- Pozwiemy ich (Lubelskie Centrum Innowacji i Technologii - red.) za to do sądu. To, co zrobili, jest rzeczą haniebną i nieludzką. W dzisiejszych czasach bardzo trudno tak funkcjonować bez prądu, a trwa to już od czterech miesięcy - denerwuje się Barbara Bałaban.
Razem z mężem Romanem mieszka od ponad 35 lat w lokalu służbowym w budynku obok Pałacu Popławskich (wzniesiono go w 1905 roku - przyp. red.) w Łysołajach w powiecie łęczyńskim.
Uważają, że prąd został odcięty bezprawnie
- Pałac stoi dziś pusty, jednak jeszcze 15 lat temu mieścił się w nim szpital neuropsychiatryczny, który przeniósł się do Lublina. My zostaliśmy. Dokładnie 7 sierpnia 2025 roku, po tylu latach regularnego płacenia czynszu i wszelkich rachunków, zarządca budynku odciął nam prąd. W naszej ocenie było to działanie bezprawne - mówi Barbara Bałaban.
Jej mąż był w szpitalu dozorcą. Lokal obok już od 43 lat zajmuje natomiast Aleksandra Kowalska. Była w szpitalu kucharką. Obecnie mieszka razem z dorosłym wnukiem.
Ładują telefony u sąsiadów we wsi, piorą ręcznie
- Radzimy sobie, jak możemy. Telefony komórkowe chodzimy ładować do sąsiadów we wsi, pierzemy ręcznie, jedzenie kupujemy takie, żeby szybko zjeść i się nie zmarnowało, bo lodówki nie działają. Dobrze, że mamy chociaż wodę i gaz. Bez tego nie moglibyśmy nawet się ogrzać i coś ugotować - rozkłada ręce Aleksandra Kowalska.