Ktoś musiał zapalić zielone światło na szczeblu politycznym. Żaden wojskowy nie podejmuje decyzji samodzielnie - mówił w debacie "Prowokacja Putina - test dla NATO" w TVN24+ płk Andrzej Derlatka o zestrzeleniu rosyjskich dronów. W jego przekonaniu, naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej oznacza "wejście przez Rosję o co najmniej dwa szczeble po drabinie eskalacji", co "oznacza to poważną zmianę sytuacji międzynarodowej". Dr Witold Repetowicz (Akademia Sztuki Wojennej) stwierdził, że "atak cały czas trwa, tylko przeszliśmy do jego drugiej fazy, która odbywa się w sferze informacyjnej i międzynarodowej". Zwrócił przy tym uwagę, że "Białorusini uruchomili narrację, że to jest prowokacja Polski, która chce storpedować rozmowy pokojowe i tego można się było spodziewać". Zdaniem Agnieszki Lichnerowicz (TOK FM) "dużo więcej uwagi powinniśmy przyłożyć do sfery propagandowo-psychologicznej". Wskazała przy tym na badanie Res Futura wczorajszych reakcji w internecie, które według niej "ma bardzo jasny przekaz - przegraliśmy wojnę informacyjną z Rosją". Mykoła Kniażycki podkreślił, że te 38 procent komentarzy w polskich mediach społecznościowych, w których mówiono, że drony były ukraińską prowokacją, "nie były pisane przez Polaków". - To są boty rosyjskie - podkreślił. W ocenie Pawła Prusa, członka Rady Odporności przy MSZ, "działania dezinformacyjne wokół tego wtargnięcia to nie był skutek ataku czy późniejszy efekt, a jego integralna część". Płk Maciej Matysiak, ekspert fundacji Stratpoints, zaznaczył, że celem Rosji jest zmiana niekorzystnego dla niej układu sił - działanie na podział tych, którzy mogą grozić Rosji".