Ner jest najdłuższą rzeką w województwie łódzkim, jej długość wynosi 134 kilometry. Swój bieg zaczyna w okolicach łódzkich Mileszek i płynie w kierunku zachodnim, będąc prawobrzeżnym dopływem rzeki Warty.
Na terenie Łodzi nie ma z nią większych problemów, rzeka daje się jednak we znaki gminom w północno zachodniej części województwa łódzkiego - chodzi o okolice Łęczycy. Praktycznie nie ma roku, żeby nie zalewała rolnikom łąk, czy upraw. Zdarzają się tez incydenty, że woda w wyniku przerwania wału "podchodziła" pod domy - tak było w lutym 2022 roku, kiedy we wsi Kosew doszło wylania rzeki na ogromny obszar.
Gmina prosi o interwencję, ale większość musi robić sama
Wójt gminy Świnice Warckie, przyznaje, że co roku słyszy, że sytuacja z rzeką poprawi się, ale na słowach się kończy. - Niestety zbyt dużych ruchów w kierunku pozytywnym u nas nie zaobserwowałam. Mieliśmy pod koniec roku sytuację awaryjną z przerwanym wałem, który musieliśmy we własnym zakresie zabezpieczyć, żeby woda się nie wylewała i nie zagrażała mieszkańcom - mówi nam Sylwia Bartczak. - Pisaliśmy do Wód Polskich o zabezpieczenie środków na rok 2026, żeby wykonały podstawowe remonty, ale również na całej długości wału znajdującego się na terenie naszej gminy - żeby zrobić modernizację, założyć specjalną siatkę zabezpieczającą przed dość dużą inwazją bobrów, niestety otrzymaliśmy pismo, że ze względu na duże koszty takie inwestycje w roku 2026 nie mogą być zrealizowane. Wygląda to tak, że jeśli się coś dzieje, to my w ramach zarządzania kryzysowego musimy zabezpieczyć wały, zabezpieczyć mieszkańców - mimo że to nie leży w naszych kompetencjach - ale właśnie to robimy i ponosimy przy tym koszty - dodała wójt Bartczak.
- Najczęstszym zagrożeniem jest zatorowość, która występuje przy mostach i często to zgłaszamy i zazwyczaj nie jest to robione przez zarządcę i my różnymi sposobami usuwamy te zatory - z pomocą między innymi mieszkańców, którzy udrażniają te mosty, żeby ta płynność wody była zachowana. Jeśli chodzi o zbliżające się roztopy, to my naprawdę czujemy się zagrożeni dość mocno, bo na Nerze od powodzi stulecia - od 1997 roku kompleksowych remontów nie było wykonywanych, więc jakość tych wałów i stabilność przy bardzo dużej aktywności bobrów - przy wyższym poziomie wody niestety budzi wątpliwości i moje i mieszkańców - podsumowuje wójt.
"Szkoda na ten temat gadać"
Pojechałem do wsi Kosew, gdzie przed czterema laty został przerwany wał na rzece Ner, podobna sytuacja - jak usłyszałem, miała miejsce też wczesną jesienią ubiegłego roku. Zacząłem od posesji byłego sołtysa, którego nie zastałem na miejscu, ale wyszedł do mnie jego brat i starszy mężczyzna. - Dzieje się coś na Nerze, są jakieś prace prowadzone? - pytam mężczyznę. - Panie, tu nic się nie dzieje, ostatnio wczesną jesienią znów rozerwało wał przecież. Jest źle, a teraz jak przyjdą roztopy przecież, to będzie się działo. My sami tu parę razy łataliśmy te dziury - odpowiedział mężczyzna. - Teraz przed świętami była koparka na wale i coś tam robili - powiedział starszy mężczyzna. - Tutaj jest pełno bobrów, one są z tej i z tamtej strony rzeki, noszą te drzewa, dziury są w wałach, śladów jest pełno - dodał. - Tutaj też ludzie mieszkają, ale co im (Wody Polskie) tam po ludziach, najlepiej wszystko zalać, co oni się będą nami przejmować - podsumował mieszkaniec wsi Kosew. Pytam kobietę obecną na podwórku o całą sytuację, ta tylko machnęła ręką i powiedziała: "szkoda na ten temat gadać".
Walka z wiatrakami
Od byłego sołtysa pojechałem około kilometra dalej do drogi, która prowadzi nad samą rzekę. Po drodze minąłem kilkanaście zabudowań, na łące 500 metrów od wody pasły się krowy, 300 metrów przed wałem trwały prace rolne. Zatrzymałem się około 100 metrów od Neru, w oddali widziałem, że okoliczne łąki są zalane. - Niech pan tam dalej nie jedzie, ma pan niski samochód, może pan się zakopać, lepiej go tu zostawić - powiedział mi mężczyzna, który przyjechał na swoje pole terenowym samochodem. Powiedziałem mu, w jakiej sprawie przyjechałem, uśmiechnął się tylko i odpowiedział: "To walka z wiatrakami, od lat tak jest i my tu już nie wierzymy w żadne opowieści o tym, że te wały zostaną naprawione. Ja tu z żoną mieszkam w tamtym jasnym domu, to workami z piaskiem w tamtym roku żeśmy wejścia grodzili i piwnicę, żeby nam pieca nie zalało".
Przed samą rzeką właścicielowi pola nie udało się zebrać kukurydzy, bo ta została zalana. Może to świadczyć o tym co mówili mieszkańcy wsi Kosew, którzy zwracali uwagę, że wczesną jesienią został przerwany wał i wylała woda. Kiedy dotarłem nad rzekę, początkowo jej nie widziałem, była mocno zarośnięta trzciną. Dopiero na jej zakolu udało się ją dostrzec. Idąc wałem w kierunku północnym, zauważyłem ślady bobrów, wykopane korytarze, którymi zwierzęta przechodzą do rzeki, dalej można już zauważyć sporych rozmiarów drzewa, które na samym dole są przez bobry nadgryzione. To właśnie takie drzewo przed czterema laty runęło na wał i spowodowało jego przerwanie i podejście wody blisko zabudowań.
Idąc dalej, koryto rzeki jest coraz szersze, mijałem kolejne miejsca, gdzie żerują bobry i kolejne drzewa, które już zostały albo przewrócone, albo są nadgryzione. Takich drzew naliczyłem kilka tylko w tym jednym miejscu. Co chwilę widać też kolejne zejścia bobrów do rzeki. Dotarłem do miejsca, w którym w 2022 roku został przerwany wał, wszystko zostało naprawione.
"Linia brzegowa zrównała się z lustrem wody"
Od lat z problemami związanymi z rzeką Ner zmaga się tez gmina Grabów. Jej burmistrz mówi, że kiedy został włodarzem gminy, ta dostała od odchodzącego marszałka województwa łódzkiego pieniądze na prace na Nerze. Część tych pieniędzy gmina przekazała Wodom Polskim, które "pewne rzeczy wykonały". - My jako gmina - zgodnie z umową, jaką podpisaliśmy z urzędem marszałkowskim - oczyściliśmy między innymi kanały, założyliśmy przepusty, natomiast to, co należałoby zrobić na naszym terenie, to na pewno tę rzekę odmulić, żeby ta woda się nie zatrzymywała, powycinać zarośla. Ja przepłynąłem ze strażakami na pontonie cały nasz odcinek rzeki i faktycznie od przejazdu drogą powiatową w stronę Świnic, tam dalej linia brzegowa zrównała się z lustrem wody i faktycznie było widać duże zagrożenie, że tereny gminy Świnice Warckie zostaną zalane - powiedział Mariusz Jagielski. Burmistrz mówi o sytuacji z lipca 2025, kiedy nad Polską padały ulewne deszcze związane z niżem Genueńskim.
