Policja dostała 25 stycznia informację od matki 37-letniego mieszkańca Łomży, że syn dwa dni wcześniej wyszedł z domu i nie wrócił. Rozpoczęły się poszukiwania.
Ciało mężczyzny policjanci znaleźli 30 stycznia w godzinach popołudniowych w rejonie miejscowości Sulęcin Włościański na terenie sąsiedniego województwa mazowieckiego. Leżało w rowie obok trasy Via Baltica.
Prokuratura: wysadzili go i pojechali dalej
Z ustaleń śledczych wynika, że mężczyzna podróżował 23 stycznia jednym autem z 34-latką i 33-latkiem z Łomży oraz 37-latkiem z Ostrołęki. Wszyscy się znali. Było prawdopodobnie tuż przed północą, gdy znajomi wysadzili Michała P. przy trasie ekspresowej i pojechali dalej.
Jak przekazuje nam prokurator Elżbieta Łukasiewicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce, mężczyzna nie miał kurtki i telefonu, znajomi nie przekazali informacji służbom ani rodzinie mężczyzny.
"Zostali oni już przesłuchani w charakterze świadków" - zaznacza.
Nie miał na ciele obrażeń
Trwają ustalenia, czy miejsce, w który Michał P. został zostawiony przy drodze, jest tym samym, w którym tydzień później zostało znalezione jego ciało.
"Przeprowadzona w dniu 5 lutego 2026 roku przez lekarza patomorfologa sekcja zwłok nie wykazała, by zmarły miał na ciele obrażenia ciała zadane przez osoby trzecie. Nie stwierdzono obrażeń wskazujących na wyrzucenie Michała P. z samochodu" - podkreśla prokurator.
Pobrano próbki
Biegły wstępnie wskazał, że przyczyną zgonu było wychłodzenie. Podczas sekcji pobrano do badań konieczne próbki krwi i moczu. Śledczy czekają na ostateczną opinię patomorfologa.
Śledztwo zostało wszczęte w kierunku narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz nieumyślnego spowodowania śmierci. Postępowanie prowadzone jest w sprawie, co oznacza, że na razie nikomu nie przedstawiono zarzutów.
Tomasz Mikulicz
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock