Ekolodzy noc spędzili na kominie elektrowni. Ci, którzy już zeszli, dziś usłyszą zarzuty

Bełchatów. Ekolodzy noc spędzili na kominie elektrowni
Noc spędzili na kominie. Siedmiu innych ekologów usłyszy zarzuty
Źródło wideo: TVN 24 Łódź
Źródło zdj. gł.: Greenpeace Polska
Noc spędzili na mrozie, na kominie elektrowni liczącym 180 metrów. Grupa ekologów z Greenpeace wtargnęła na teren kluczowej dla polskiej energetyki elektrowni w Bełchatowie. Domagają się między innymi zmian w polityce energetycznej Polski. We wtorek po południu policja zatrzymała siedmiu uczestników protestu. Dzisiaj mają usłyszeć zarzuty.

O wtargnięciu ekologów na teren największej w kraju elektrowni zasilanej węglem brunatnym pisaliśmy na tvn24.pl we wtorek.

- Początkowe informacje wskazywały na to, że na komin weszło około siedmiu osób. Dziś już wiemy, że była to większa grupa - mówi asp. Ewelina Maciejewska z bełchatowskiej policji.

Grupa ekologów, w skład której wchodzą m.in. aktywiści z Polski, Austrii, Chorwacji, Indonezji, Niemiec, Szwajcarii i Węgier, wtargnęła na teren elektrowni we wtorek rano.

- Około godziny 17 na dół zeszła siedmioosobowa grupa, która została zatrzymana. W jej skład wchodzą obcokrajowcy - wyjaśnia asp. Maciejewska.

Aktywiści spędzili noc w policyjnej izbie zatrzymań. Dziś mają usłyszeć zarzuty.

- Mówimy tu o przestępstwie polegającym na nieuprawnionym wtargnięciu na teren prywatny bez wiedzy i zgody właściciela. Za ten czyn polski kodeks przewiduje do roku pozbawienia wolności - mówi rzeczniczka bełchatowskiej komendy.

Trwają rozmowy

Przedstawiciele Greenpeace podkreślają, że na noc na kominie zostało sześć osób. Od wczoraj rozmawiają z nimi policyjni negocjatorzy. Namawiają ekologów do zejścia.

Greenpeace podkreśla, że uczestnicy protestu mają sprzęt i wiedzę niezbędną do tego, aby ich życie nie było zagrożone.

- Wejście na chłodnię kominową największej elektrowni węglowej w Europie i decyzja o tym, by spędzić na niej noc to niezwykły akt odwagi i determinacji ze strony obrońców klimatu - mówi Katarzyna Guzek, rzeczniczka prasowa Greenpeace Polska.

Wzywa przy tym polityków, decydujących o dalszych krokach na rzecz ochrony klimatu, "do wykazania się podobną odwagą i determinacją".

- Tylko wtedy mamy szansę uniknąć katastrofy klimatycznej - zaznacza Guzek.

W zupełnie innym tonie wypowiadają się od wczoraj przedstawiciele Polskiej Grupy Energetycznej. Chociaż wskazują, że praca elektrowni w żaden sposób nie jest utrudniona, to zwracają uwagę na fakt, że protest ekologów odbywa się w miejscu, gdzie jest ujemna temperatura i występuje oblodzenie.

Protest

Przedstawiciele Greenpeace podkreślają, że świat zmaga się z konsekwencjami kryzysu klimatycznego. W specjalnym raporcie Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu, który ukazał się w październiku tego roku, eksperci nie pozostawiają wątpliwości, że stoimy na krawędzi katastrofy klimatycznej.

Żeby jej zapobiec, trzeba powstrzymać wzrost średniej globalnej temperatury. W krajach rozwiniętych, w tym w Polsce, oznacza to konieczność odejścia od spalania węgla do 2030 roku.

Tymczasem resort energetyki zapowiedział w ubiegłym tygodniu stopniowe odchodzenie od energetyki wiatrowej na lądzie. Obecnie z węgla powstaje w Polsce ok. 80 proc. energii elektrycznej. W 2030 roku ma to być 60, a w 2040 mniej niż 30 procent.

W to miejsce ma się pojawić prąd z elektrowni atomowej oraz odnawialnych źródeł energii - kluczową rolę odgrywać ma rozwój fotowoltaiki (kolektory słoneczne) oraz morskich farm wiatrowych. Pierwsza taka farma ma ruszyć jednak dopiero po 2025 roku.

Los elektrowni wiatrowych na lądzie zdaje się przesądzony. Z rządowego dokumentu wynika, że ilość mocy przez nie wytwarzanej będzie jeszcze przez kilka lat rosła, ale potem zacznie spadać. Do roku 2040 wiatraki mają niemal zniknąć z polskiego krajobrazu.

Autor: bż/gp / Źródło: TVN 24 Łódź

Czytaj także: