej w 2015 roku. "Okoliczności te podlegają analizie, trwają ustalenia w tym zakresie. Ustalenia dotyczyć będą całości żywności przekazanej do dolnośląskiego PCK w związku z realizacją dwóch programów pomocowych. Powyższe dotyczy między innymi takich produktów, jak jabłka" - czytamy w informacji prokuratury.

MATERIAŁ "FAKTÓW PO POŁUDNIU" Z 21 LUTEGO 2019 ROKU:

Autor: js//rzw / Źródło: TVN24, tvn24.pl, PAP