Szkody powodowane przez bobry, nornice i lisy
O sytuację na Nerze zapytałem w Wodach Polskich w Poznaniu - ten oddział zarządza rzeką na terenie między innymi powiatu łęczyckiego. Zapytałem między innymi czy planowane są większe prace na rzece, żeby mieszkańcy czuli się bezpieczniej i czy to prawda, że gminy muszą wielokrotnie same radzić sobie z zatorami czy uszczelnianiem wałów? Rzeczniczka najpierw odniosła się do sytuacji z 2022 roku i napisała, że "wskazane uszkodzenia na wysokości wsi Kosew nie dotyczą wałów przeciwpowodziowych. Przedmiotowe zdarzenie z lutego 2022 r. spowodowało, iż wody wezbraniowe wystąpiły z koryta rzeki i zalały tereny użytków zielonych w rejonie Kosewa, nie powodując zagrożenia dla mienia oraz zabudowań" - napisała. Strażacy pracujący wówczas na miejscu mówili jednak coś innego - to wypowiedź z lutego 2022 roku rzecznika wojewódzkiego PSP w Łodzi dla radia Łódź. - W wyniku ostatnich wichur zostało wyrwane drzewo z korzeniami, które uszkodziło wał, a następnie prawdopodobnie bobry dokończyły dzieła zniszczenia i powstała wyrwa, która ma ok. 8 metrów długości - relacjonował brygadier Jędrzej Pawlak.
Dalej rzeczniczka odniosła się do zdarzeń z jesieni, gdzie też zostały przerwane wały. "(…) Przerwanie grobli rzecznej na terenie gminy Świnice Warckie na przełomie lipca i sierpnia 2025 roku, zostało zabezpieczone w ramach prac awaryjnych zleconych przez Wody Polskie i aktualnie nie zagraża bezpieczeństwu mieszkańców. Skarpy rzeki Ner na terenie gminy Grabów są podwyższone względem terenów przyległych w dolinie rzeki, wykorzystywanych głównie rolniczo jako użytki zielone. Podwyższenia te mają charakter grobelek powstałych podczas regulacji rzeki w latach 1960–1968, kiedy prowadzone były prace melioracyjne. Przy wyższych stanach wód, woda zaczyna przepływać przez korpus grobli, a przy wezbraniach dochodzi do jej przelewania, co prowadzi do wystąpienia wód z koryta i zalewania terenów sąsiednich. Istotnym czynnikiem są również szkody powodowane przez zwierzęta – w szczególności bobry, nornice i lisy – które drążąc korytarze w groblach, zwiększają filtrację i ryzyko rozmycia oraz przerwania korpusu grobli" - napisała rzeczniczka Małgorzata Siepa.
"Przeprowadzone liczne prace utrzymaniowe"
Dalej zapewniła w wysłanym do mnie e-mailu, że, "Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie w latach 2022–2025 przeprowadziło na terenie gmin Świnice Warckie, Łęczyca i Grabów liczne prace utrzymaniowe, w tym awaryjne, m.in.: zabudowę wyrw w skarpach grobli z użyciem geowłókniny i siatki ochronnej, uzupełnienie ubytków kiszki faszynowej, usuwanie zatorów utrudniających przepływ wód, usuwanie drzew i krzewów porastających dno i brzegi, rozbiórkę lub modyfikację tam bobrowych, zasypywanie nor bobrów i innych zwierząt. W miejscach bytowania bobrów wbudowywane są siatki ochronne, ograniczające niszczenie grobli przez zwierzęta." Zapowiedziała, też, że Wody Polskie planują inwestycje w tym rejonie. "Aktualnie trwają przygotowania do przeprowadzenia postępowania przetargowego na wykonanie remontu jazu Bliźnia rzeki Ner na terenie gminy Poddębice. W kolejnych latach planujemy odbudować 11 jazów, wraz z modernizacją obwałowań cofkowych rzeki Ner o łącznej długości 24,16 km, które w sposób systemowy poprawią bezpieczeństwo i retencyjność rzeki Ner. Wody Polskie reagują zarówno na zgłoszenia mieszkańców, jak i na wnioski jednostek samorządowych. Każde zgłoszenie jest weryfikowane przez pracowników Wód Polskich i – w zależności od sytuacji – podejmowane są działania" - podsumowała Małgorzata Siepa.
