TVN24 | Katowice

Anna zaginęła, ciała nigdy nie znaleziono, ale jej mąż, były policjant został skazany za zabójstwo

TVN24 | Katowice

Autor:
mag/gp
Źródło:
TVN 24 Katowice, PAP
Co się stało z Anną - poszlaki przeciw mężowi i jego obrona
Co się stało z Anną - poszlaki przeciw mężowi i jego obronaAndrzej Winkler/ Maciej Skóra/ archiwum rodzinne | TVN 24 Katowice
wideo 2/7
Andrzej Winkler/ Maciej Skóra/ archiwum rodzinne | TVN 24 KatowiceSąd odrzucił kasacje w wyroku dla byłego policjanta za zabójstwo żony (wideo archiwalne)

Marek G., były policjant ma spędzić w więzieniu 25 lat za zabicie swojej żony Anny. Wyrok jest ostateczny, Sąd Najwyższy oddalił kasacje, złożone w tej sprawie przez obrońców mężczyzny.

Ostateczna jest już kara 25 lat więzienia dla Marka G., byłego policjanta z komendy w Sosnowcu, skazanego w 2019 roku za zabicie swojej żony. W czwartek Sąd Najwyższy oddalił kasacje, złożone w tej sprawie przez obrońców mężczyzny.

Proces przed katowickimi sądami, jaki toczył się w tej sprawie, był skomplikowany i miał charakter poszlakowy – ciała kobiety bowiem nigdy nie odnaleziono.

Miała spakować depilator. Ale do walizki zmieściłaby się martwa Anna

- Nie było bezpośrednich dowodów faktu głównego, czyli zabójstwa, ale nie ma także zwłok ofiary. Była to istotna trudność związana z rozpoznaniem tej sprawy, ale te trudności zostały skutecznie przezwyciężone przez sąd I instancji. Następnie sąd odwoławczy dokonał prawidłowej i drobiazgowej kontroli wszystkich podnoszonych w sprawie zarzutów – zaznaczył w uzasadnieniu orzeczenia oddalającego kasacje sędzia SN Antoni Bojańczyk.

Jak dodał, "wszystkie fakty uboczne zostały bardzo dokładnie ustalone w tym postępowaniu i nie pozwalają one w inny sposób wytłumaczyć tego, że Anna G. nagle zniknęła w lipcu 2012 roku i nigdy po tej dacie o niej nie słyszano".

Anna i Marek G. byli małżeństwem 5 latarchiwum rodzinne

OGLĄDAJ TVN24 NA ŻYWO W TVN24 GO >>>

Zbrodnia na osobie najbliższej

Wyrok I instancji - przed Sądem Okręgowym w Katowicach - zapadł we wrześniu 2018 roku Wówczas oskarżonemu wymierzono karę 15 lat więzienia. W sierpniu 2019 roku w sprawie orzekł w II instancji Sąd Apelacyjny w Katowicach.

Sąd apelacyjny zaostrzył karę do 25 lat pozbawienia wolności, zwracając uwagę, że zbrodnia została popełniona na osobie najbliższej, zaplanowana, a zwłoki zostały usunięte. Tylko kara eliminacyjna jest w tym przypadku sprawiedliwa – uznał ten sąd.

Jak ustalono, do zbrodni doszło 7 lipca 2012 roku w Czeladzi. Po tym, jak trzy dni później Marek G. zgłosił zaginięcie żony, kobiety szukali policjanci z Czeladzi i Będzina. Prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie 3 grudnia 2012 roku. We wrześniu 2015 zatrzymano męża poszukiwanej. Jego proces ruszył w październiku 2016.

Według oskarżenia i sądu Marek G. zabił żonę, a później włożył ją do walizki, gdzieś wywiózł i zakopał, prawdopodobnie używając w przestępstwie kupionej wcześniej zaprawy murarskiej, rękawic i sznura. Po zabiciu żony wysłał paczkę z jej telefonem, który był włączony, by przez logowania zasugerować, że kobieta wyjechała za granicę. Na telefonie nie było żadnych śladów linii papilarnych, ale na wewnętrznej stronie koperty był odcisk palca G.

Według sądów G. zaplanował zabicie żony, która stała na jego drodze do zbudowania nowego związku z kochanką – to ona miała zająć miejsce Anny. Skazany zdawał sobie sprawę, że w przypadku rozwodu sąd orzekłby jego winę, miałby też ograniczone kontakty z dzieckiem, do czego nie chciał dopuścić – uzasadniały sądy.

Ustalono, że jeszcze przed zniknięciem żony G. zapoznał się z procedurami dotyczącymi zaginionych, a później robił wszystko, by przekonać policję, że jego małżonka po kłótni wyszła z domu, porzucając rodzinę. Nie zakładał, że w tej sprawie może być prowadzone śledztwo i tak rzeczywiście przez kilka miesięcy było – wszyscy zakładali, że Anna zaginęła.

Katowickie sądy uznały, że jest nie do przyjęcia, że Anna mogła wyjść z domu, opuszczając ukochane dziecko; zostawiła też telefon.

Anna i Marek G. byli małżeństwem od 5 latUWAGA! TVN

"Jak daleko jesteś w stanie się posunąć dla uczucia na maksa"

W czwartek na te ustalenia zwrócił też uwagę SN. Sędzia Bojańczyk przypomniał, że choć mężczyzna mówił o gwałtownej kłótni, która miała poprzedzać wyjście jego żony z domu, to świadkowie tego nie potwierdzili. - Sąsiedzi byli przesłuchiwani na okoliczność, czy ktokolwiek słyszał tę rzekomą długą awanturę, a był to środek lata, okna w budynku były pootwierane. Sąsiedzi mówili, że budynek jest "akustyczny" i słychać dźwięki z innych mieszkań. Ale nikt nie słyszał tej awantury, nikt nie widział kobiety opuszczającej mieszkanie – mówił.

- Ofiara nigdy w kontaktach z rodziną nie zachowywała się w sposób nieprzewidywalny, zawsze uprzedzała o planach. Niewytłumaczalną rzeczą jest, że 7 lipca 2012 roku ślad się ucina – dodał sędzia Bojańczyk. W uzasadnieniu wskazał jeszcze szereg innych poszlak, na podstawie których zakwestionowano wersję skazanego, m.in. zeznania świadka, który widział skazanego w początkach lipca 2012 r. na granicy Sosnowca i Jaworzna "w okolicy terenów pokopalnianych, dosyć pustych – hałdy, zbiorniki wodne".

Katowickie sądy cytowały także wiadomość, napisaną przez G. w sierpniu 2012 r. niedługo po zniknięciu żony. "W życiu warto ryzykować. Ryzykujesz często, ruszając w drogę na szczyt, ale kiedy już osiągniesz swój cel, strach i ryzyko, które podejmowałeś wydaje się zupełnie nieistotne, a widoki, uczucie satysfakcji i spełnienia rekompensuję wszystkie trudy. Więc nie będę się bał, chcę ryzykować, nawet jeśli skończy się to dla mnie boleśnie, to i tak warto" – napisał do jednej ze znajomych G.

"Jeżeli chodzi o totalne rewolucje życiowe, czy zastanawiałaś się kiedyś, jak daleko jesteś w stanie się posunąć, ile jesteś gotowa zmienić w swoim życiu dla szczęśliwego związku, dla uczucia - takiego na maksa" – dodawał wtedy mężczyzna.

Autor:mag/gp

Źródło: TVN 24 Katowice, PAP

Źródło zdjęcia głównego: archiwum prywatne

Pozostałe wiadomości