"Traktowanie Polski jak swojego folwarku". Balcerowicz o nowym dniu wolnym od pracy

Z kraju

Radosław Knap o 12 listopada
wideo 2/25

Decyzja Prawa i Sprawiedliwości, aby wprowadzić nagle dzień wolny, pokazuje arogancję tego ugrupowania - powiedział w rozmowie z TVN24 były wicepremier i minister finansów Leszek Balcerowicz.

- To traktowanie Polski jak swojego folwarku w nadziei, że się ludzi przekupi - twierdzi Balcerowicz.

Według byłego ministra finansów "koszt takiego prezentu od PiS-u, to jest cztery-sześć miliardów złotych".

- Więc jest to prezent bardzo kosztowny, za który oczywiście zapłaci społeczeństwo - dodał Leszek Balcerowicz.

Dodatkowy dzień wolny

Sejm uchwalił we wtorek ustawę o święcie narodowym z okazji 100. rocznicy odzyskania niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej ustanawiającą 12 listopada 2018 roku dniem wolnym od pracy. Za projektem ustawy głosowało 233 posłów, 105 było przeciw, 77 wstrzymało się od głosu.

W czwartek ustawą zajmowały się senackie komisje: kultury i środków przekazu oraz rodziny, polityki senioralnej i społecznej.

Wątpliwości w PiS

- Stajemy pod ścianą, ponieważ słuszna i szlachetna idea, żeby w jakiś szczególny sposób uczcić to doniosłe wydarzenie (odzyskanie niepodległości przez Polskę 11 listopada 1918 r. - red.) została sprowadzona w tej chwili do dyskusji jak - w sposób formalno-prawny - wyjść z tej sytuacji. Cały problem polega na tym, kiedy został zgłoszony ten projekt, bo gdyby on był złożony znacznie wcześniej, to można byłoby go na etapie legislacyjnym spokojnie przeprocedować - ocenił senator PiS Jan Maria Jackowski. - W tej chwili Senat jest w sytuacji bardzo trudnej (...). Moim zdaniem sama idea jest bardzo słuszna i piękna, natomiast wykonanie "za pięć dwunasta" - dodał Jackowski, zwracając też uwagę, że na posiedzeniu komisji nie ma ani posłów na Sejm ani przedstawicieli rządu, którzy mogliby odpowiedzieć na pytania senatorów.

Opozycja krytycznie

Krytycznie wobec ustawy wypowiedzieli się także senatorowie PO i PSL-UED, którzy zgłosili poprawki i wniosek o odrzucenie ustawy. - Po raz kolejny w warunkach recydywy odbywa się ten sam proceder. Obecna większość parlamentarna jest w tej izbie od 2015 roku i od trzech lat wiadomo, kiedy 100-lecie niepodległości obchodzimy. I były trzy lata na to, żeby zgłosić taki projekt i spokojnie go przeprowadzić, a zgłasza się go w tej chwili na chybcika, w bałaganie - stwierdził senator PSL-UED Jan Filip Libicki, dodając, że ustawa będzie źródłem kłopotów dla obywateli, a nie okazją do świętowania. Senator Andrzej Kobiak (PO) zwrócił uwagę na negatywne skutki ustawy dla polskiej gospodarki. - Gospodarka nie działa na zasadzie ad hoc od dnia do dnia, tylko na zasadzie umów, a polska gospodarka bardzo często działa na zasadzie umów międzynarodowych. Co ma zrobić firma, która ma podpisaną umowę z karami na dostarczenie towaru w tym dniu? Co ma zrobić firma, która ma podpisaną umowę z karami na dostarczenie towaru dzień czy dwa dni później, a w tym dniu (12 listopada - red.) miałoby być to wyprodukowane? To oznacza, że wszystkie firmy będą pracowały w nadgodzinach - przekonywał Kobiak. Negatywną opinię o ustawie przedstawiło także senackie Biuro Legislacyjne, którego przedstawiciel podkreślił, że nie odpowiada ona "standardom przyzwoitej legislacji" i jest niezgodna z "zasadami demokratycznego państwa prawnego".

Podstawowy zarzut legislatorów polega na braku odpowiedniego vacatio legis, czyli odpowiednio długiego okresu między publikacją ustawy a jej wejściem w życie. Biuro Legislacyjne zarzuciło też m.in. brak wcześniejszych konsultacji społecznych, brak przewidywalnego zachowania organów władzy publicznej oraz trudności m.in. dla pracodawców związanych z realizacją przepisów prawa pracy.

Autor: mp//dap / Źródło: tvn24bis.pl, PAP

Raporty: