Raj to może jest pod względem temperatury, słońca, pięknych widoków itp. Ale praca już tak piękna nie jest. Od rana do wieczora prawdziwa harówa. Setki kilometrów pól uprawnych i plantacji. A na nich Polacy, głównie z południa i północy Polski. Przyjechali za pracą a dostali się w ręce mafii. To nie scenariusz filmu sensacyjnego, tak było. Czy teraz tak właśnie jest? Trudno powiedzieć, bo oczywiście nikt z zainteresowanych nie chce mówić. Jedni ze wstydu, że im się nie udało inni ze strachu a jeszcze inni liczą, że teraz wszystko się zmieni. Wiem, że brak pieniędzy i możliwość zarobku zmusza ludzi do różnych życiowych decyzji. Ale nie potrafię wytłumaczyć łatwowierności niektórych. Nie potrafię zrozumieć jak można jechać setki kilometrów (często nie znając języka!!!) nie wiedząc gdzie i do czego się jedzie.Apele o roztropność czy przestrogi nie pomagają. Brak jakiegokolwiek zaufania ze strony Polaków tam pracujących do dziennikarzy też problemu nie rozwiązuje. Może wypowiedź jednego czy drugiego przetarłaby oczy następnym wybierającym się w podobną podróż. Może.....Będąc tam przez chwile miałem wrażenie, ze ONI (czyli Polacy tam pracujący) myślą w ten sposób: skoro mnie się nie udało to dlaczego ma się udać innym… Oby było to mylne wrażenie!!
PRosiecki