W tragicznym wypadku 16 września 2023 roku na autostradzie A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego zginęły trzy osoby: Patryk, Martyna i pięcioletni Oliwier. Rodzina spłonęła żywcem po tym, jak w ich Kię wjechało rozpędzone do ponad 300 kilometrów na godzinę BMW. Za kierownicą tego samochodu siedział Sebastian M. W środę mężczyzna został skazany na maksymalny możliwy przy tej kwalifikacji czynu wymiar kary - osiem lat pozbawienia wolności. Z możliwością starania się o przedterminowe zwolnienie po sześciu latach.
Sebastian M. odpowiadał za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Kara mogłaby być wyższa, gdyby prokuratura i sąd przyjęli, że doszło do zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Według niektórych taka kwalifikacja lepiej oddałaby to, co faktycznie stało się na autostradzie.
"Nikt nie wyobrażał sobie takich szokujących prędkości"
Dr hab. Mikołaj Małecki, profesor z Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, ocenił w "Faktach po południu", że "byłby daleki od stwierdzenia, że został popełniony jakiś błąd" ze strony prokuratury i sądu. Podkreślił, że instytucje te kierowały się "dotychczasową interpretacją przepisów".
- Sąd uznał, że ma miejsce brawurowy, szokująco groźny wypadek, ale jednak jest to nieumyślny wypadek [...]. Apeluję do prawników, bardziej na przyszłość, niekoniecznie jeżeli chodzi o tę konkretną sprawę, żeby spoglądać na to, co dzieje się [...] w sytuacjach tak ekstremalnej, tak szokującej, brawurowej jazdy, adekwatnie do sytuacji - skomentował karnista.
Prof. Małecki podkreślił, że to, jak "społecznie będziemy podchodzili do określonych zdarzeń na drodze", wynika "z tego, jak nazwie to sąd". - I tutaj wchodzi w grę przepis o zabójstwie popełnianym z zamiarem ewentualnym. Gdy sto lat temu myślano o zabójstwie z zamiarem ewentualnym, o godzeniu się sprawcy na skutek, to nikt nie wyobrażał sobie takich szokujących prędkości i tak brawurowej jazdy z takim rażącym łamaniem zasad bezpieczeństwa - stwierdził.
Profesor ocenił, że jeśli kierowca rozwija tak wysoką prędkość, to znaczy, że "jest obojętny na los innych ludzi". - Można powiedzieć, że w takich najbardziej szokujących sytuacjach po prostu powinien wejść w grę przepis o zabójstwie - zaznaczył.
Karnista o wypadku na A1: samochód jak pocisk
- Rozwinięcie prędkości do 300 kilometrów na godzinę [...] odbiera temu kierowcy w tamtym momencie, gdy pruje z prędkością startującego samolotu, realną szansę na jakąkolwiek reakcję na jakieś zagrożenie, które może się pojawić na drodze. Ja to porównuję do człowieka, który bierze broń palną i sobie strzela na ulicy, wzdłuż ulicy. Jeżeli ktoś wyjdzie zza winkla i zostanie trafiony, to powiemy, że to jest zabójstwo z zamiarem ewentualnym - podkreślił prawnik.
Karnista porównał samochód do wystrzelonego pocisku, "nad którym nikt nie sprawuje kontroli". - Namawiam prawników w togach, prokuratorów, sędziów, żeby spojrzeli na tę sytuację w realiach XXI wieku. Żeby po prostu adekwatnie nazwać te najbardziej szokujące zdarzenia na drodze. Nie nieumyślnym wypadkiem [...]. Tutaj mamy świadomy wybór i skrajnie niebezpieczną prędkość - dodał.
Zdaniem profesora Małeckiego nie jest potrzebna zmiana przepisów, a tylko sposób ich interpretacji.