Wybuch bomby spowodował powstanie metrowego krateru tuż obok samochodu ze specjalistyczną aparaturą, gdzie pracowali dwaj Polacy. Pracownikom firmy Geofizyka Toruń nic się nie stało, ale ranny został ich kierowca - Hindus.
- Żadnemu z nich, na szczęście, nic się nie stało. Cała nasza 9-osobowa ekipa jest bezpieczna. Na razie nie pracuje - mówi Małgorzata Skręt, dyrektorka do spraw PR w Geofizyce. Jak dodaje, cała warta około 300 tysięcy dolarów aparatura, została zniszczona.
Ładunek wybuchowy został zakopany w ziemi, w miejscu gdzie prowadzone były prace związane z poszukiwaniem ropy naftowej, około trzech metrów od samochodu.
"To nie było niedopatrzenie"
Polacy nie wierzą w to, że mógł być to przypadek. Ich zdaniem był to zamach na ich życie. Na początku kierownictwo firmy zbagatelizowało informację o wybuchu. Małgorzata Skręt, twierdziła, że wybuch nastąpił przez przypadek. Przy pracach poszukiwawczych Polacy również wykorzystują materiały wybuchowe, jednak ich zdaniem są to inne ładunki, które pozostawiają po sobie charakterystyczne ślady. W tym przypadku ich nie było.
ULFA przyznaje się do zamachu
Do zamachu przyznała się polityczno-militarna organizacja - Zjednoczony Front Wyzwolenia Assamu - ULFA. Separatyści z ULFA od 1979 roku walczą o oderwanie Assamu od Indii.
To oni prawdopodobnie podłożyli bombę pod pociąg pasażerski jadący z Assamu do Delhi w grudniu 2007 roku, zabijając wówczas pięć osób. W 2005 roku ugrupowanie przyznało się do ataków na instalacje naftowe. Są oni przeciwni wszelkim badaniom geologicznym, między innymi takim, jakie wykonywali pracownicy z Geofizyki Toruń.
Assam jest obecnie uznawany za jeden z najniebezpieczniejszych regionów Indii.
Źródło: gazeta.pl, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: internauta