Policjanci z Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości ustalili, kto miał stać za głośnym wyciekiem danych użytkowników serwisu Morele.net. Jak poinformował w poniedziałek rzecznik prasowy CBZC kom. Marcin Zagórski, mężczyzna usłyszał zarzuty i przyznał się do zarzucanych mu czynów.
Przypomnijmy, że do przełamania zabezpieczeń teleinformatycznych i pozyskania bazy danych ponad dwóch milionów klientów sklepu internetowego Morele.net doszło w 2018 roku. Jak wyjaśnił kom. Zagórski, początkowo postępowanie zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawcy, jednak sprawa pozostawała w zainteresowaniu organów ścigania.
30 stycznia, po blisko ośmiu latach od zdarzenia, 29-letni obywatel Polski usłyszał zarzuty dotyczące bezprawnego uzyskania i ujawnienia informacji.
- Podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu oraz złożył obszerne wyjaśnienia - przekazał rzecznik CBZC. Wytypowanie i identyfikacja osoby odpowiedzialnej za wyciek były możliwe między innymi dzięki współpracy z pokrzywdzonym. - Pozwoliło nam to na zidentyfikowanie wektora ataku, ustalenie przebiegu zdarzenia oraz - na podstawie pozostawionych przez sprawcę śladów - ustalanie jego personaliów - przekazał kom. Zagórski.
Zakres ujawnionych danych
Ujawnione informacje obejmowały między innymi imiona i nazwiska, adresy e-mail, numery telefonów, adresy zamieszkania oraz zaszyfrowane hasła do kont użytkowników. Dane dotyczące płatności nie były objęte incydentem. Po wykryciu naruszenia podjęto działania zabezpieczające, a klienci sklepu zostali poinformowani o zdarzeniu.
Maksymalny wymiar kary za zarzucane przestępstwo to dwa lata więzienia. Postępowanie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Krakowie.
Opracowała Natalia Grzybowska
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock