Źródło: TVN24
Kluczowe fakty:
- Wprawdzie komitet referendalny nie ma barw politycznych, ale linia podziału jest jasna: w próbę odwołania Miszalskiego zaangażował się prawicowo-konserwatywny i antyunijny obóz z udziałem PiS, Konfederacji i pseudokibiców piłkarskich.
- Szczypty egzotyki dodaje łagodne poparcie dla referendum partii Razem. Nawet ten wątek jest bliźniaczo podobny do polityki sejmowej, gdzie ugrupowanie Adriana Zandberga lawiruje między krytykowaniem rządu, a popieraniem go.
- Lider inicjatywy referendalnej Jan Hoffman pozostaje bezpartyjny. Natomiast finansowo wspiera go stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców, czyli polityczne zaplecze Łukasza Gibały - radnego i przedsiębiorcy, który przegrał dwa lata temu o włos wybory na prezydenta Krakowa z Miszalskim.
- Dla prawicy w całej Polsce krakowskie referendum już jest sukcesem. Rozproszone do tej pory ruchy opowiadające się za priorytetem dla samochodów, sceptyczne wobec prób poprawy jakości powietrza, czy mniej chętne tworzeniu dróg rowerowych udało się zjednoczyć pod jednym szyldem.
- Europosłanka Konfederacji ogłosiła nawet "sezon na odwoływanie prezydentów z KO". A członkowie lub samorządowcy z KO powiązani rządzą w całej dziesiątce największych miast i w większości mniejszych. PiS i Konfederacja z nielicznymi wyjątkami, nie mają w miejskiej Polsce żadnej władzy.
W sklepie z męską odzieżą na krakowskich Bronowicach prezydent Aleksander Miszalski kupił pasek i czerwony krawat. Wychodząc, w jednej dłoni trzymał papierową torbę, drugą uścisnął rękę właścicielowi – panu Maciejowi. Następne pochwalił się zakupami przed kamerą. Nagranie zamieścił w sieci.