Pytany o śmiertelne ciosy opowiadał o "dziurze w pamięci". Biegli: podejrzany o zabójstwo Pauliny był poczytalny

TVN24 | Łódź

Autor:
bż/ks
Źródło:
TVN24 Łódź
Wizja lokalna trwała blisko 10 godzinTVN24 Łódź
wideo 2/3
TVN24 ŁódźWizja lokalna trwała blisko 10 godzin

Śledztwo w sprawie zabójstwa 28-letniej Pauliny z Łodzi niedługo się skończy. Prokuratura ma już opinie biegłych psychologów i psychiatrów, z których jednoznacznie wynika, że podejrzany o zbrodnię 41-letni Mamuka K. był w pełni poczytalny i może odpowiedzieć za to przed sądem. Gruzinowi grozi dożywocie.

Łódzka prokuratura podkreśla, że po zapoznaniu się z okolicznościami zbrodni i sposobem tłumaczenia się podejrzanego, należało stwierdzić, czy 41-letni Gruzin był poczytalny w chwili zabójstwa.

- Nie było potrzeby przeprowadzania obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Opinie pozyskane po badaniach odbywających się w placówkach medycznych jednoznacznie wskazują, że Mamuka K. był poczytalny w momencie popełniania zbrodni i może w pełni odpowiadać za swoje czyny - mówi tvn24.pl Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury.

Dodaje, że w najbliższym czasie zakończy się śledztwo i do sądu trafi akt oskarżenia. 

- Czekamy jeszcze na jedną opinię. Potem z aktami zapoznawać będzie się podejrzany - informuje Kopania. 

Śmiertelnych ciosów nie pamiętał

Mamuka K. podczas przesłuchań w prokuraturze przyznał się do zabójstwa 28-letniej Pauliny, do którego doszło w październiku 2018 roku. Jak twierdził, "nie chciał tego zrobić". 

Wersja przedstawiona przez Gruzina była niekompletna i momentami niespójna. Dlatego też we wrześniu ubiegłego roku odbyła się wizja lokalna. W jej trakcie Mamuka K. przyznał, że nie może przypomnieć sobie momentu, kiedy zadawał ciosy młodej kobiecie nożem. Twierdził, że ma "dziurę w pamięci". Szczegółowo za to opisał, jak ścierał krew i co robił, żeby ukryć ciało.

Podejrzany o brutalne morderstwo Mamuka K. trafił do PolskiFakty TVN

Mamuka K. - jak twierdzą śledczy - poznał swoją późniejszą ofiarę na ulicy Piotrkowskiej. Paulina D. bawiła się w piątek 19 października w towarzystwie znajomych. Gruzina spotkała w sobotę rano.

Wiadomo, że Mamuka K. poprowadził kobietę do hostelu przy ul. Żeromskiego. Tam mieszkała grupa obcokrajowców, pracujących na pobliskiej budowie. Wtedy, tuż po ósmej rano, większość lokatorów była już w pracy.

- Nasze ustalenia wskazują, że kobieta została pobita i pozbawiona życia. Sprawca działał z motywów seksualnych. Przyczyną zgonu były ciosy ostrym narzędziem w szyję. Najpewniej nożem, który udało się zabezpieczyć - informował Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury.

Ciało kobiety zostało przewiezione w pobliże Stawów Jana i tam porzucone. Mamuka K. niedługo potem wyjechał z Polski.

Gruzinowi grozi dożywocie TVN24 Łódź

Zwłoki kobiety zostały odnalezione 26 października.

Problemy z ekstradycją i próba samookaleczenia się 

Gruzin został zatrzymany 1 listopada 2018 roku w Kijowie. Robił co mógł, żeby jak najbardziej odwlec w czasie spotkanie z polskimi śledczymi. Kiedy przebywał w celi, wystąpił o przyznanie mu statusu uchodźcy. Ten ruch skutecznie sparaliżował ekstradycję mężczyzny do Polski na blisko trzy miesiące.

Po wielu zawirowaniach i wątpliwościach, które opisywaliśmy na portalu tvn24.pl, ukraiński sąd w czerwcu 2019 roku zgodził się na ekstradycję. Operację przekazania Mamuki K. do Polski trzeba było jednak przełożyć, bo Gruzin zadał sobie cios nożem. Rana, którą sobie zadał, nie zagrażała jego życiu.

Rzecznik łódzkiej prokuratury: Mamuka K. składa bardzo obszerne wyjaśnieniatvn24

Autor:bż/ks

Źródło: TVN24 Łódź

Źródło zdjęcia głównego: Policja, archiwum prywatne