TVN24 | Białystok

Maciej był strażakiem, zginął na służbie. "Nie znaliśmy prawdy, nie mogliśmy od nikogo uzyskać pomocy"

TVN24 | Białystok

Autor:
mg,
tm/gp
Źródło:
tvn24.pl
W 2018 roku siostra tragicznie zmarłego strażaka zwróciła się do TVN24 o pomoc TVN24
wideo 2/4
TVN24W 2018 roku siostra tragicznie zmarłego strażaka zwróciła się do TVN24 o pomoc

Justyna Roczeń nie uwierzyła, że jej brat zmarł po tym, jak zasłabł podczas ćwiczeń strażackich. A tak przekonywali koledzy zmarłego i dowódca. Dopiero gdy telewizja TVN24 nagłośniła sprawę, śledczy ustalili prawdziwą wersję wydarzeń. - Jestem przekonana, że gdyby nie pomoc mediów, nie mielibyśmy wygranych spraw - podkreśla siostra strażaka.

14 czerwca 2018 roku utkwi w pamięci Justynie Roczeń do końca życia. Tego dnia na terenie Komendy Powiatowej Straży Pożarnej w Kętrzynie (woj. warmińsko-mazurskie), zaledwie 23-letni strażak zginął na służbie. Maciej Ciunowicz rozpoczął służbę w jednostce w Kętrzynie dziewięć miesięcy wcześniej. Według początkowych zeznań jego kolegów i dowódcy - chłopak zasłabł w trakcie ćwiczeń i mocno uderzył głową o podłoże. W stanie krytycznym trafił do szpitala w Olsztynie, gdzie po miesiącu walki o życie zmarł.

W ciągu następnych kilku tygodni sprawa trafiała na biurka kolejnych komend policji i prokuratur. Jednak nic z tego nie wynikało. Justyna Roczeń nigdzie nie mogła usłyszeć wyjaśnień, co dokładnie stało się w trakcie ćwiczeń.

Okazało się, że w jednostce odbywały się ćwiczenia ze skokochronem

Maciej Ciunowicz miał zaledwie 23 lata arch. prywatne

Zrozpaczona siostra zmarłego, mając wątpliwości co do wersji zdarzeń, zwróciła się do redakcji TVN24, jako ostatniej deski ratunku. Dopiero wtedy sprawa niemal ruszyła z kopyta, a śledczy ustalili prawdziwą wersję wydarzeń z feralnego dnia. I najważniejsze - postawili zarzuty.

Okazało się, że w jednostce odbywały się ćwiczenia ze skokochronem. Strażacy dla zabawy skakali na sprzęt. Nie mogli tego robić. Kategorycznie zabraniają tego przepisy bezpieczeństwa. Maciej namawiany przez kolegów także skoczył. Nieszczęśliwie uderzył głową o butlę z gazem napełniającą urządzenie.

W toku śledztwa zarzuty usłyszało sześciu mężczyzn

Pomoc nie pojawiła się natychmiast, ponieważ mundurowi, zgłaszając wypadek nie powiedzieli prawdy. Namawiani przez dowódcę - Marcina L. - brnęli w kłamstwo o zasłabnięciu. W toku śledztwa sześciu mężczyzn usłyszało zarzuty składania fałszywych zeznań. W lipcu ubiegłego roku pięciu mundurowych usłyszało wyrok. Było to warunkowe umorzenie sprawy na okres próby wynoszący dwa lata.

Justyna Roczeń wspomina, że telewizja TVN24 relacjonowała wszystkie sprawy karne dotyczące śmierci jej brataTVN24

Marcin L. - mający jeszcze dwa inne zarzuty: podżegania do składania fałszywych zeznań i niedopełnienia obowiązków służbowych - został skazany prawomocnym wyrokiem w marcu tego roku na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz zakaz wykonywania zawodu strażaka przez trzy lata.

"Czuł presję, nie chciał odstawać"

- Rozkładanie skokochronów to są ćwiczenia, natomiast skoki są absolutnie zabronione. I od tego jest dowódca, żeby pilnował swoich ludzi – mówiła przed rokiem w rozmowie z TVN24 siostra zmarłego strażaka. Dodała również, że jej brat był najmłodszy i "na pewno czuł presję, nie chciał od nikogo odstawać". - Wiem z zeznań, że były osoby, które nie skoczyły – mówiła w 2018 roku w rozmowie z TVN24 Justyna Roczeń.

Justyna Roczeń mówi, że sprawa, przed tym jak została nagłośniona, toczyła się bardzo wolnoTVN24

Teraz wspomina, że na początku sprawa toczyła się bardzo wolno. Wręcz opornie. – Nie mogliśmy uzyskać prawdy, nie mogliśmy od nikogo uzyskać pomocy. Przede wszystkim nie wiedzieliśmy, co było przyczyną wypadku mojego brata – mówi.

"Gdyby nie pomoc mediów, nie mielibyśmy prawomocnie wygranych spraw"

Dodaje, że telewizja TVN24 jako pierwsza wyciągnęła do niej pomocną dłoń.

OGLĄDAJ TVN24 NA ŻYWO W TVN24 GO >>>

– Można powiedzieć, że była z nami w trakcie wszystkich spraw karnych i towarzyszyła nam z kamerą, jako "czwarta władza". Jestem przekonana, że gdyby nie pomoc mediów, nie mielibyśmy dwóch prawomocnie wygranych spraw karnych – podkreśla.

Do tragedii doszło w 2018 roku w Kętrzynie

Autor:mg, tm/gp

Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: arch. prywatne