Powrót mroźnej zimy wywołał u wielu osób pragnienie maksymalnego wykorzystania stwarzanych przez nią sposobności. W poniedziałek czołówki mediów obiegły zdjęcia dziesiątek osób spacerujących w Gdańsku po zamarzniętej Motławie. Dla ratowników i strażaków takie obrazki to widok - nomen omen - mrożący krew w żyłach. - Musimy pamiętać, że grubość lodu na rzekach nie jest w każdym miejscu taka sama i nigdy nie wiadomo, czy tafla nie pęknie pod naporem wielu chodzących po niej osób - zauważył w "Tak jest" w TVN24 ratownik medyczny Ariel Szczotok. Zaprzeczył jednocześnie, jakoby ostrzeżenia przed wchodzeniem na skute lodem akweny było ich "demonizowaniem". Pytany, jak reagować, gdy zobaczymy, że ktoś w mroźny dzień wpadł do wody lub wykazuje objawy wyziębienia, przypomniał, że kluczowy jest telefon pod numer 112 lub 999. Gdy go wykonamy, powinniśmy przede wszystkim odizolować osobę od podłoża, a jeśli odzież jest mokra, zdjąć ją i okryć osobę czymś innym lub ogrzewać własnym ciałem. Nie należy jej przy tym przenosić, bo grozi to przemieszczeniem się wyziębionej krwi z kończyn do serca i nierzadko śmiercią. Bryg. mgr inż. Karol Kierzkowski, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej, zwrócił uwagę, że mroźna pogoda sprzyja pożarom: szczególnie często powoduję je niesprawne lub chałupnicze instalacje grzewcze, które grożą również zatruciem tlenkiem węgla.