"Chwila, wycięto drzewa i zniszczono roślinność wokół rzeki i się tym ktoś chwali?", "te zdjęcia wyglądają jak dowody wyjęte z jakichś akt prokuratury. Katastrofa" - takie między innymi wpisy pojawiły się pod postem zamieszczonym w mediach społecznościowych przez Rafała Kowalika, burmistrza Szczebrzeszyna.
Burmistrz: rzeka gruntownie oczyszczona
Samorządowiec opublikował zdjęcia z nabrzeży, przepływającego przez miasto, Wieprza. Stwierdził, że rzeka została "gruntownie oczyszczona na odcinku od mostu na Przedmieściu Zamojskim aż do Zakładu Gospodarki Komunalnej".
"Wybrano zalegające w rzece muł i drzewa, wykoszono brzegi, a koryto rzeki zostało poszerzone i odmulone. Dzięki temu ten odcinek Wieprza jest dziś znacznie bardziej uporządkowany i dostępny również dla kajakarzy. To wspaniały przykład współpracy samorządu z Wodami Polskimi i tego, że wspólnie możemy zrobić coś dobrego dla naszej gminy" - czytamy w poście.
Przyrodnik: zapamiętajcie te obrazki
W ostrych słowach skomentował to aktywista przyrodniczy Daniel Petryczkiewicz, autor książki o rzece Małej w Konstancinie-Jeziornie.
"Zapamiętajcie te obrazki. To dewastacja dzikiej, meandrującej, znanej w całej Polsce rzeki Wieprz" - napisał na swoim profilu.
Oburzył się, że w czasach postępującej suszy hydrologicznej nad Wieprz przyjechały koparki i pogłębiły koryto.
"Ta wyrwana z dna roślinność, wyciągnięte z rzeki pnie drzew, zwały mułu na brzegu - zubożają rzekę" - czytamy w poście.
Są inne metody niż używanie do tego koparki
Przyrodnik tłumaczy nam, że to tak jakby ktoś przyjechał do lasu koparką i wyrwał ściółkę.
- I tak jak lasy mają swoje plany urządzania lasu, tak rzeki mają plany utrzymania wód, które zakazują - tak jak w przypadku Wieprza - pogłębiania koryta - mówi Petryczkiewicz.
Bo trudno jego zdaniem nazwać odmulaniem sytuację, w której takie prace wykonywane są przez koparkę.
- Są na to inne metody - zaznacza.
Bez poszanowania przyrody
Wskazuje też, że - pomijając już wszystko inne - roboty zostały wykonane niechlujnie i bez poszanowania przyrody.
- Proszę zwrócić uwagę na widoczną na jednym ze zdjęć rosnącą na brzegu olchę, która została pokaleczona ramieniem koparki - mówi.
Wskazuje też, że takie prace pogłębiają problem suszy hydrologicznej, z którą boryka się Polska. - Obniża się dno rzeki, a razem z nim poziom wód gruntowych - podkreśla nasz rozmówca.
Zaznacza, że burmistrz może o tym wszystkim nie wiedzieć, bo nie jest specjalistą od utrzymania rzek, ale z całą pewnością taką wiedzę musi mieć wykonawca prac. Czyli Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie.
- I to jest najbardziej oburzające - że Wody Polskie nie zatrzymały zapędów burmistrza - podkreśla przyrodnik.
Burmistrz: koryto zarośnięte, zamulone i pełne przeszkód
Burmistrz odpierając na Facebooku niepochlebne komentarze stwierdził, że łatwo jest siedzieć z boku i mówić "lepiej nic nie robić", bo rzeka sama powinna kształtować swoje koryto bez ingerencji człowieka.
"Tylko że przez ponad 60 lat właśnie to 'nicnierobienie' doprowadziło do sytuacji, w której koryto było zarośnięte, zamulone i pełne przeszkód" – napisał burmistrz.
Na prośby mieszkańców
Nam mówi, że wychował się nad Wieprzem i pamięta czasy, gdy rzeka miała nawet sześć metrów szerokości.
- Z czasem zaczęła się zamulać, w wodzie lądowały suche konary rosnących na brzegach drzew, ale też różnego rodzaju odpady. Takie jak opony. Nikt tego nie sprzątał. Koryto oraz brzegi zarastały też roślinnością. Do tego stopnia, że rzeka miała jedynie metr szerokości. To wszystko sprawiło, że zaczęła w czasie roztopów wylewać na okoliczne łąki i zbliżać się do pobliskich domów – opowiada Rafał Kowalik.
Dodaje, że to właśnie okoliczni mieszkańcy prosili o odmulenie rzeki.
- Teraz ma około trzech metrów szerokości, nie ma w niej odpadów i nie jest zarośnięta. Nie widzę tu żadnej degradacji, a wręcz przeciwnie. Trzeba jednak podkreślić, że coś może mi się osobiście podobać, albo nie, ale to nie urząd miasta był wykonawcą prac, tylko Wody Polskie. Samorząd nie wydał na to ani złotówki - podkreśla burmistrz.
Wody Polskie: odmulenia, a nie pogłębienie
Tomasz Makowski, rzecznik lubelskiego zarządu Wód Polskich, informuje że prace zostały wykonane na wniosek burmistrza, który alarmował o nadmiernym spłyceniu koryta w wyniku rozrostu roślinności, nagromadzenia mułu i innych osadów, co zwiększało ryzyko podtopień m.in. infrastruktury miejskiej.
- Ponadto burmistrz powoływał się na liczne petycje mieszkańców miasta oraz okolicznych rolników. Prace polegały przede wszystkim na odmuleniu rzeki i wykoszeniu nadmiaru roślinności. Przy okazji z koryta wydobyto szereg odpadów wielkogabarytowych, które również przyczyniają się do wypłycenia rzeki - zaznacza rzecznik.
Podkreśla, że nie doszło tu do pogłębienia koryta, ale jedynie do jego odmulenia. Zaznacza też, że zdjęcia, które można było oglądać na profilu facebookowym burmistrza zostały wykonane w trakcie prac, kiedy teren nie został uporządkowany i przywrócony do stanu pierwotnego.
- Dlatego ze strony wizualnej czy estetycznej może budzić wątpliwości. Wydobyty muł, widoczny na zdjęciach, zostanie wykorzystany do rozplantowania brzegów, które następnie będą obsiane trawą. Wszelkie insynuacje, że doszło do katastrofy ekologicznej i zniszczenia rzecznego ekosystemu uważam za daleko idącą nadinterpretację - twierdzi Makowski.
Kolejny fragment
Wody Polskie zamierzają też - jak mówi - uporządkować kolejny fragment koryta rzeki.
- Chodzi o fragment w okolicach ulicy Klukowskiego, gdzie woda zaczęła podmywać mur oporowy drogi powiatowej oraz fundamenty zabytkowego budynku młyna. Całościowe koszty prac na obu odcinkach to 73 tysiące złotych brutto - zaznacza rzecznik.
Wpisu nie ma już na profilu burmistrza
Postu, od którego zaczęła się cała sprawa, nie ma już na profilu facebookowym burmistrza.
Jak nam powiedział, zarchiwizował wpis, bo - jak stwierdził - nic złego się tu nie stało, chodzi o niewielki odcinek rzeki, a wybuchła afera na całą Polskę. Wpis burmistrza można za to zobaczyć na profilu Daniela Petryczkiewicza, który zrobił w porę zrzut ekranu.