Zostawił dziecko w aucie, poszedł w kolejkę po pączki. Straż miejska: miał elektroniczną nianię

Znalazły dziecko w aucie i poszły szukać kierowcę
Znalazły dziecko w aucie i poszły szukać kierowcę
Źródło: Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta

- Tata widział z kolejki samochód i miał elektroniczną nianię - wyrozumiale mówi o zachowaniu ojca straż miejska. Internauci nie wybaczają: a jeśli w aucie wybuchłby pożar od zwarcia instalacji, jeśli uderzyłby w niego inny samochód? Czy elektroniczna niania pokazuje temperaturę dziecka?

Wczoraj wiele cukierni przeżywało oblężenie, był tłusty czwartek, pączki szły jak świeże bułeczki. W Częstochowie, według informacji "Gazety Wyborczej", jedna najdłuższych kolejek ustawiła się do "Pączkarni" przy alei II Najświętszej Marii Panny. Ludzie stali od środy wieczorem na chodniku.

Po godz. 13 strażnicy miejscy znaleźli w tej kolejce ojca półtorarocznego dziecka - pozostawionego w zaparkowanym samochodzie.

"Czyj to samochód?" Cisza

- Zgłoszenie dostaliśmy o 13.14. Zadzwonił jakiś mężczyzna, że w samochodzie, zaparkowanym przy alei widzi małe dziecko - mówi Artur Kucharski, rzeczni straży miejskiej w Częstochowie.

Dziecko było samo, auto zamknięte, silnik zgaszony. Nie wiadomo, jak długo tam siedziało przed interwencją przypadkowej osoby.

Strażniczki miejskie były przy samochodzie kwadrans później. - Nawoływały, czyj to samochód, ale nikt się nie przyznawał. Może ojciec słyszał, ale bał się, że źle zaparkował, że dostanie teraz mandat i dlatego nie zareagował - mówi Kucharski.

Zaglądając przez okno samochodu, strażniczki ustaliły, że dziecko ma około półtora roku, że oddycha i prawdopodobnie nic mu nie jest, bo uśmiechało się. Siedziało z tyłu, w foteliku, przypięte pasami. Było ubrane zimowo, w buty, kurtkę, czapkę. Ale na dworze była temperatura około zera, a w aucie przy zgaszonym silniku nie mogło być ogrzewania.

Strażniczki ruszyły na poszukiwanie właściciela samochodu. Chodziły po sklepach i bankach przy alei. Na próżno.

Samo w samochodzie co najmniej pół godziny

Po kolejnym kwadransie zaczęły rozpytywać ludzi w kolejce do "Pączkarni", stojących kilka metrów od samochodu z dzieckiem. Znaleźli wśród nich właściciela samochodu i równocześnie ojca pozostawionego dziecka o godz. 13.45.

- Wyjaśniał, że zostawił dziecko, bo spało, ale że je kontroluje, że ma urządzenia, które powiadamia go zdalnie o zachowaniu dziecka w pojeździe i że je dogląda - relacjonuje Kucharski.

Ojciec miał twierdzić, że cały czas widział samochód z kolejki. Stał na zewnątrz i nie straciłby auta z oka również podczas kupowania, bo po pączki się nie wchodzi, ciasto sprzedawane jest z okienka witryny.

Po otwarciu auta strażniczki sprawdziły, że ręce dziecka były ciepłe. Nie płakało.

Kucharski: - Ojciec był bardzo przejęty sytuacją. Ostatecznie zrezygnował z pączków i o 13.52 odjechał.

Oznacza to, że dziecko siedziało samo w samochodzie co najmniej 30 minut.

Gdzie jest tata, kiedy wróci?

Interwencja skończyła się pouczeniem. Strażniczki wylegitymowały mężczyznę i poinformowany, że jeżeli zostałoby stwierdzone zagrożenie dla zdrowia dziecka, to czekałyby go sankcje przewidziane prawem.

Zdarzenie opisała "Gazeta Wyborcza" i jej czytelnicy byli dla ojca mniej wyrozumiali.

- Elektroniczna niania pokazuje temperaturę ciała dziecka, jego wychłodzenie itd.? To musi być jakaś super nowość! - napisał na forum gazety marilion73.

- Tyle tylko że gdyby zapłakało to by poleciał, ale nie zmienia faktu że dziecko może z powodu wychłodzenia organizmu umierać po cichu. Bo tak jak samochód szybko nagrzewa się latem, to tak samo szybko ochładza się zima - zawtórowała Janina.

Normalna zauważyła, że może ojciec widział z chodnika dziecko w samochodzie, ale czy było na odwrót?

- Jak się czuło to dziecko zamknięte w samochodzie, nie widząc ojca i nie wiedząc, kiedy wróci? Ale dla ojca pączki były ważniejsze niż uczucia dziecka. Poza tym zaparkowany samochód nie jest wcale bezpiecznym miejscem - może w niego uderzyć inny, może nastąpić zwarcie w instalacji i pożar - wytknęła.

Kucharski przyznaje że aleje to bardzo ruchliwa ulica w Częstochowie. - Dziękujemy zgłaszającemu mężczyźnie za sygnał i apelujemy do mieszkańców, aby zgłaszać podobne przypadki, gdy w samochodzie zamknięte są dzieci czy zwierzęta - mówi.

To może skończyć się tragicznie

17 stycznia w Przywidzu na Pomorzu kobieta zostawiła w aucie pod sklepem ośmiomiesięczną córkę i poszła na zakupy. Gdy wróciła, dziecko nie żyło. Przyczyną śmierci była ostra niewydolność oddechowo-krążeniowa. Matka ma zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci i narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia.

Autor: mag//ec / Źródło: TVN 24 Katowice

Czytaj także: