W strzykawce była święcona woda. Zatrzymany przed wizytą prezydenta zwolniony

TVN24

Aktualizacja:
TVN 24Zatrzymany mężczyzna miał zachowywać się dziwnie przed wizytą prezydenta RP w Piekarach Śląskich

Mężczyzna zatrzymany przed wizytą prezydenta RP w bazylice w Piekarach Śląskich "jest głęboko wierzący, chciał spotkać się z prezydentem i miał do niego pytania na kartce". Został zwolniony z policyjnego aresztu. Nie usłyszał żadnych zarzutów, chociaż miał przy sobie strzykawkę z wodą i nóż myśliwski.

Do zatrzymania mężczyzny doszło w środę przed wizytą prezydenta Andrzeja Dudy w Bazylice NPM w Piekarach Śląskich. Aleksander C., 40-latek z Bytomia miał zachowywać się nietypowo. Rozglądał się, wracał w to samo miejsce, obserwował wszystkie wejścia i wyjścia ze świątyni. Czytaj więcej na ten temat

- Został zatrzymany, zanim prezydent przyjechał na miejsce. Policyjni wywiadowcy zauważyli człowieka, który dość dziwnie się zachowywał. Zauważyli go na koronie przed bazyliką, nie odstępowali go na krok. W pewnym momencie mężczyzna wyciągnął strzykawkę. To wtedy doszło do zatrzymania - informuje podinsp. Aleksandra Nowara, rzecznik śląskiej policji.

- Policjanci i funkcjonariusze BOR wykazali się skutecznością i profesjonalizmem. Całą sytuację oceni teraz sąd - powiedział na konferencji prasowej rządu Mariusz Błaszczak, minister spraw wewnętrznych i administracji.

Mężczyzna został dzisiaj przesłuchany w charakterze świadka i zwolniony do domu bez zarzutów.

- Wszystko wskazuje na to, że nie miał zamiaru wyrządzić krzywdy prezydentowi ani nikomu innemu. Nie mógłby, bo, jak mówił, szanuje i lubi pana prezydenta - powiedziała Joanna Smorczewska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

Zeznania mężczyzny będą jeszcze weryfikowane, ale prokuratura uznała je za wiarygodne.

Woda święcona w strzykawce

Strzykawka, którą miał przy sobie 40-latek
śląska policja

40-letni Aleksander C. trafił wczoraj do policyjnego aresztu. Jak mówiła Marta Kupiec, reporterka TVN24, mężczyzna nie ma stałego miejsca zatrudnienia, na co dzień zajmował się pracami dorywczymi.

Jeszcze w środę policjanci zabezpieczyli dowody w sprawie. - To niebezpieczne przedmioty, jakie posiadał ten człowiek: nóż i strzykawka z substancją, która zostanie poddana badaniom - relacjonowała Nowara.

Ale badania biologiczno-chemiczne dowiodły, że w strzykawce znajdowała się woda. Potwierdziły się więc słowa Aleksandra C., który mówił śledczym, że to woda święcona. - Jak mówił, często nosi przy sobie strzykawkę z wodą, wynika to z jego poglądów religijnych - powiedziała Smorczewska.

Mężczyzna powoływał się w prokuratorze na to, że jest głęboko religijny. Dlatego przyszedł do bazyliki. Wiedział, że będzie tam prezydent, chciał mu zadać pytania, które miał przygotowane na kartce. - Emocjonalne, mocno chaotyczne, dotyczące prac rządu dotyczących kwestii związanych z aborcją - dodała prokurator.

Po co Aleksander C. miał nóż? - To nóż myśliwski. Mężczyzna nosi go przy sobie, bo dużo czasu w ciągu dnia przebywa w lesie i nóż służy mu do zbierania - przekazała Smorczewska.

Policjanci pokazali nóż, który znaleźli przy zatrzymanym mężczyźnie
śląska policja

W komputerze i komórce też nic niepokojącego

- Nie było żadnego kontaktu z panem prezydentem. Była różnica czasowa dość znaczna. O żadnym zagrożeniu nie sposób mówić w tym przypadku - mówił w rozmowie z TVN24 Marek Magierowski, dyrektor Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta. I dodawał, że podróż jest kontynuowana bez zmiany planów.

A rzeczniczka BOR informowała, że bezpośredniego zagrożenia dla prezydenta Andrzeja Dudy nie było, bo podejrzewana osoba została "zneutralizowana" przed przybyciem głowy państwa na miejsce.

Postępowanie w sprawie Aleksandra C. nadal trwa. Śledczy, którzy przeszukali jego mieszkanie, zabezpieczyli komputer i telefon komórkowy mężczyzny. W urządzeniach nie znaleziono niepokojących treści.

Incydent przed wizytą Prezydenta RP
śląska policja
Marek Magierowski w rozmowie telefonicznej z TVN24
tvn24

Autor: tam, mag/gp / Źródło: tvn24