39-letni mężczyzna przyjechał wraz z rodziną oraz psem do łódzkiego zoo. - Gdy okazało się, że na teren obiektu nie można wejść ze zwierzętami, postanowił pozostawić psa w samochodzie. Później tłumaczył, że zostawił uchyloną szybę - relacjonował na antenie TVN24 reporter Piotr Borowski. Jak dodał, zwierzę zostało uratowane dosłownie w ostatniej chwili.
Właściciel psa usłyszał zarzuty
W poniedziałek policjanci przedstawili mężczyźnie zarzut znęcania się nad zwierzęciem poprzez pozostawienie go w rozgrzanym pojeździe bez dostępu do wody i jedzenia, podczas gdy na zewnątrz panowały bardzo wysokie temperatury. Grozi mu kara do trzech lat więzienia.
Suzi została uwolniona z rozgrzanego samochodu dzięki reakcji jednej z kobieta, która zauważyła psa zamkniętego w aucie. Przez pewien czas obserwowała pojazd, a następnie wezwała służby. Na miejsce przyjechała policja oraz Animal Patrol.
Od momentu zauważenia psa do jego uwolnienia minęła godzina. Zwierzę trafiło najpierw do lecznicy weterynaryjnej, a następnie do schroniska, gdzie przebywa na obserwacji. Przez dwa tygodnie pozostanie na kwarantannie. O jego dalszym losie zdecyduje sąd - pies może zostać zwrócony właścicielowi lub przekazany do adopcji.
50 stopni Celsjusza w samochodzie
Reporter przeprowadził także eksperyment - w zamkniętym samochodzie pozostawił termometr. Przy temperaturze powietrza 24 stopni Celsjusza, wewnątrz pojazdu termometr wskazał aż 50 stopni. To pokazuje, jak niebezpieczne i potencjalnie tragiczne w skutkach może być pozostawienie zwierzęcia w zamkniętym aucie, nawet na krótki czas.