"Prosiłbym o większą interwencję"
Do słów rzeczniczki odniosła się na gorąco wójt gminy Świnice Warckie.
- Z całym szacunkiem, ale oprócz tych wymagających interwencji kryzysowych, które są konieczne i bezwzględne - mówię tu o przerwaniu wałów to żadnych innych działań na naszym terenie nie ma - odpowiada Sylwia Bartczak. Z kolei burmistrz Grabowa nie może powiedzieć, że Wody Polskie nic nie robią, ale oczekiwałby od nich więcej. - Na pewno przyłączyłbym się do życzeń i próśb, które kieruje pani wójt ze Świnic Warckich. Prosiłbym o większą interwencję w tej sprawie i większe zainteresowanie, o większy zakres robót, które można byłoby wykonać, a na pewno taka potrzeba jest, bo Ner jest rzeką porośniętą trzcinami, które też spowolnieją ten bieg wody, jednocześnie duże zamulenie powoduje to, że woda rozlewa się, więc zapraszam Wody Polskie na nasze tereny, żeby przyjechali ze sprzętem i pracowali - podsumował.
"Stary meliorant kontra młody inżynier". Spór w Wodach Polskich
Ważnym kontekstem dla takich sytuacji, jak opisana powyżej, jest trwający obecnie w Wodach Polskich i szerzej - wśród ludzi zajmujących się rzekami - spór dotyczący tego, jak w ogóle dbać o nasze rzeki. Opisywał go w TVN24+ Tomasz Słomczyński. Przez dziesięciolecia priorytetem było to, żeby wody z rzek jak najszybciej spływały do morza. W tym celu wykonywano drogie i mocno ingerujące w przyrodę prace inżynieryjne, wycinano przybrzeżną roślinność, prostowano koryta.
Ale teraz wiemy już, że takie działanie ma mnóstwo negatywnych konsekwencji. Przede wszystkim - sprzyja suszy. Woda nie zatrzymuje się w terenie, tylko spływa do morza i tym samym "ucieka" z naszego ekosystemu. Nadmierna ingerencja w bieg rzek zubaża je też przyrodniczo, bo brak naturalnych bystrzy, małych głębin, a nawet pni powalonych drzew to jednocześnie brak siedlisk dla wodnych zwierząt i ryb. Dla rolników zalane pola i łąki to realne straty. Ale w dłuższej perspektywie na szybszym spływaniu wody do morza wszyscy tracimy.
W styczniu 2025 roku odbyły się ogólnopolskie konsultacje tak zwanych Planów Utrzymania Wód (PUW). To dokumenty planistyczne sporządzane przez Wody Polskie, które określają – na kilka lat do przodu, jak będziemy postępować z polskimi rzekami. W zasadzie - jak będą je "utrzymywać" Wody Polskie, instytucja odpowiedzialna za gospodarowanie wodą. Jest ona zobowiązana do działań określonych wprost w ustawie Prawo wodne. A tam wskazuje się, że rzekę trzeba "utrzymywać" tak, żeby woda jak najszybciej spłynęła do morza, i - broń Boże - nie zalała niczego po drodze. I takie prace zaplanowano w całej Polsce, na tysiącach kilometrów rzek. W imię paradygmatu, zgodnie z którym najważniejsze jest, żeby rzeka nie zalała przybrzeżnej łąki.
Opublikowanie tych planów wywołało zdecydowany sprzeciw środowiska naukowego w Polsce. Głośno zaprotestowały takie instytucje, jak Państwowa Rada Ochrony Przyrody czy Komitet ds. Kryzysu Klimatycznego Polskiej Akademii Nauk. Nie pozostawiły na tych dokumentach suchej nitki i zarekomendowały… wyrzucenie ich do kosza na śmieci i sporządzenie nowych, od początku.
Spór trwa.
Redagował: Piotr Kozanecki
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Radio Łódź